Skocz do zawartości
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki, które zawierają...
Szukaj wyników w...

Temat został przeniesiony do archiwum

Ten temat przebywa obecnie w archiwum. Dodawanie nowych odpowiedzi zostało zablokowane.

neuro

Trochę metafizyki... czym jest DUSZA ZEGARKA ???

Rekomendowane odpowiedzi

Witam,

 

Sporo się mówi o tym, że zegarki mają duszę. Że jedne mają, inne nie mają… Ale jakoś żadnych wiążących ustaleń nie ma… Chciałem Wam coś zaproponować… Chodzi o zdefiniowanie duszy…

 

Padają głosy że tylko mechaniki mają duszę… czyżby? A właściwie dlaczego? Toż to trybiki i sprężynki tylko…. Pan Marek (pozdrawiam!) w radio wspomniał o zegarmistrzu, który tchnął duszę w zegarek… Ktoś inny wspominał o potrzebie opieki nad zegarkiem – nakręcaniu, noszeniu… Padło parę innych stwierdzeń…

 

Ile systemów religijnych, tyle definicji i nazw duszy (czy tego co ją zastępuje). Podejrzewam też, że ilu użytkowników zegarków, tyle wizji duszy zegarka. Ja za chwilkę przedstawię swoja wizję. Mam nadzieję, że potraktujecie to jako zaproszenie do zabawy i pociągniecie temat.

 

Oto co w moim przekonaniu składa się na duszę zegarka.

 

1. Sentyment, wspomnienia….

Mam Atlantika po dziadku. Niby „zwykły” Worldmaster, ale nawet gdyby Salma Hayek przyjechała maybachem, a między wargami (obojętnie którymi ) trzymała Rolexa i ofiarowała mi się z całym dobrodziejstwem inwentarza w zamian za ten zegarek… nie zamieniłbym się.

Pamiętam jak pierwszy raz oglądałem Pulp Fiction. Pamiętacie wątek zegarka? Mój co prawda tak burzliwej historii nie ma i w ciemnych miejscach chowany nie był :) , ale Butha rozumiem. Też bym wrócił na jego miejscu.

Z drugiej strony – mam kwarcowego Adidasa, design a`la Las Vegas Parano. Wygląda jakby go ktoś projektował po dużej ilości LSD. Niby zwykły zegareczek. Ale kiedyś należał do mojej kobiety. I uwielbiam go, w życiu się go nie pozbędę… I też bym po niego wrócił :)

 

2. Klimat

Określenie tak samo konkretne jak „dusza”, ale spieszę z wyjaśnieniem. Mam Poljota automatyka, wielkie ciężkie prostokątne bydle jakby siekierą ciosane na bransolecie. Kojarzy mi się z latami 70 i 80 – z wielkimi wąsami, z siermiężną rzeczywistością, dużymi fiatami i butami Relaxami (nie mylić z rolexami :) ). Ma swój klimat. Mam Zima z zielona tarczą na której jest pięć kółek i pisze MOCKBA 80. Klimat – nie muszę chyba tłumaczyć :) . Albo Doxa z lat 50 chyba… Prosta, elegancka… gangsterska w starym stylu… The Godfather… No i stare Atlantiki Worldmastery, które zawsze mi się będą kojarzyły z młodością…

 

3. Historia

Nie podobają mi się nowe zegarki i nowe samochody. Nie lubię zapachu nowości. Zegarek musi być stary i mieć historię. Historię dziadkowego Atlantika znam, sam dopisałem do niej 20 lat. Historii niedawno kupionego starego Varldsmastarura nie znam, ale ona jest wypisana na jego tarczy i wskazówkach, które wyglądają jak połączenie złomowiska i targu staroci. Co tam jest napisane? Nie wiem, ale czas go nie oszczędził. Lubię się domyślać. Kiedy patrzę na wspomnianego już Zima – widzę stada wyjących radzieckich kibiców i gest wiadomy. I micha mi się cieszy :) . Patrzę na wielką, wulgarną Slave od wujka (zmienił na Tissota) i widzę historię jego kariery… itp., itd… Nie ma dwóch takich samych starych zegarków. Wszystkie zegarki na wystawach sklepowych są takie same.

