Wracając do dyskusji na temat zmiany w polityce Glycine, wtrącę swoje trzy grosze. Najpierw zobaczyłem Combata 6 w granacie. Spodobał się. Później postudiowałem ten wątek a jest co czytać i oglądać. Kilka zdjęć Combata, jeszcze ze starym logo, wywarło spore wrażenie. Poczytałem, pooglądałem. Zapytałem. Kup mówili:) Kupiłem skuszony promocją na Joma. Z perspektywy klienta, porównując polskie ceny z tymi ze Stanów, okazało się, że bardzo przyzwoity zegarek, na pewno zdecydowanie rzadziej występujący niż chociażby Certina/Tissot nabyłem w kwocie przynajmniej o kilka stówek niższej niż wspomniane, a równając do Glycine, kwota wychodziła w 1000zł +. W międzyczasie dalej czytałem to forum, narzekania na zmianę polityki, o tym, że marka się już skończyła a nowe modele są coraz gorsze i w ogóle robionę pod masowego klienta, nie dla wybrańców. Ja wybrańcem się nie czułem, budżet jedynie mam wybrakowany...ale coś mnie chwyciło. Logo mocno zbliżone do jednej z marek modowych zaczęło przeszkadzać, a to brak nakładanych indeksów. Mimo dużego sentymentu do tego zegarka, był na nadgarstku gdy rodziła się córka, zdecydowałem się go sprzedać. Mam nadzieję, że dobrze służy, wiem, że trafił do jednego z czytelników forum. Wątek obserwuję, czytam, ale wśród pojawiających się zdjęć nie widzę nic, co zrobiłoby nam nie wielkie WOW. Ładne zegarki ale nie dla mnie.