Skocz do zawartości
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki, które zawierają...
Szukaj wyników w...

Temat został przeniesiony do archiwum

Ten temat przebywa obecnie w archiwum. Dodawanie nowych odpowiedzi zostało zablokowane.

Jędrek_38

Skad zainteresowanie zegarkami?

Rekomendowane odpowiedzi

Tsuki, możesz to potraktować jako zagadkę na dzień dzisiejszy, z mojej strony EOD

 

Felek, już jestem spokojny :(

 

 

Marcin


"Największą przyjemnością w posiadaniu psa jest to, że możesz się przed nim wygłupić, a on nie tylko, że się nie będzie śmiał, ale też zrobi z siebie głupka"

Samuel Butler

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość feleksc

bart ...popisz sobie na priva do zainteresowanych...

:( :?

( :evil: )

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

nie napiszę pewnie tak patetycznie jak kilku poprzedników, po prostu streszczę tu moje "dochodzenie" do pasji zegarkowej. na początku zegarek był tylko kawałkiem metalu, nieważne czym w środku wypełnionym, który miał pokazywać czas. zaczęło się w drugiej klasie podstawówki tak jak pewnie u większości, elektronicznym zegarkiem "komunijnym" - triumfy święciła wtedy bliżej mi nieznana austriacka (?) marka stempo. później była jakaś radziecka zaria mojej mamy (na męski zegarek byłem wówczas zbyt mało męski), następnie jakaś montana albo coś w tym stylu, koniecznie z melodyjkami. taki sprzęt nosiłem do końca podstawówki, szczytem marzeń był dla mnie wówczas atlantic worldmaster, koniecznie z czarną tarczą, ale niestety nie mogłem sobie na taki luksus wówczas pozwolić. wtedy zaczęła się też era rosyjskich zegarków, przywożonych do polski na handel "bazarowy" - przewijały się u mnie wówczas różne sprzęty, w większości mechaniczne, często marnej jakości, żaden nie zagrzał jednak dłużej miejsca na nadgarstku. wyjątkiem, ale kieszonkowym, jest mołnia - bardzo fajny zegarek, darzę go dużym sentymentem ze względu na okres w życiu, w jakim go nabyłem. ten zegarek leży na półce już od piętnastu lat, rzadko go noszę, ale nigdy nikomu nie oddam ze względu właśnie na te wspomnienia. na osiemnastkę dostałem od przyjaciół "patelnię" orienta i był to porządny kawał zegarka. co ciekawe, nigdy nie wymagał regulacji, chodził dokładnie i bezawaryjnie. raz tylko podczas rąbania drewna na biwaku urwały mu się zaczepy przy tarczy, ale sprytny pan zegarmistrz nawiercił dwie mikroskopijne dziurki, zanitował prawie niewidoczne mocowanie i dalej mogłem się cieszyć moim prezentem. niestety, na drugim roku studiów kilku panów w parku wieczorową porą poprosiło, abym im go oddał. ponieważ wrodzona kultura osobista nie pozwoliła mi odmówić - rozstałem się w ten prozaiczny sposób z prezentem od przyjaciół. szybko poratował mnie wujek szwajcarskim zegarkiem marki nikomu na tym forum nieznanej (przynajmniej nikt mi nie odpowiedział, co to za cudo), ponieważ jednak mechanizm w nim nie jest zbyt dokładny a do naprawy raczej się nie kwalifikuje, szybko musiałem rozejrzeć się za czymś nowym i znów biednego studenta poratował wujek, tym razem całkiem fajnym wostokiem. wostok przetrwał do końca studiów i jest ze mną do dziś. po obronie pracy magisterksiej dostałem od rodziców pieniądze na marzenie z dzieciństwa i tak oto zagościł na nadgarstku atlantic worldmaster, ale nie z czarną, lecz ze srebrną tarczą. po pięciu latach od tamtej chwili trafiłem na to forum z pytaniem, czy warto odnawiać glashuette wypatrzoną po śmierci dziadka w jego szpargałach. zegarek odnowiłem, cieszę się nim do dziś, oprócz sentymentu związanego z dziadkiem przyciąga mnie do niego jego fajny, klasyczny wygląd. a od momentu, kiedy zacząłem studiować forum i uczestniczyć od czasu do czasu w dyskusjach wsiąkłem już na dobre - pojawił się i seiko 007, i duży poljot aviator, ostatnio przeżywam fascynację różnymi rosyjskimi wynalazkami, ale pewnie następnym zegarkiem będzie coś droższego i bardziej prestiżowego - może nie gp, jlc ani iwc, ale jakiś ml, tissot, longines lub co najmniej stowa. czas i negocjacje z żoną pokażą (niestety jest odporna na urok zegarków, jej wystrczy najprostsza kwarcowa certina i żadne namowy ani inne fortele z mojej strony nie mogą tego zmienić). zauważyłem też pasję zegarkową u mojej dwuletniej córeczki - jest ona co prawda związana raczej z poznawaniem świata niż z prawdziwym zainteresowaniem akurat zegarkami, niemniej jednak często z wielką radością słyszę "tatusiu pokaź ziegar" no i często składam do kupy budzik, który dziwnym trafem wpada w ręce małej niszczycielki :(