 

4. Dźwięk i rytm

Każdy zegarek ma swoje własne brzmienie, swoją własną muzykę. Nie ma dwóch tak samo brzmiących. Najpiękniej śpiewa oczywiście dziadkowy. Z daleka słychać cykanie, im bliżej jest ucho, tym wyraźniej słychać pogłos, a przy samym uchu jest już bicie – dong dong dong… Jak byłem dzieciakiem słuchałem tego godzinami. Lubię słuchać zegarków. Poljot chodzi szybciej (ilość wachnięć?), nerwowo. Cyma grzechocze, chyba coś jej jest. Doxa jest dyskretna, cicha, nienachalna… itp…

Nowe samochody są cichutkie i nijakie. A jak się słyszy starego Mustanga, to włos się jeży na plecach… Zegarki mają chyba podobnie. Czy nie?

Każdy zegarek ma swój rytm. Worldmastery idą równo, dokładnie. Varldsmastarur zapierdziela jak wściekły, jak ma dobry dzień robi 2 minuty na dobę. Dziarski staruszek! Doxa się za to nie spieszy, zawsze minutę – półtorej z tyłu… dama :). A Poljot to pijak, chodzi jak chce, raz za szybko, raz za wolno :) . Najbliżej mi do Poljota :) :) :) :twisted:

 

I to by było tyle. To są składowe duszy takiej jak ja ją widzę. Każdy z moich zegarków ją ma, każdy jest inny. Każdy ma charakter. A wszystkie wspólnie uzupełniają się. Taka załoga :)

 

Skrobnijcie coś o swoich kryteriach – o ile je macie. Duszy nikt nigdy nie widział, więc można pisać wszystko! :)

 

Pozdrawiam!

 

Michał


Michał

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość ZETES

Aż mi się łezka w oku zakręciła :oops: . Tak pięknie to opisałeś. Co tu więcej dodawać?

Już wiem. Trochę większy kaliber. Jak słucham ściennego Reform'a po babci, to aż mnie dreszcze przechodzą. Zwłaszcza, jak ma wybić godzinę, a sprężyna jest już "na wykończeniu". Wybije?... Nie wybije?... Trochę wysiłku... chrobotanie... i... ding/dong. Coś pięknego :) . Potem kluczyk do ręki i nakręcanie. Po co ma się staruszek męczyć.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Witam,

Neuro, ciekaw jestem jaka byłaby Twoja reakcja gdyby sytuacja z Salmą zdażyłaby się naprawdę :wink: Jeśli wtedy zrobiłbyś tak jak piszesz, musiałbym przyjść do Ciebie na lekcje "wytrwałości w postanowieniach", bo ja chyba bym wymiękł :)

Co do duszy. Nie mam specjalnie określonego zdania co do definicji tego pojęcia. Z jednej strony podpisuję się pod stwierdzeniem, że duszę mają tylko i wyłącznie "mechaniki", a z drugiej może to chodzi jednak o to co dany czasomierz przeżył i jaka jest jego historia. Jest też trzecia wersja- pierwsza razem z drugą :wink:

Jeśli mówimy o zegarkach z duszą jako o "mechanikach" to posiadam tylko jeden taki zegarek. Jego historia jest dość, krótka, bo ma trochę ponad rok, ale już zdążyłem zapałać do niego wielkim uczuciem i czuję do niego sentyment. Mam nadzieję, że kiedyś będę mógł usiąść i opowiadać godzinami o tym co razem nam się przydażyło w przeszłości.

Jeśli dusza to tylko historia, to mam jeszcze trzy zegarki. Też nie są specjalnie stare, ale, no właśnie, każdy z nich był kupiony w ważnym, w tamtej chwili, dniu mojego życia. Za każdym razem kiedy, któryś z nich zakładam na rękę przypominam sobie sytuację, która spowodowała, że go kupiłem. To jest piękne. Powoli pracują na swoją duszę :)

 

Z pozdrowieniami

Marcin


"Największą przyjemnością w posiadaniu psa jest to, że możesz się przed nim wygłupić, a on nie tylko, że się nie będzie śmiał, ale też zrobi z siebie głupka"

