Wąska, zacieniona uliczka w Singapurze, tuż obok tętniącego życiem dystryktu rzemieślniczego. Na zewnątrz tropikalny upał, jednak wewnątrz pracowni panuje przyjemny chłód, przesiąknięty zapachem garbowanej skóry, metalowych wiórów i świeżo parzonej kawy. Na blacie biurka, pośród klasycznych aparatów fotograficznych z lat 60. XX wieku, analogowych światłomierzy Sekonic i rozsypanych szkiców technicznych, leży obiekt, który sprawia, że świat się kręci. Zobacz pełną treść