panerai 000112, omega planet ocean, zenith class elite 680,

oris miles rectangular day date, glashuette (vintage), skx007

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość
co konkretnie uważasz za "bzdury"?

1. permanentne zaznaczanie, na jakiej to prześwietnej uczelni studiujesz. z akcentem, że to raczej ona ma honor kształcić ciebie, a nie ty masz honor być zaliczanym w poczet jej studentów..

O tym gdzie studiuje napisałem może ze 2 razy. To Ty tak się tym podniecasz nie ja.
2. niegrzeczne wycieczki w stronę władka, którego zawsze traktujesz "z nazwiska" - jeżeli nie jest to chamskie, to co najmniej mało kulturalne..
To nie są bzdury Einsteinie.
3. ciągłe krytykowanie poglądów rozbieżnych z twoimi - masz prawo, ale po co? nie lepiej tracić siły na tworzenie, zamiast na niszczenie?.
To nie są bzdury po raz 2.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
co konkretnie uważasz za "bzdury"?

Tsuki - on topic, please.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Ok

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Podobnie jak Tessio moim pierszym zegarkiem był egzemplarz grający - bodajże 16 najgłupszych meloddi świata. Kupiła mi go Kochana Rodzicielka w Wiedniu - w drodze do Jugosławii - jako swoiste odszkodowanie moralne, że nie miałem Komunii a wszyscy Koledzy dumnie wygrywali melodie a co poniektórzy liczyli na swoich zegarkach. Potem jest jakas pustka w wspomnieniach. Następnycm zegarkiem jest prezent od Wujka - Seiko 5 Automatic na stalowej branzoletce. Do dziś usmiecham się z faktu, że Wujek mieszka w Szwajcarii a wybrał Japończyka.

 

Nastepnym etapem była przygoda z projektowaniem biżuterii. Szukałem 18karatowego złota - i pojawił się złoty zegarek na przetop. Pan sprzedał Glycine Geneve.

 

Następnie, z ciekawości, wysłałem list do szwajcarskiej manufaktury z zapytaniem o wiek zegarka. Odpowiedź brzmiała: 1935 rok.

 

Po wykonaniu konserwacji sprzedałem zegarek z dużym zyskiem, lecz tak naprawdę po miesiącu obudziła się tęsknota. Następnie "uratowałem" męski Kienzle z 1978 roku dokonując koniecznej renowacji. Posiadałem również popularną męską złotą Doxę kal. 1147 (ok. 10 sztuk: lata 1935-1950) i niemieckiego Antora. W ostatnim czasie wpadły mi w ręce: Certina, Chronograph Suisse, Bucherer, Anker,Tissot oraz damski Titus Geneve. Dziś czekam na złotą DOXĘ z 1945. Ale i tak zapewne nie będzie to ten zegarek. Zegarkiem na który czekam to Vacheron lub Schaffhausen roczniki 1910 (w złotych kopertach). Małżonka trafiła na swój: doxa 1910 rok - secesyjna koperta, piękny mechanizm.

 

Większość foto na www.mojezegarki.republika.pl - Pozdrawiam Nagib

 

ps - co do najszczęśliwszego dnia związanego z zegarkiem wspominam jeden dzień. Mój 3 letni Syn otworzył - pod moją nieobecność - paczkę od Listonosza w której znajdował się damski malutki złoty Anker (ok. 1 x 2 cm). Wracając z pracy poszedłem zobaczyć jak Maluch śpi - patrze a na malutkim przegubię ujrzałem...Ankera. Z relacji Żony dowiedziałem się, że Junior ujrzawszy zegarek ubrał go i mówił cały dzień: "Mój Tik-tak, mój"

