Walter, wszystko się zgadza tylko, że piszesz to z własnej perspektywy. Kolekcjonera, miłośnika, człowieka któremu temat zegarków wypełnia kawałek życia, gdzie te "rodzinne" mają wartość nadrzędną. Dla tej pani, to był zwykły przedmiot. Po ojcu, ale nadal przedmiot. I dobrze, że trafia w ręce kogoś kto o niego zadba z należytym szacunkiem. Z resztą, gdyby każdy zostawiał sobie takie pamiątki w domu, to co byśmy kupowali? P.S. Sytuacja z życia. Znajoma gdy się dowiedziała, że interesuje się zegarkami przyniosła mi kilka sztuk po jej ojcu, który zmarł. Było kilka ruskich mechaników, Szwajcar i Ruhla Chrono. Dla mnie to było coś "wow" a dla niej zupełnie bezwartościowe przedmioty. Najsmutniejsze jest to, że były to te zapomniane, najlepsze zdążyła już wyrzucić na śmieci... Aż strach pomyśleć co to mogło być.