Samuel Butler

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Hehe, Master, ja to bym może i wytrzymał. Gorzej z dziadkiem. Jak go znam, to pewnie wstałby z grobu, dałby mi w łeb, powiedział: "oddawaj zegarek gówniarzu, jak nie umiesz z niego skorzystać"... No i w życiu Salmy nic nie było by już takie samo :)

 

Dziadek to był zawodnik :twisted: Gdziekolwiek jest, pewnie się dobrze bawi :)


Michał

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość ervin77

Do wypowiedzi neuro dodałbym jeszcze, ze zegarek z duszą to każdy zegarek. Czas i jego pomiar zawsze jest przeszłoscią, tym co już było. Co będzie ....to już tylko zależy od dokładnosci wskazań i tego co los przyniesie....Czyli jak nie patrzeć.... :( zawsze odrobina tajemniczości. I tak zdefiniowałbym pojęcie " duszy " - to właśnie ta odrobina tajemniczosci. Dla jednego będzie to "szpindlak" dla drugiego " kwarc". Pozdrawiam.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

:(

Fajny temat - nie jestem pewien tylko czy tak do końca zegarkowy :wink:

To o czym piszecie jest w Was - nie w zegarku. Sentyment, wspomnienia...Czy dusza zegarkowa wraz ze zmianą właściciela przestaje istnieć ?

Wg mnie dusza zegarkowa to myśl ludzka zawarta podczas konstrukcji - to jej zapis w postaci wyrobu i praca włożona w wyprodukowanie zegarka. Im więcej pracy ludzkiej/ręcznej, tym wydawać by się mogło więcej wartości "humanistycznych" w zegarku.

Masówka ogólnie uważana jest za bezduszną.

Zegarki elektroniczne, choć tysiące razy bardziej skomplikowane , w całości są produkcją maszynową. Precyzja wykonania niedostepna dla rąk ludzkich. Czy aby to gdzie człowiek sięgnąć nie może ręką, ba w 99% populacji i rozumem, musi pozostać w pogardzie :roll: .

Zegarki elektroniczne, ich praca/działanie są poza zasięgiem naszego wzroku, słuchu - widzimy tylko efekty ich działania - posłuszne układom scalonym wyświetlacze i ew przetworniki piezzo wydajace dzwięki.

Dlaczego więc nie są w naszych łaskach ?

Może przez chęć jaką ma w sobie każdy z nas - chęć oryginalności, wyróżniania się.... próżność.

 

Staram się nigdy nie wyrażać opinii negatywnych o zegarkach elektronicznych, tylko dlatego , że to elektronika. Wśród nich są lepsze i gorsze, każdy uzytkownik ma swoje potrzeby.

Realia życia wymuszają dostosowania sie do rzeczy użytecznych, funkcjonalnych.

Bez wstydu mówię - używam na codzień full elektronika - Casio DW5600.

"Przeżylismy razem wiele" - jak na elektroniczny zegarek jest już wiekowy - ma chyba coś koło 10 lat. Przy swoich starszych kilka do kilkunastu razy "kolegach" wygląda mało "tradycyjnie" i mało efektownie.

Jest jednak niezawodny i funkcjonalny - to nie jego wina, że jest elektroniczny :wink: lubie go :wink:

 

To napisałem ja - zwolennik ( gdy przychodzi na to czas ) zegarków mechanicznych ( bez grama elektroniki :twisted: ).


Pozdrawiam Mariusz

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Bez wstydu mówię - używam na codzień full elektronika - Casio DW5600.

"Przeżylismy razem wiele" - jak na elektroniczny zegarek jest już wiekowy - ma chyba coś koło 10 lat. Przy swoich starszych kilka do kilkunastu razy "kolegach" wygląda mało "tradycyjnie" i mało efektownie.