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość ATCmike

Witajcie. Jestem tu nowy. Mimo, że zawsze urzekało mnie piękno czasomierzy to nigdy głębiej nie zagłębiałem się w temacie. Jak miałem 10 lat to miałem chyba z 5 zegarków, w tym dwie (jak dla mnie wtedy) perełki. Jedna to był nowiutki Swatch, a druga to Orient na pasku z krokodyla, który dostałem od ojca. :) Przy okazji zegarka, który ostatnio wpadł w moje rączki znalazłem to forum i po kilku tygodniach czytania postanowiłem dołączyć do klubu. Pasja ludzi, którzy tutaj są jest naprawdę zaraźliwia i czuję, a nawet jestem pewien, że na jednym zegarku się nie skończy!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Fajne historie :) Moja:

Pierszy zegarek dostalem na komunie :) w 1973r. A to byl Poliot automat 29kamieni. To byl merol na tamte czasy. Duma mnie rozpierala. Wtedy chyba cos sie we mnie zaczelo. Od tamtej chwili nie CIERPIE jak ktos nie uwaza na zegark. Pare lat minelo i zaczela sie era kwarcowa. Taaa, ile wtedy zegarkow poszlo :? porzadnych do szuflady. Mialem kilka takich wynalazkow. Jeden z kalkulatorem byl. Ale Poliot powracal na lape. Byl ze mna do 88 roku. W pracy pekl teleskop i zegarek wpadl w lamarke fasoli. :cry: Gdyby nie mlody wiek to pewnie na serce bym padl. Nastepny to stary Atlantic. Potem kupionych kilka Luczy Wostokow Poliotow. W 89 robilem patent zeglarski i na duza woda miesiac pozniej z kolega z pracy co juz wtedy byl Sternikiem morskim. No i moja piersza choroba morska byla strasznie dluga bo ciagle gapilem sie na chronometr. Stary jakis jak swiat. Taki w skrzynce i na kluczyk nakrecany. Ze zdziwieniem stwierdzilem ze chodzi prawie tak dokladnie jak Casio. Potem, po tygodniu .Okazalo ze chodzil lepiej :) . No i mnie calkiem zakrecilo. Nigdy nie mialem jakiegos zegarka za kupe kasy. Raczej to na co mnie bylo stac. I nie kupuje zegarkow za kupe kasy. Jakos tak mam ze podobaja mi sie tylko takie jak te z podpisu. A ze trzeba by wygrac w totka to kiedys mnie naszlo. Stary! przeciez zegarek to proscizna. Sam mozesz zrobic :) No i tak sobie teraz robie, te moje zegarki. Na forum trafilem przypadkiem. Szukalem w necie danych o chronometrach okretowych. I sie nawinela :)


