Też myślę, że w tej zabawie chodzi o to aby gonić króliczka. Z tego frajda największa. Dla mnie zawsze wybór zegarka to w pierwszej kolejności był "uchwyt za serce" a dopiero potem patrzenie na cenę. Tzn - nigdy nie miałem z zegarkiem tak, że mam jakiś budżet i chcę sobie w tym budżecie coś kupić. Raczej - podoba mi się ten zegarek, ale kosztuje 2x (albo 3x) tyle ile mogę w tym momencie wydać. Więc spokojnie sobie zbieram do upatrzonej kwoty, w między czasie negocjuję u różnych sprzedawców ewentualne rabaty, rozglądam się za tańszymi alternatywami (i dochodzę do wniosku, że nie mają sensu i lepiej dozbierać do upatrzonego graala).
Gdy zakup już się uda to wtedy cieszy baaaaaardzo długo, przy każdym założeniu na rękę. Zakładam, potem zdejmuję, oglądam, znów zakładam.
Ma to jedną wadę - z takim zegarkiem niesamowicie ciężko się rozstać.
Mam podobnie, moim najcenniejszym zegarkiem jest 25 letni kwarc od Citizena, kupiony za jakieś 350zł.