 

nie narzekaj DW 5600 to według mnie jeden z najładniejszych G-Shocków

... i nawet taki "mechaniczny hardcoreowiec" jak ja czsem nie może mu się oprzeć.

mój ma za sobą 13 ciężkich lat (naprawdę ciężkich - jego młodość przypadła na okres kiedy byłem na początku liceum) a w tym roku otrzymał w nagrodę: całkiem nowe plastiki (pasek i "chasis")

... no i znów wygląda jak nowy - a z jego następcą - DW 056 nie ma porównania - to był chyba ostatni model G w którym zastosowano kopertę z metalu - później były to już tyko metalowe dekle :cry: :cry:

 

copyofdscn64010sn.jpg

 

piotrek

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

No skoro wszyscy się popisują swoimi Casiokami to ja nie mogę być gorszy :(

Tego JC-11 dostałem (o ile dobrze pamiętam) w 3 klasie podstawówki. Przeżył ze mną wiele i z pewnoscią ma duszę :)

img10171041727.jpeg

 

Nigdy nie wykorzystałem jego funkcji pomiaru spalanych kalorii, ale gdy go dostałem strasznie mi ta funkcja imponowała.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Też miałem takiego Casio :!:

Pamiętam, że korzystałem z funkcji odmierzania przebytego dystansu :)

Fajny był.... :(

 

Pozdrawiam

Marcin


"Największą przyjemnością w posiadaniu psa jest to, że możesz się przed nim wygłupić, a on nie tylko, że się nie będzie śmiał, ale też zrobi z siebie głupka"

Samuel Butler

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość G-MAN
Bez wstydu mówię - używam na codzień full elektronika - Casio DW5600.

"Przeżylismy razem wiele" - jak na elektroniczny zegarek jest już wiekowy - ma chyba coś koło 10 lat. Przy swoich starszych kilka do kilkunastu razy "kolegach" wygląda mało "tradycyjnie" i mało efektownie.

 

nie narzekaj DW 5600 to według mnie jeden z najładniejszych G-Shocków

... i nawet taki "mechaniczny hardcoreowiec" jak ja czsem nie może mu się oprzeć.

mój ma za sobą 13 ciężkich lat (naprawdę ciężkich - jego młodość przypadła na okres kiedy byłem na początku liceum) a w tym roku otrzymał w nagrodę: całkiem nowe plastiki (pasek i "chasis")

... no i znów wygląda jak nowy - a z jego następcą - DW 056 nie ma porównania - to był chyba ostatni model G w którym zastosowano kopertę z metalu - później były to już tyko metalowe dekle :cry: :cry:

 

copyofdscn64010sn.jpg

 

piotrek

 

A NIE WIESZ PRZYPADKIEM GDZIE I ZA ILE TAKIEGO NOWEGO G-SHOCK'A MOZNA ZDOBYC! ŚWIETNA TECHNIKA WYSTARCZY TYLKO ZMIENIC GUMY ABY ZEGAREK WYGLĄDAŁ JAK NOWY! :wink: :D

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość dryblus

moze moje pytanie wyda wam się smieszne ale jak mówiłem jestem poczotkujocym! pytanie brzmi czy ten zakręcany dekielek czy jak to się nazywa w tym modelu nieposiadający śrubek nie wpływa na mniejszą wytrzymałośc zegarka przez to ze spód moze łatwiej odpaśc?

to pytanie kieruje do michalopa jako ze go uzytkował! ai jeszcze jedno michalop w ciągu tych 13 lat ile czsu miałes go na reku i jakie warunki mu sprawiałeś?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość
nawet gdyby Salma Hayek przyjechała maybachem, a między wargami (obojętnie którymi ) trzymała Rolexa
:shock: o kufa! :mrgreen:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
to pytanie kieruje do michalopa jako ze go uzytkował!

 

nie wiem czy mogę uogólnić, ale napewno w wykonaniu Casio zakręcany dekiel (w dw 5600) jest bardziej wytrzymały niż ta blaszka ze śrubkami (BTW wkręcanymi w plastikową kopertę) w bliźniaczym ale późniejszym modelu dw 056.

 

a i jeszcze jedno michalop w ciągu tych 13 lat ile czsu miałes go na reku i jakie warunki mu sprawiałeś?

 

pierwsze 10 lat każdego dnia - co przeżył ? - życie nastolatka próbującego sprawdzić ile wytrzyma jego zegarek . ... + downhill na hardtailu. :twisted:

 

 

 

piotrek

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość G-MAN

a nie orientujesz sie przypadkiem w polsce mozna zdobyc nowego takiego jak twój G-SHOCK i za ile kasiory. ile kosztuje wymiana tych gum?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

taki model nie jest już od lat produkowany. nowe są prawie niedostępne, ...a jeśli już się pojawiają osiągają ceny około 300 euro.

lepiej kupić używanego i wymienić gumki , i pasek. ja zapłaciłem za to 15 euro !!!