Ciesz się że nie szczekasz

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Całkiem niedawno byłem jednym z tych chuliganów zegarkowych dla których motto „nigdy w życiu nie wydam więcej niż 30 zł na zegarek” przyświecało niczym aureola nad głową Matki Teresy. No i nie wydawałem - ostatnie (a z piąte może z kolei) cudo chińskiej techniki za całe 25 złotych zgubiłem na basenie. Przyznam się że nawet nie chciało mi się po niego wracać. I od tego czasu nie miałem zegarka wcale, nie licząc oczywiście dokładnego chronomietra wkompilowanego w software moich kolejnych telefonów komórkowych. Wiadomo cisza przed burzą. Potem ślub, wesele no i nagroda - trzeba spłacić kredyty. A jeszcze sytuacja w której musze spłacić kredyt pierwszy żeby zaciągnąć drugi (tym razem na mieszkanie). A że moja mama zawsze chomikowała w przeróżnych miejscach w domu złoto - stałem się właścicielem drobnej ilości „złomu” który miał w szybko trafić do jubilera. Jedną ze składowych złomu był ON. Na początku był dla mnie tylko kluczem do mieszkania - w końcu miał być za parę dni przetopiony na złom. Na szczęście jubiler wybił mi szybko z głowy oddawanie tego „zegareczka”. A pieniądze znalazły się w inny sposób. W ten sposób rozpoczął się rok z przepięknym, pierwszym i jedynym w swoim rodzaju szwajcarem cal. 89 Schaffhausen. Najpierw powoli zacząłem przeszukiwać sieć by dowiedzieć się co to jest IWC. Potem przeglądanie Allegro. Potem zacząłem sobie przypominać że mój ojciec też zawsze miał na ręku albo Doxe albo Delbanę (nie pamiętam w jakiej kolejności - ale chyba lubił „szwajcary”). A na końcu na końcu Wy (pewnie będziecie się za to palić w piekle :lol:) a teraz pozwole sobie powiedzieć My czyli forum i KMZiZ. Okazało się nagle że mam nowe hobby, a żona powoli zaczyna się przyzwyczajać do kolejnych wieczornych tyrad o „rotorach” „koronkach” i szafirach. Co więcej sama zaczyna mówić co jej się podoba… Mam nadzieję że moja córeczka która w (jakże cholera ważnym) międzyczasie się nam pokazała też będzie zarażona tym bakcylem.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Początki moje są kserem waszych :lol: na początku był komunijny melodyjkowiec, niestety odszedł na wieczny spoczynek bardzo szybko, ale takie są skutki grania na asfalcie w piłkę z zegarkiem na ręce ;) . Rodzice moi postanowili zaopatrzyc mnie więc w nowy czasomierz tym razem bez melodyjek ale lepszej (ich zdaniem) firmy - Sharp :lol niestety nie wzięli pod uwagę zdania synka, ktory zapałal miłoscią czystą do Wostoka z czerwonym sekundnikiem i zamiast nosić odporny mechanizm japoński ukradkiem nosił tamtego. Minęło parę lat (nie noszenia niczego na nadgarstku) i dostałem od brata Kazia z ustawianymi strefami czasowymi, fajny to był zegarek, na prawdę, ale trafiło mi się młodsze rodzeństwo, które wyjeżdżało na kolonię i poprosiło mnie grzecznie o wypożyczenie go na dwa tygodnie. Zgodziłem się i dostałem za swoje... Kaziu się zalał nad Bałtykiem. Kolejnym egzemplarzem był Perfect który jednak zastrajkował po pewnym czasie i z nowu zostałem bez niczego na nadgarstku, szczęściem dostałem w między czasie złota Rakietę i ona gosciła na moim nadgarstku naj częściej ale nie da się nosić jej do krótkich gaci więc zacząłem szukać czegos nowego, myślałem o Doxie ale jakoś nie mogłem się do niej zebrać, aż nagle, przypadkiem, oglądałem sobie filmik "Agenci tacy jak my" i usłyszałem tam markę Timex. Powodowany ciekawością a co to, wlazłem na stronę i zapatrzyłem się w jeden model, tak mi się spodobał, ze postanowiłem go nabyć. Nauczony jednak doświadczeniem postanowiłem poszukać informacji na temat marki i tak trafiłem na stronę klubu :D to co znalazłem mnie usatysfakcjonowało i zamówiłem go sobie. Co prawda jest kwarcowy ale mnie się podoba i pasuje :D. Podsumowując ten już doś długi wywód, teraz mam trzy zegareczki: Timexa na codzień, Rakietę do gajerka i moją miłośc z dzieciństwa czyli Wostoczka, którego odnalazłem w domu rodziców po latach, reanimowałem i noszę czasem wpatrując się w jego czerwoną sekundową wskazówkę :)

Thats all...

PS. Następnym nabytkiem będzie mechanik gniotsa nie łamiotsa ale najpierw kupię cos żonie :)


"A był dla kierowania zespołem tym, czym Herod dla Towarzystwa Przedszkolnego w Betlejem"

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

zainteresowanie zegarkami?

po prostu lubie fajne,ladne,swietnie wykonane markowe rzeczy, ot taki snobizm

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jak byłem mały - brałem od swojej Ciotki stare budziki i je rozbierałem na czynniki pierwsze ( wyciągałem kółeczka i sprężyny ) oczywiście nigdy nie umiałem ich złożyć z powrotem

 

Jak byłem w podstawówce moim marzeniem był elektroniczny zegarek produckji radzieckiej ( o japońskim z melodyjkami nawet nie marzyłem ) i w końcu Tato kupił mi na wyjeżdzie do Bułgarii taki zegarek , w szkole byłem taki dumny ,że chodziłem cały czas z zawiniętymi rękawami

 

Jak byłem nastolatkiem , moja Siostra przysłała mi zegarek mechaniczny szwajcarski ( niestety dziś nie pamiętam marki , coś w rodzaju "grovana" ), pamiętam ,że miałem obsesję na punkcie jego regulacji do hejnału radiowego , przestawiałem go ciągle i wściekałem się ,że nie chodził idealnie dokładnie

 

Jak pierwszy raz pojechałem do Szwajcarii w roku 1987 strasznie podobał mi się ceramiczny Rado jaki miał Kolega i żyłem w przekonaniu ,że to najlepszy zegar na świecie

 

Gdzie w roku 1998-99 , mój Kolega z naszej RN pokazał mi JLC Master Perpetual i się zakochałem w zegarkach - całkiem wsiąkłem , zacząlem interesować się bardziej dogłebnie , czytać , potem poprzez Władka trafiłem na strony Klubu i staram się ciągle od Was czegoś uczyć . Staram się też być ( z różnym czasami skutkiem ) być aktywnym członkiem Klubu .

