Skocz do zawartości

Ogłoszenie

Aukcja na rzecz WOŚP


MIEJSCE NA TWOJĄ REKLAMĘ
MIEJSCE NA TWOJĄ REKLAMĘ

Zdjęcie

Odrobina historii zegarmistrzostwa z rodzinnych "wygrzebalisk".


  • Zaloguj się, aby dodać odpowiedź
6 odpowiedzi w tym temacie

#1 symforjan

symforjan
  • Nowy Użytkownik
  • 22 postów
  • Płeć:Mężczyzna
  • Lokalizacja:Warszawa

Napisano 22 styczeń 2017 - 22:53

Szanowni Klubowicze.

Chciałem podzielić się z Wami odrobiną wspomnień rodzinnych dotyczących mojego dziadka Teodora Gałeckiego, przedwojennego zegarmistrza. Opowiastka ta trochę łączy dwie epoki, ponieważ nieoczekiwanie sięga dnia dzisiejszego. Mój dziadek był zasłużonym społecznikiem, stąd zrodził się pomysł, aby uhonorować go, nadając nazwę ulicy, czy jakiemuś innemu obiektowi miejskiemu, jego imieniem. Pomysł wydawał się szalony, ale po dwóch latach starań udało się. Od 30 grudnia 2016 roku, w Radości (warszawska dzielnica Wawer), jedno z rond nosi nazwę "Rondo Zegarmistrza Gałeckiego".

To jeden z powodów, dla którego napisałem mój tekst - nie wiem czy w Warszawie istnieje, jakakolwiek ulica, czy choćby jakiś "skrawek ziemi" poświęcony, któremukolwiek zegarmistrzowi? Od 30 grudnia 2016 roku, tak.

To oczywiście nie jedyny powód mojego pisania, ale ciąg dalszy nastąpi, jeśli dalszy bieg spraw przybierze pomyślne kierunki. Poniżej tekst właściwy.

 

Teodor Gałecki (1876-1944) – obywatel  i mieszkaniec Radości

Zegarmistrz przedwojennej Warszawy

 

            Teodor Gałecki, urodzony w Warszawie 11 grudnia 1876 roku, był znanym przedwojennym zegarmistrzem, kontynuatorem tradycji starej stołecznej firmy Józefa Gołembiowskiego, prosperującej od 1880 roku. Jego Firma mieściła się w sąsiedztwie przedwojennego Dworca Wiedeńskiego, przy ulicy Marszałkowskiej 111.

            Współpracował z najlepszymi manufakturami szwajcarskimi i niemieckimi takimi, jak Longines, Omega, Supera, Kinzle, Gustaw Becker czy Schafhausen. Jego profesjonalizm doceniany był między innymi prawem podpisu własnym nazwiskiem wyrobów niektórych z tych firm. Swoją firmową serię ściennych zegarów skrzyniowych skonstruował na bazie elementów pochodzących z tych zakładów zegarmistrzowskich, a projekt i wykonawstwo skrzyń powierzył Stanisławowi Ignacemu Witkiewiczowi.  Jeden z egzemplarzy tej serii Teodor Gałecki podarował schronisku na Hali Gąsienicowej (prawdopodobnie zegar ten, spłonął potem w pożarze schroniska). Niestety z tych unikatowych zegarów zachował się tylko jeden.

            Teodora Gałeckiego cechowały nie tylko profesjonalizm i mistrzostwo w zawodzie. Był również człowiekiem niezwykle pracowitym, sumiennym i uczciwym, a przede wszystkim pielęgnował w swoim codziennym życiu gorący patriotyzm, wyniesiony z pewnością z rodzinnego domu, w którym przykładem świecił jego ojciec, również Teodor, zegarmistrz XIX wiecznej Warszawy, uczestnik Powstania Styczniowego 1863 roku, jak głosi rodzinna legenda. Jego Zakład mieścił się przy ulicy Tamka.