 

 

piotrek

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość G-MAN

to może wiesz kto ma takiego na zbyciu w miare w dobrym stanie zewnętrznym i w bardzo dobrym wewnętrznym! :wink: :)

a moze czasem planujesz sprzedac swojego! :wink: :D:D:)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Neuro, rzeczywiście bardzo ładnie wprowadziłeś nas tu w temat. Dusza zegarka to coś, co zawsze mnie pociągało. Ale ma rację Mariusz, że sentyment osobisty do jakiejś rzeczy to jest zupełnie inne zagadnienie.

 

Ja mam sentyment do wielu rzeczy zupełnie martwych. Niektóre są bardzo stare, inne całkiem nowe. Sentymentem darzę wiele starych piosenek, bo mi się „kojarzą”. Teraz, jak mam w aucie dostęp do netu, a przez net do polskiego radia, słucham sobie starych kawałków przemierzając amerykańskie prerie i nie raz mi się łza w oku zakręci.

 

Mam sentyment do mojego domu, w którym teraz mieszkamy. Mamy go dopiero siedem, czy osiem lat, ale coś w nim jest. Pewnie ta dusza. Czują, że to dom na resztę mojego życia i moje wnuki i prawnuki będą w nim mieszkały.

 

Mam sentyment do mojego nowego telefonu komórkowego, który kupiłem dwa miesiące temu. Już sobie nie wyobrażam życia bez niego. To jest prawdę mówiąc pocket PC, miniaturowy komputer, z dostępem do Internetu. Zamontowałem mu też program pokazujący przy współpracy z GPS-em mapę i drogę, którą powinienem jechać. Cały system nawigacyjny. Jak w BMW i Mercedesie.

 

Ale rzeczy te nie mają nic wspólnego z duszą w zegarku. Moim zdaniem dusza w zegarku to kwestia tego, co siedzi w sercu zegarka, a nie jego właściciela. Niedawno w innym temacie napisałem coś na ten temat, fragment skopiuję teraz tutaj:

 

 

 

Usłyszałem kiedyś takie porównanie, które bardzo mi się spodobało, bo dobrze oddaje istotę sprawy. „Mechanical watch is a pet, quartz is an appliance”. Pet to wiadomo: Piesek, kotek, złota rybka w akwarium, chomik. Coś, co się kocha, o co się dba, co jest piękne, albo brzydkie, z czym czasem trzeba iść do weterynarza. Appliance to: lodówka, pralka, kuchenka gazowa, odkurzacz. Coś, co nam służy do pomocy przy pracy, ma tylko funkcjonalną rolę. Czasem też jest ładne, nie neguję tego. Sam sobie kupiłem wczoraj niesamowicie wyglądający odkurzacz do ciężarówki. Ale czy mogę się w nim zakochać? No way. Zakochać się mogę tylko w Vancheronie Tour d’Ile.

 

Nie można więc porównywać zegarków kwarcowych i mechanicznych. To zupełnie inne istoty. Te mechaniczne są dziełami sztuki. Masterpieces of micro engineering. Dziełem tak genialnych, że aż chorych umysłów. Jak obrazy Salvadore Dali. Zegarki kwarcowe, to cóż. Lodówki i odkurzacze. Sprawnie działające urządzenia, zaprojektowane przez przeciętnych inżynierów i poprawnie (miejmy nadzieję) funkcjonujące.

 

Nie uważam przy tym, że nie ma dla nich miejsca w naszej rzeczywistości. Moja własna żona nosi złotego IWC SL, Ref # 3728, który zresztą nie jest też wcale do końca kwarcowym zegarkiem. To mechaniczny chronograf, mechanizm „631 calibre”, składający się z 233 części, ale napędzany „kroczącym motorem” kontrolowanym kwarcowo. Nie bardzo wiem, co to za cudo, ale wiem, że potrzebuje baterie, a bateria zabija duszę w zegarku. Ale żonie się podoba, a: „Jak mama jest szczęśliwa, wszyscy są szczęśliwi”, że sparafrazuję znane amerykańskie powiedzonko. („If mom ain’t happy, ain’t nobody happy”, nie szukajcie tylko „ain’t” w słowniku, żeby to usłyszeć, trzeba tu, do dixilandu samemu przyjechać).

