Yh, przypomiały mi się czasy, gdy takie zegarki były przedmiotem pożądania i zazdrości podwórkowej Te wypieki na twarzy, gdy któryś tam kolega pokazywał swoją nową zabawkę. A potem duma, gdy dostałem własną. Najbardziej na wypasie były oczywiście modele z melodyjkami - standardem było 7, a ja miałem nietypowo, bo 8 i kasowałem tym kolegów z podwórka. A potem weszły modele z 16-toma i już nie miałem największego wypasa Tylko, że te najbardziej popularne nie były radzieckie, tylko... no właśnie - japońskie? Chińskie?