            Cechy te również wpajał piątce swoich dzieci, wychowując je wraz ze swoją żoną Stanisławą Kozielewską (1877-1956), której brat stryjeczny Ignacy Kozielewski (1882-1964), był jednym                                 z współtwórców skautingu i harcerstwa polskiego oraz autorem hymnu "Wszystko, co nasze, Polsce oddamy". Ignacy Kozielewski był częstym gościem w radościańskim letnisku rodziny Gałeckich, zawsze gorąco witany, szczególnie przez dzieci, jako ukochany stryjek.

            Te wszystkie szlachetne cechy i tradycje obecne od pokoleń w rodzinie Teodora Gałeckiego                    i pieczołowicie pielęgnowane, przekazywane były pokoleniom następnym. Potomkowie Teodora Gałeckiego do dziś mieszkają w Radości i darzą wielkim szacunkiem swoich antenatów, starając się zachować nieliczne już ślady tamtych czasów. Dom, w którym Teodor Gałecki mieszkał ze swoją rodziną (dawniej przy ul. 3 Maja, obecnie Panny Wodnej), zachował się do dziś, chociaż nosi liczne ślady minionego stulecia. Nieliczne zdjęcia i pamiątki rodzinne (wiele z nich przepadło w zawierusze wojennej) przechowywane są w domowym archiwum z  wielkim pietyzmem tak, jak jedna z najcenniejszych – papieski order "Pro Ecclesia et Pontifice", który Teodor otrzymał wraz z godnością szambelana papieskiego.

            Związek Teodora Gałeckiego z dzisiejszą Radością, a przedwojennym Letniskiem Radość rozpoczął się około 1910 roku. Początkowo, jak większość letników warszawskich, mieszkał tu  okresowo, chociaż we własnej posiadłości, a od 1930 roku przeprowadził się wraz z rodziną właściwie na stałe. Szybko zakochał się w urokach tej podwarszawskiej miejscowości, liczącej przed wybuchem wojny zaledwie około 350 budynków.

            Od początku był bardzo aktywnym społecznie mieszkańcem, wykorzystując swój dar łatwego zjednywania sobie ludzi poprzez niezwykle przyjazny do nich stosunek. Był inicjatorem lub współorganizatorem wielu przedsięwzięć podejmowanych dla wspólnego dobra lokalnej społeczności. Jako założyciel i wieloletni prezes (1916-1936) Stowarzyszenia Miłośników Letniska Radość skupiał wokół stowarzyszenia i podejmowanych inicjatyw wielu znanych i znamienitych obywateli pozyskując ich jako zaangażowanych zwolenników. Byli wśród nich m.in. Antoni Fertner (1874-1959), znany przedwojenny aktor, Karol Hoffman (1855–1937), polski aktor, reżyser i dziennikarz w „Kurierze Warszawskim”, warszawski fotograf Marian Fuks (1884-1935), Pelagia i Franciszek Skonieczni, fundatorzy nieruchomości pod budowę miejscowego kościoła oraz wiele znamienitych postaci spoza kręgu stałych mieszkańców. Warto tu przede wszystkim wspomnieć takie osoby, jak ojcowie kapucyni – błogosławiony Symforian Ducki (1888-1942) i błogosławiony Anicet Kopliński (1875-1941), zwany jałmużnikiem Warszawy, beatyfikowani 13 czerwca 1999 roku w stolicy przez Jana Pawła II. Obaj ci zakonnicy byli częstymi gośćmi w domu Teodora Gałeckiego, a wiązała ich z gospodarzem wieloletnia przyjaźń. Zginęli w niemieckim obozie Auschwitz.

            Mało znanym wątkiem w biografii Teodora Gałeckiego jest jego znajomość i serdeczna przyjaźń           z autorem słynnej serii książek o zegarmistrzostwie, franciszkaninem, bratem Wawrzyńcem Marią  Aleksandrem Podwapińskim. Nie istnieją, a w każdym razie nie są mi znane, żadne dokumenty, które mogłyby o tym świadczyć, ale z pewnością, tak wynika z rodzinnych ustnych przekazów, Teodor Gałecki ma swój udział i w tym dziele.  W trzeciej części "Zegarmistrzostwa", w rozdziale "Ideowi Współpracownicy" wymieniony jest syn Teodora Gałeckiego, Stanisław Gałecki (1905-1986), mój wujek, również zegarmistrz. Zdobywał swoje szlify zawodowe pod kierunkiem ojca, a po II wojnie prowadził własny zakład zegarmistrzowski na bazie jego zbiorów i zdobytych doświadczeń. Zakład ten nieprzerwanie działał aż do końca lat 70 ubiegłego stulecia, w Warszawie przy ulicy Targowej 3.