 

Reasumując, są ludzie, dla których zegarek pozostanie tylko urządzeniem pokazującym czas. Ci coraz częściej wręcz przestają używać zegarki na rękę, bo i tak jesteśmy otoczeni urządzeniami pokazującymi dokładny czas. Dla nich nie ma większego znaczenia, co mają na ręce. Czasem tylko uznają funkcję ozdobną zegarka, ale jeżeli ich gust akceptuje, powiedzmy, duży, zloty łańcuch na szyi, to duży, zloty kwarcowy zegarek jest równie „piękny”. Dla innych zegarek pozostanie „meisterstuckiem”, dziełem sztuki i przedmiotem miłości. Dla tych, dla nas, musi to być zegarek mechaniczny. Musi to być „pet”, ukochane, żyjące zwierzątko, mające duszę. A jak jest ono chore, niedomaga trochę, zawsze mogę sprawdzić dokładny czas na telefonie komórkowym.

 

Zegarek mechaniczny ma duszę z samej istoty rzeczy, niezależnie od subiektywnej sentymentalnej wartości dla właściciela. Nie zmienia to wcale faktu, że może on mieć i wartość sentymentalną. Sam mam parę takich zegarków. Heuer Carrera, wystany i wymarzony tygodniami pod oknem jubilera w Neunkirchen, gdy wyjechałem z Polski na emigrację. Było to w czasach, gdy w Polsce jedynie ocet i herbatę można było dostać. Zachłysnąłem się tym kolorowym Zachodem a prawdziwą perlą w tych cudeńkach otaczających mnie zewnątrz była ta Carrera. Niestety, kosztowała coś z 3 tysiące szylingów, czyli wg ówczesnego kursu koło 200 dolarów. Suma dla mnie abstrakcyjna. Wypłakałem ją jednak u mojej ukochanej żony. Parę miesięcy później, już w Stanach, gdy byliśmy bez grosza i za 20 dolarów sprzedawaliśmy lóżko handlarzowi starzyzną, tym bardziej doceniałem wartość tego zegarka. Albo Omega Seamaster Professional Chronometer. Prezent na 20. rocznicę ślubu. Totalne zaskoczenie, bo w domu było cienko z pieniędzmi i ustaliliśmy, że nic nie będziemy kupować. Ona jednak po cichu odkładała co miesiąc pewną sumkę od wielu miesięcy i zaskoczyła mnie zupełnie zegarkiem, który naprawdę mi się podobał.

 

Mija czas, mijają mody, zmieniają się nasze gusta. Heuer nie przeszedł dobrze próby czasu. Wartość sentymentalna pozostała, ale taka „na półkę”, nie na rękę. Czasem go ubiorę, ale to są sporadyczne przypadki. Omega za to jest zegarkiem, który nadal często noszę. Praktycznie jednym z dwóch, jakie ubieram. Ten drugi, to Rolex kupiony przeze mnie. Żadnych nostalgicznych wspomnień. Żadnej historii. Żadnych sentymentów. No, może ta tylko historia, że kupiłem go przez Internet, od kogoś w Kalifornii i żeby uzyskać dodatkowy rabat zgodziłem się na wysłanie pieniędzy bezpośrednio na jego konto. 3200 dolarów. Po wysłaniu zacząłem się troszkę denerwować. Nic bowiem nie mogło przeszkodzić mu w wypięciu się na moją skromną osobę. Jedyny dowód na to, że te pieniądze miały być zapłatą za Explorera II była nasza prywatna rozmowa telefoniczna. Na szczęście był to człowiek uczciwy i zegarek po trzech dniach pojawił się na progu mojego domku. (tego z duszą, pamiętacie?)