Moim pierwszym z pełną świadomością zakupionym zegarkiem był Maurice Lacroix Milestone , potem już poszło ! :D ( dawno go już nie ma ) i od tego czasu przewinęło się przeze mnie dobrych osiemdziesiąt zegarków , a lista marzeń nadal jest długa

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

U mnie się zaczęło jak u jednej Babci w domu popsuł się ścienny Gustav Becker. Wymagał poprostu czyszczenia. Zainteresowałem się nim może i mimo woli, bo w domu jego temat nie zchodził nigdy z tapety, bo nie znaliśmy specjalnie możliwości zegarmistrzy w rodzinnych stronach Babci, więć wujek zawiózł go do pierwszego lepszego "fachowca" na śląsk. W ciągu jednego roku zegar zaliczył siedem poprawek, ale w końcu działa. Tak zainspirowany znalazłem u drugiej Babci na struchu zegarki: Jej: Kama, Dziadka: Wostok, Łucz, Wujka: Poljot, Mamy: Łucz. Wszystkie poszły do naprawy już do wykwalifikowanego zegarmistrza (był pod nosem bo na zakład 2 kilometry ode mnie, a wcześniej jakoś o nim nie wiedziałem). Wszystkie zegarki zostały naprawiawione i są w stanie - włożyć na rękę i nosić oprócz Dziadkowego Łucza 2209, który miał przez wiele lat bardzo silny kontakt z wodą i już specjalnie nic nie dało się z nim zrobić, ale teraz w kolekcji i tak mam 3 takie nieużywane - jeden noszę na ręce na codzień tak jak Dziadek kiedyś. Po naprawie tych zegarków zacząłem się rozglądać za kupnem czegoś, a ponieważ miałem uczulenie na zegarek padło na kieszonkową Mołnie. Potem jakoś uczulenie przeszło i zacząłem kupować zegarki naręcze, oczywiście radzieckie, jak te rodzinne które były fundamentem mojej kolekcji. Potem kupiłem trochę nowych rosyjskich zegarków głównie ze względu na wygląd, bo mi się podobały , czego dzisiaj żałuję (no może oprócz Wostoka Amfibi, bo do Bałtyku się nadaje), ponieważ ich jakość i wykonanie jest dużo gorsza od radzieckich. Jestem trochę nietypowym kolekcjonerem, bo już od dłuższego czasu zbieram zegarki oczywiście radzieckie - bo są o niebo lepsze od nowych rosyjskich, ale tylko w stanie nieużywanym, nienoszone, bo w takich czasomierzach widać ich prawdziwe nienaruszone użytkowaniem piękno.


CДEЛAHO B CCCP - najlepsze zegarki na świecie !!!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Witam,

moje zainteresowanie zegarkami zaczeło się od tego, że bardzo wcześnie nauczyłem się odczytywać czas z zegarka i chyba dlatego dostałem od rodziców zegarek. Była to nrd-owska Ruhla. Mam ją do dzisiaj, szkoda tylko, że niesprawną. Później ojciec kupił mi radzieckiego Poljota. Pamiętam do dzisiaj jak nie chciałem odejść z przed wystawy salonu jubilerskiego, aż wreszcie tata uległ i wróciłem do domu dumny z wielkim (tak mi się wtedy wydawało) nowym zegarkiem. Nosiłem go bardzo długo, aż któregoś dnia zostałem przez mojego tatę obdarowany jego zegarkiem - Delbaną. To było coś niesamowitego, miałem szwajcarski zegarek. I tak mi zostało do dzisiaj, zawsze lubiłem i będę lubił fajne czasomierze.


Pozdrawiam

Krzysiek

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość Julian

Moja historia jest równie barwna, jak historia Tsukiego. Pewnego razu miałem ok. 400zł na zbyciu i postanowiłem zakupić Seiko 5 ;):D

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Dwa lata temu postanowiłem zmienić stare Casio, szare i obdrapane na coś nowego. I wtedy wszedłem do sklepu na Nowym Świecie w Warszawie i zobaczyłem "Burana" :shock: . A jak się jeszcze dowiedziałem, że to Poljotowe to juz tak mi zostało :wink:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

  • Ostatnio przeglądający   0 użytkowników

    Brak zarejestrowanych użytkowników przeglądających tę stronę.

×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę.