Wczoraj wybrałem się w ramach kreatywnego spędzania przerwy na lunch do Galerii Mokotów, żeby się przymierzyć do pewnego zegarka. Konkretnie do tego: No dobra.... tego zegarka nie mierzyłem, ale jako, że czuje się bardzo męsko postanowiłem się zmierzyć z troszkę inną wersją, ważne że rozmiar koperty ten sam, czyli 38,5 mm. Pani w sklepie bez drgnienia powieki podała egzemplarz, który założyłem na rękę: Brylanciki naprawdę robią wrażenie Ale do rzeczy - chciałem sprawdzić, czy warto czekać na niebieską małą Aqua Terrę i już wyprzedawać inne zegarki. Otóż nie. Ten zegarek jest absolutnie beznadziejny. 38,5 mm, które wygląda jak 34mm na ręku, dosyć szeroki bezel, co widać dopiero po włożeniu zegarka, i nieduża tarcza optycznie dodatkowo pomniejsza ten zegarek. Ale poniżej wszelkiej krytyki jest grubość. Przy tak mikrej średnicy ten zegarek ma 13,5 mm grubości. Tylko po to, żeby pokazać godzinę, minutę, sekundę i datę. No i cal 8500 przez szybkę. Ja wiem, że większość się zachwyca tym mechanizmem, ale taka grubość w zegarku garniturowym go moim zdaniem dyskwalifikuje. Taką grubość ma Speedmaster a trochę w nim więcej zębatek i wskazówek... Rozgoryczony poszedłem dalej i zakończyłem moją wyprawę w Aparcie mierząc zegarek, który przed kilku laty spodobał mi się bardzo i podoba nadal. Nie podobała mi się jednak jego cena - był w białym złocie i kosztował drobne 45 tys zł. A teraz jest w stali, kosztuje ok 15 tys zanim jeszcze zaczniemy mówic o rabatach (a mówić powinniśmy, bo się da). Jest to Zenith Heritage 1965, powiększony model Respiratora z lat 60-tych potocznie zwany Kennedy, gdyż JFK ponoć takiego nosił. PIĘKNO absolutne. Cienki, automat, antracytowa tarcza i datownik na "5". Chyba jednak coś trzeba będzie sprzedać... http://zenithwatches.com/en/#/collection/zoom/7/107/flow Pozdrawiam,