 

Ponieważ się rozpisałem i pewnie nikt już nie wie, o czym ja tu bredzę, podsumuję. Moim zdaniem wartość sentymentalną może mieć każde urządzenie. Ale duszę mają tylko zegarki mechaniczne. Kwarcowe, jakkolwiek mile naszemu sercu, będą tylko bezdusznymi urządzeniami do odmierzania czasu. Taka jest moja opinia i jak ktoś nie chce mieć racji, zawsze może się ze mną nie zgodzić. Pozdrawiam. ;):):)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

PS. Polecam stronkę http://overstock.com. Sporo zegarków, z duszami i bez. A teraz dolar spadl na pysk, więc dodatkowo taniej. Ja kupilem u nich jeden zegarek, wlaśnie ten bezduszny IWC mojej żony. Doszedl szybko, kompletny, z papierami i pudelkiem. (Biala skóra na zewnątrz, czarna w środku). Kosztowal tylko 25% katalogowej ceny, co w zegarku tej klasy robi sporą różnicę. Kupilem go kilka lat temu, jak zaczynali dopiero, wtedy mieli może lepsze zniżki niż obecnie, ale ciągle można od czasu do czasu coś atrakcyjnego znaleźć.

 

Może wkrótce się to zmieni, ale nie wysylają jeszcze bezpośrednio do Polski. Wysylają za to do Niemiec i Austrii. Wiele osób ma także kogoś bliskiego w Stanach, więc może informacja o tej stronie przyda się komuś.

 

Bezpośredni link do strony "zegarkowej" jest TUTAJ

 

PPS. Dzisiaj na przyklad mają stalowego IWC SL ze stalową branzoletą za 1400 dolarow, zniżka 60% w stosunku do ceny katalogowej, albo IWC GST ze stalową tarczą, jeden z zegarków o których marzylem kiedyś, za $2160. To prawie 40% taniej, niż cena katalogowa.

 

Dla milośników Casio jest m.in. Sea Pathfinder Twin Sensor Watch za pól ceny ($99 po zniżce), albo Grey Tough Solar Sport Casual Watch, zegarek na baterie sloneczne, także za pól ceny, czyli $25 po przecenie.

 

"Moja" Omega też ze sporą zniżką, a do tego jest to zegarek, który, w przeciwieństwie do Rolexa, nie podrożal od paru lat. Mimo inflacji i spadku dolara. Ja z niej jestem bardzo zadowolony. Moja różni się tylko tym, że jest tytanowa. To ciężki zegarek, więc jak ktoś nie lubi, żeby mu "urywalo rękę" nie polecam stalowej koperty.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość
[...]Albo Omega Seamaster Professional Chronometer. Prezent na 20. rocznicę ślubu. Totalne zaskoczenie, bo w domu było cienko z pieniędzmi i ustaliliśmy, że nic nie będziemy kupować. Ona jednak po cichu odkładała co miesiąc pewną sumkę od wielu miesięcy i zaskoczyła mnie zupełnie zegarkiem, który naprawdę mi się podobał.

 

Gratuluję żony. ;)

 

[...]Ale duszę mają tylko zegarki mechaniczne. Kwarcowe, jakkolwiek mile naszemu sercu, będą tylko bezdusznymi urządzeniami do odmierzania czasu. Taka jest moja opinia i jak ktoś nie chce mieć racji, zawsze może się ze mną nie zgodzić. Pozdrawiam.

 

Wolałbym mieć zegarek kwarcowy Audemars Piguet niż niejeden czasomierz mechaniczny. Dwa powody: AP to bardzo dobra firma choć oczywiście jej wysoka klasa jest rezultatem wytwarzania doskonałych "mechaników", a drugi powód, to dość statyczna praca, która sprawia, że muszę dokręcać zegarek. W przypadku kwarcu mam wygodę, komfort i to nie ja jestem dla zegarka tylko zegarek dla mnie.

 

Pozdrawiam

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

:oops:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość feleksc
Wolałbym mieć zegarek kwarcowy Audemars Piguet niż niejeden czasomierz mechaniczny. Dwa powody: AP to bardzo dobra firma choć oczywiście jej wysoka klasa jest rezultatem wytwarzania doskonałych "mechaników", a drugi powód, to dość statyczna praca, która sprawia, że muszę dokręcać zegarek. W przypadku kwarcu mam wygodę, komfort i to nie ja jestem dla zegarka tylko zegarek dla mnie.