            Z pewnością też Teodor Gałecki działał w Cechu, chociaż jedynym znanym mi dokumentem dotyczącym tego wątku jest ocalałe zdjęcie zatytułowane "Egzamin Zegarmistrzowski", na którym najprawdopodobniej znajdują się członkowie Komisji Egzaminacyjnej i grupa składających egzamin.      Niestety zachowały się nieliczne, szczątkowe pamiątki, większość z nich przepadła w wojennej i okupacyjnej zawierusze.

            Teodor Gałecki nie tylko brał czynny udział w realizowaniu różnych inicjatyw, ale również czynnie wspomagał je materialnie. W swoim radościańskim domu zorganizował i wyposażył pierwszą pocztę,                     a właściwie agencję pocztową z centralką telefoniczną. Później, również w swoim domu, zorganizował                      i wyposażył tymczasową kaplicę, w której odbywały się niedzielne nabożeństwa. W tej właśnie kaplicy okazjonalnie odprawiali Msze święte wspomniani zakonnicy, bł. Anicet i bł. Symforian. Częstym gościem był również, mniej znany, ks. dr Wacław Siekierko, proboszcz parafii w podwileńskich Święcianach, wielki patriota. Często odwiedzał Radość z okazji Święta 3 Maja biorąc udział w uroczystych celebrach, wygłaszając płomienne, patriotyczne kazania. Niestety zginął w niemieckim bombardowaniu Wilna 22 czerwca 1941 roku podczas sprawowania posługi kapłańskiej.

             Równolegle Teodor Gałecki brał czynny udział przy budowie radościańskiego kościoła, zarówno jako organizator działań miejscowej społeczności skupionej wokół Stowarzyszenia Miłośników Letniska Radość, jak również świadcząc osobistym wkładem, jako fundator wielu fragmentów wyposażenia kościoła, między innymi elementów tabernakulum, zegara, filarów nośnych i wielu innych. Prace te, prowadzone etapami, trwały przez wiele lat.

            Inspirował i wspierał także i inne inicjatywy często angażując własne środki. Był między innymi fundatorem sztandaru miejscowej szkoły podstawowej przy obecnej ul. Wilgi, dziś chyba już nikt o tym nie pamięta, wspierał działalność miejscowego Koła PCK, a w okresie okupacji na terenie posesji i w domu Teodora Gałeckiego działało przedszkole, zorganizowane dla okolicznych dzieci.

            Teodor Gałecki był osobą powszechnie lubianą i znaną w ówczesnym radościańskim społeczeństwie. Pomagał wielu ludziom, zwłaszcza w trudnym okresie tuż przed wybuchem II wojny światowej, jak                           i w czasie okupacji hitlerowskiej. Wielu ludzi znalazło w tych trudnych czasach schronienie i opiekę pod dachem jego domu. Robił to po cichu, bez rozgłosu, nie oczekując od nikogo wdzięczności i pochwał. Robił to, ponieważ był człowiekiem prawym i szlachetnym, czynienie dobra traktował zaś jako sposób na życie, jako normalny, ludzki odruch, nie upatrując w tym niczego nadzwyczajnego. W swojej codziennej pracy kierował się uczciwością, zaangażowaniem i skromnością Był po prostu zwyczajnym człowiekiem. Dziś jednak tacy zwyczajni ludzie powinni stanowić wzór do naśladowania.

            Teodor Gałecki zmarł 18 sierpnia 1944 roku w Radości, pochowany na cmentarzu przykościelnym, ekshumowany do grobu rodzinnego na Powązkach w 1949 roku. Niedawno więc minęła 70 rocznica jego śmierci.

