Ech, za czasów studenckich byłem bardzo blisko. Byłem już u fachmena (z kumplem, który sobie tatusa właśnie robił), wybierałem wzór itd. Niestety teraz żona jest przeciwko (tzn mówi mniej więcej, że mi nie zabroni, bo to moja decyzja, ALE... ), więc odpuściłem, nie jest to dla mnie aż tak ważne. Jest coś magicznego i paradoksalnie pociągającego właśnie w tej trwałości i nieodwracalności tatuażu. Ważności tej decyzji. Nie, nie uważam się za normalnego hey guys, my tu rozmawiamy o zegarkach w cenach samochodów, którymi jeździmy, niektórzy pewne takie nawet mają. Tatuaż to przy tym wręcz trywialna fanaberia, dajcie spokój.