Ja od dawna powtarzam, że filozofia “maximize shareholder value” czyli tłumacząc w uproszczeniu chciwość jest zgubna. Wystarczy popatrzeć na automotive - joint venture z lokalnymi producentami aby wejść na chiński rynek, z którego rodzimych produktów wszyscy się śmiali. Nie trzeba geniusza aby wiedzieć, że know how dostarczony w ten sposób w dłuższym horyzoncie czasowym będzie zguba oryginalnego producenta. I co się wydarzyło? Po latach tłustych premii dla zarządów, napędzanych zyskami z rynku chińskiego upadek nie mógł być bardziej bolesny… I to samo dzieje się tutaj. Jakość spada, ceny rosną, premiery są nudne jak flaki z olejem … i tak, jasne - nadal wielu kupi zegarek dla jego marki, jednak w świecie coraz większej presji cenowej konsumenci zaczynają zwracać uwagę na jakość i jej stosunek do ceny. Jeśli idzie za tym historia - fajnie ale nie zamierzam płacić dzisiejszych cen za mgliste dziedzictwo bo czuję się po prostu robiony w konia. I nie chce mi się wierzyć, że zarządy firm zegarkowych, obsadzone przez świetnie wykształconych ludzi są głupie i tego nie widzą. Oni po prostu mają to w d*pie licząc, że upadek będzie problemem ich następców a póki co można przecież inkasować tłuste czeki. I tyle.