Witold Winnicki

Radość, 19 września 2014 roku

 

Teodor_Gałecki.jpg

Teodor Gałecki, warszawski zegarmistrz (1876-1944)

Reklama_T_Gałecki.jpg

Ulotka reklamowa zakładu T. Gałecki

EgzaminZegarmistrzowski_T_Gałecki_1.jpg

Egzamin zegarmistrzowski - Teodor Gałecki, razem z komisją egzaminacyjną w dolnym rzędzie, pierwszy od prawej.

 

To na początek, mam jeszcze kilka ciekawych zdjęć, ale prześlę je następnym razem, jeśli Koledzy mnie nie zrugacie, c.d.n.


Użytkownik symforjan edytował ten post 29 styczeń 2017 - 18:51

  • 1

#2 Eugeniusz Szwed

Eugeniusz Szwed

    Prezes Zarządu

  • Zarząd Stowarzyszenia KMZiZ
  • 1860 postów
  • Płeć:Mężczyzna
  • Lokalizacja:Warszawa

Napisano 23 styczeń 2017 - 15:04

Temat jak najbardziej do szerszego rozpropagowania, proszę o kontakt.


  • 0

#3 arek1a2b

arek1a2b
  • Użytkownik
  • 2250 postów
  • Płeć:Mężczyzna
  • Lokalizacja:Raszyn

Napisano 23 styczeń 2017 - 15:23

Bardzo fajnie się czyta takie historie ludzi z czasów wojennych i przed nimi.

Coś się działo w życiu tych ludzi. 

 

A teraz wygląda to tak 

urodził się, dzieciństwo miał fajne, potem szkoła, po trupach do celu doszedł(lub nie osiągnął nic bo mu się nie chciało)

zmarł 10 lat temu (nie dożywając emerytury)  i w zasadzie nikt o nim nie pamięta(oprócz rodziny)


  • 0

#4 symforjan

symforjan
  • Nowy Użytkownik
  • 22 postów
  • Płeć:Mężczyzna
  • Lokalizacja:Warszawa

Napisano 29 styczeń 2017 - 19:09

Szanowni Klubowicze.

Przede wszystkim należą się Wam przeprosiny za kilkudniową zwłokę, co do dalszego ciągu mojej rodzinnej opowiastki. Nie chciałem pisać o tym na forum, ale muszę się wytłumaczyć. Niestety różne rodzinne kłopoty powodują, że nie mogę swobodnie spełniać swoich zachcianek. Domowe zajęcia skutecznie ograniczają mój "wolny" czas.

Moją historyjkę właściwie chciałem tylko uzupełnić kilkoma, być może ciekawymi zdjęciami z krótkim komentarzem. Nie jestem jednak pewny swoich działań ponieważ mam kłopot ze zmniejszeniem fotografii do wymaganych rozmiarów. Mam jednak nadzieję, że się uda. Za wszelkie uchybienia z góry przepraszam.

Wszystkie fotografie dotyczą Osób, rzeczy i zdarzeń przywołanych w moim tekście i pochodzą ze zbiorów rodzinnych, a więc do dzieła.

1161.jpg

Na początek witryna Firmy T. Gałecki - 1938 rok, firma znajdowała się wtedy przy ulicy Jasnej 8.

Marszałkowska 111.jpg

a to, dom przy ulicy Marszałkowskiej 111- niestety nie widać witryny Firmy dziadka. Foto odnalezione gdzieś w internecie.

Niestety dalej nie mogę umieścić żadnych zdjęć, są zbyt duże, muszę jeszcze popracować nad ich zmniejszeniem.

cdn.

 

 


Bardzo fajnie się czyta takie historie ludzi z czasów wojennych i przed nimi.

Coś się działo w życiu tych ludzi. 

 

A teraz wygląda to tak 

urodził się, dzieciństwo miał fajne, potem szkoła, po trupach do celu doszedł(lub nie osiągnął nic bo mu się nie chciało)

zmarł 10 lat temu (nie dożywając emerytury)  i w zasadzie nikt o nim nie pamięta(oprócz rodziny)

Dziękuję za pocieszającego posta, pozdrawiam.


