Nowy pasek gumowy Breitlinga – wzór wygody czy przerost formy?
Cześć wszystkim,
Ostatnio sporo mówi się o nowej linii Superocean Slow Motion, ale chciałbym na chwilę odciągnąć Waszą uwagę od samej tarczy i skierować ją na to, co trzyma zegarek na nadgarstku. Mowa o nowym pasku gumowym z dedykowanym zapięciem motylkowym.
Wielu z nas uważa, że Breitling to przede wszystkim genialne bransolety (Professional III to klasyka), ale po kilku tygodniach z tą gumą mam kilka przemyśleń, którymi warto się podzielić:
- Mikroregulacja Game Changer
To nie jest zwykłe zapięcie. System szybkiej regulacji wewnątrz klamry pozwala na przesunięcie paska o około 15 mm bez zdejmowania zegarka z ręki. W upalne dni, gdy nadgarstek pracuje i zmienia objętość, to rozwiązanie kładzie na łopatki większość konkurencji w tym budżecie. Pytanie do Was: czy Waszym zdaniem to już standard, czy Breitling wyprzedził tu np. Omegę Seamaster na gumie?
-Integracja z kopertą
Pasek jest świetnie wyprofilowany przy uszach. Brak prześwitu między gumą a stalą sprawia, że zegarek tworzy jedną, spójną bryłę. Zauważcie, jak mięsisty jest ten pasek przy teleskopach – daje to poczucie bezpieczeństwa i świetnie stabilizuje 42-milimetrową kopertę, która nie lata na boki.
-Tekstura Magnetyzm kuzyn
Częstym problemem gumowych pasków jest to, że działają jak magnes na kurz i kłaczki z ubrań (tzw. lint magnets). Tutaj mamy do czynienia z wysokiej jakości kauczukiem, który jest niemal satynowy w dotyku. Faktura nawiązuje do stylu retro, co świetnie siada z nowym projektem tarczy.
Moje pytanie do Was:
Czy wolicie taką nowoczesną, ultra-wygodną gumę czy jednak uważacie, że prawdziwy Breitling musi być na stali? A może ktoś z Was porównywał ten system z Oysterflexem od Rolexa lub gumą od Tudora Pelagosa? Chętnie poznam Wasze opinie o trwałości tego zapięcia w dłuższym terminie.
Pozdrowienia dla tych co to przeczytali.