I zaraz się zacznie na forum Rolexa , Omegi , Tudora który lepszy , który dokładniejszy , za którym trzeba stać w kolejce a który dostępny od ręki. Chyba troszkę za dużo do naszego hobby dokładamy niepotrzebnych emocji i próby udowodnienia sobie a przede wszystkim innym Forumowiczom, że to właśnie nasz wybór jest najlepszy - co z drugiej strony jest zrozumiałe bo dla wielu z nas wydanie często rocznych zarobków przeciętnego Polaka na zegarek nie jest wcale całkiem normalnym posunięciem. Ja po wielu latach używania „normalnych” zegarków Hamiltona , Glicyna , Seiko dorosłem w końcu do zakupu pierwszego poważnego zegarka i postanowiłem kupić SUBa bez daty. To była moja decyzja nie podpierana żadnymi trendami , opiniami lub sugestiami innych. Ale jak mi w salonie sympatyczny Pan z uśmiechem powiedział że rok czekania to od razu odpuściłem - a że mieli białego OP to po przymierzeniu, dogadaniu ceny i dopasowaniu bransolety od razu wyszedłem z nim na nadgarstku. I po pół roku dalej jestem nim zachwycony , nie przeszkadza mi , że jest ponoć nudny w porównaniu do DJ bo dla mnie DJ odpada właśnie dlatego, że ma datę. Zegarek jest mój , dla mnie i to ja mam być z niego zadowolony i mi się ma podobać. Już za kilka dni mam nadzieje stać się posiadaczem kolejnego poważnego zawodnika , który znowu jest moim świadomym wyborem i tylko moim - pewnie nie będzie tak dokładny jak R ale w ogóle nie zwracam no to uwagi. Bo na pewno każdy z Was łapie się na tym , że spogląda na zegarek , stwierdza że jest piękny a nie wie która jest godzina [emoji3] I to jest właśnie piękne. P.S. Ale się rozpisałem jak nie ja. Wysłane z iPhone za pomocą Tapatalk