  • 0

#5 teresa06

teresa06
  • Użytkownik
  • 1 postów

Napisano 12 czerwiec 2017 - 22:01

Szanowni Klubowicze,

Nawiązując do historii zakładu Teodora Gałeckiego opisanej przez jego wnuka (symforjan) chciałabym się cofnąć jeszcze trochę wstecz. Jestem prawnuczką Józefa Gołembiowskiego (1854 - 1914) od którego kupił zakład Teodor Gałecki - wg przekazu rodzinnego był najpierw czeladnikiem u mojego pradziadka. Starszy syn Józefa - Franciszek Gołembiowski odbywał praktyki w Szwajcarii i był chyba szykowany na następcę ale nie wiem co zaszło dlaczego nie objął zakładu ojca. Zachował się bardzo ciekawy list Józefa Gołembiowskiego pisany w 1905r na firmowym papierze do syna Franciszka do Szwajcarii o wydarzeniach rewolucji 1905r w Warszawie.  Młodszy syn Józefa - Zbigniew a mój dziadek od razu zajął się innym kierunkiem, studiował rolnictwo, wybuch I wojny przerwał studia, pobór do wojska (rosyjskiego oczywiście) a potem udział w wojnie 1920 jako starszy ułan i dopiero ułożenie życia osobistego i zawodowego.

Józef Gołembiowski był synem Teodora Gołembiowskiego ( w niektórych aktach pisany jako Gołębiowski), który był przez wiele lat zegarmistrzem w Koninie. Jak podają archiwa koninińskie był odpowiedzialny za "dozorowanie i naciąganie zegara ratuszowego", który to zegar był chlubą i dumą rady miasta. Miasto przez kilka lat starało się  u władz carskich o pozwolenie na podniesienie rangi miasta powiatowego i powieszenie zegara na wieży ratuszowej. W 1832r burmistrz dostał zgodę na przeniesienie zegara ze zlikwidowanego w 1819r klasztoru cystersów w Lądzie na wieżę ratusza w Koninie. Zamontowaniem i uruchomieniem zegara miał się zająć miejscowy zegarmistrz Teodor Gołębiowski z pomocą miejscowego ślusarza Augusta Redera.

O zegar był potem spór z zakonem kapucynów, którym oddano pocysterski klasztor w Lądzie ale zegar został w Koninie.

Wracając do zakładu mojego pradziadka Józefa Gołembiowskiego, który to zakład prowadził następnie P. Teodor Gałecki. Mój ojciec a wnuk Józefa wysiedlony wraz z rodzicami z Wielkopolski i przebywający w czasie wojny w podwarszawskich Szeligach (dzisiaj ulica Szeligowska) w czasie II wojny odwiedził zakład Pana Teodor Gałeckiego na ulicy Jasnej. Pokazał mu on wówczas ile w kasie pancernej zgromadził złota w celu wykupienia do Niemców syna, który był w obozie koncentracyjnym Auschwitz. Wg przekazu mojego ojca P. Gałecki zdołał syna wykupić ale nie uratował mu zdrowia.


  • 0

#6 Master Yoda

Master Yoda
  • Zbanowany
  • 22469 postów
  • Płeć:Mężczyzna
  • Lokalizacja:Lublin, Warszawa

Napisano 12 czerwiec 2017 - 22:36

Bardzo ciekawa historia.....


  • 0

#7 RTK-WGM

RTK-WGM

    Wiceprezes Zarządu

  • Zarząd Stowarzyszenia KMZiZ
  • 1415 postów
  • Gadu-Gadu: 44462
  • Płeć:Mężczyzna
  • Lokalizacja:WGM / RJA

Napisano 06 luty 2020 - 12:11

Zapraszamy na wydarzenie które zorganizowane będzie w 28.03.2020r. poświęcone zegarmistrzowi p. Teodorowi Gałeckiemu

 

Szczegóły: http://zegarkiclub.p...ytucje-i-osoby/


  • 0




Użytkownicy przeglądający ten temat: 0

0 użytkowników, 0 gości, 0 anonimowych