 

brawo Mariusz ja też tak myśle

;)

8)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Wolałbym mieć zegarek kwarcowy Audemars Piguet niż niejeden czasomierz mechaniczny. Dwa powody: AP to bardzo dobra firma choć oczywiście jej wysoka klasa jest rezultatem wytwarzania doskonałych "mechaników", a drugi powód, to dość statyczna praca, która sprawia, że muszę dokręcać zegarek.

 

Pomijając ten drugi praktyczny powód, czy mamy tu do czynienia z postawą "miłośnika zegarów i zegarków", czy raczej miłośnika niektórych firm zegarkowych? ;)

 

Pozdrawiam,

 

Paweł

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Wolałbym mieć zegarek kwarcowy Audemars Piguet niż niejeden czasomierz mechaniczny.

Niewątpliwie. Sam mam, jak już wiecie, kwarcowego IWC. Na pewno nie zamieniłbym go na byle jaki mechaniczny zegarek. Szczegóły wykonania są piękne i "czuć" klasę tego zegarka, gdy się go dotyka i nosi.

 

Moja ukochana żona, która jest jedynym użytkownikiem tego zegarka i która nigdy przedtem nawet nie myślała o zegarkach i zawsze nosiła zegarki przypadkowe i tanie tak się przyzwyczaiła do niego, że mimo, że to zegarek w zasadzie męski, nie chce nawet słyszeć o tym, żeby nosić jakiś inny. To, że jest w złotej kopercie i że parę razy jakiś obcy facet zagadał do niej chwaląc jej zegarek, tez jej chyba nie przeszkadza. ;)

 

Powodem jednak, dla którego ona nosi Schaffhausena, nie ja, nie jest moja miłość do niej, ale, przyznaję, fakt, że ja z tym zegarkiem nie lubię chodzić. Mogę sobie pooglądać przez lupkę piękne szczegóły wykończenia tarczy, mogę sobie kontemplować solidność i bogactwo koperty, ale właśnie z powodu "bezduszności" mechanizmu nie sprawia mi przyjemności noszenie tego zegarka.

 

Kupiłem go tylko dlatego, że znalazłem rewelacyjną cenę, 1/4 ceny katalogowej, ale dopóki żona się do niego nie przekonała, wręcz żałowałem zakupu. Wiedziałem bowiem, że ja tego zegarka, może poza sporadycznymi przypadkami, gdy jestem w garniturze, nosił nie będę. Zresztą nie przejmując się zbytnio i tak nawet do garnituru ubieram zegarki na stalowej, czy tytanowej bransolecie. W kręgach w których ja przebywam, nikogo to raczej nie razi. I tak wszyscy są zdumieni, że nie jestem w podkoszulku i dżinsach.

 

drugi powód, to dość statyczna praca, która sprawia, że muszę dokręcać zegarek. W przypadku kwarcu mam wygodę, komfort i to nie ja jestem dla zegarka tylko zegarek dla mnie.

 

Dobry automat powinien nakręcać się wystarczająco nawet przy bardzo statycznym sposobie życia. „Nakręcasz” Omegi Seamaster, która ma mechanizm będący wersją Valjoux 7750, „kręci się” jak oszalały przy moim najmniejszym nawet ruchu. Nie wiem, czy to z powodu tego, że koperta jest tytanowa i być może tytan ma inne właściwości przewodnictwa akustycznego niż stal, ale np. zasypiając wieczorem słyszę, jak ten konkretnie zegarek się nakręca przy najmniejszej zmianie mojego położenia. I nie jest to pół obrotu „nakręcacza” (wybaczcie moje fachowe słownictwo, ale nie mam pojęcia, jak się to ustrojstwo, które nakręca automatyki, nazywa), ale kręci się to coś jak zwariowane. Ja co prawda nie zdejmuje nigdy zegarków, ale też nigdy mi się żaden nie zatrzymał. Noszę automatyki od 25 lat, i ani z Heuerem, ani z Omegą ani z Rolexem nie miałem nigdy tego typu problemu.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

  • Ostatnio przeglądający   0 użytkowników

    Brak zarejestrowanych użytkowników przeglądających tę stronę.

×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę.