Jump to content
Search In
  • More options...
Find results that contain...
Find results in...

hiob

Użytkownik
  • Content Count

    283
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    1

Posts posted by hiob


  1. 8 godzin temu, burt napisał:

    Oglądam te wasze fury i jedna lepsza od drugiej. Dochodzę do wniosku, że zakup takiego samochodu, zabytkowego to jest super sposób na dywersyfikację posiadanego majątku. Jeden inwestuje w nieruchomości, drugi w sztukę, trzeci w edukację a jeszcze inny w samochody czy motocykle.

    Fakt, że koszt przechowywania takiego majątku jest stosunkowo duży, ale sumarycznie wydaje się to być całkiem dobrą opcją i przechowywaniem kapitału właśnie na czas kryzysu.

     

    Jasne, jak mamy taki majątek, który wymaga dywersyfikacji...  :D Ja nie mam takiego problemu. Moja kolekcja samochodów do spełnianie marzeń dzieciaka, który się wychował w rodzinie bez samochodu i zazdrościł sąsiadowi Syrenki. A gdy na wakacjach po trzeciej klasie liceum, w 1975, które przepracowałem jako "mierniczy", pomagając projektować Drogę Junaków do Hotelu Kasprowego zarobiłem 4 tysiące złotych, kupiłem swoje pierwsze, własne auto, Mercedesa 170V  z 1936 roku, takiego jak ten:

     

    IMG-7039.jpg

     

    IMG-7041.jpg

     

     

    Tylko, że nie bł, niestety, w tak dobrym stanie. Nie był w ogóle na chodzie, przypominał raczej kupę złomu na kołach z dziurawymi oponami. Ale i tak, gdy już był odmalowany i naprawiony, wychowawczyni w szkole poprosiła mnie, bym nim nie przyjeżdżał na lekcje, bo "nauczyciele komentują w pokoju nauczycielskim". Żaden z nich nie miał własnego auta, tylko WueFista miał Jawę...

    A mnie zostały tylko wspomnienia i jedno przypadkowe zdjęcie z podwórka, które zrobił sąsiad swojej rodzinie, ale w tle załapał się mój Mercedes...  z rejestracją KS 22 38 :D

     

    170-v.jpg

     

     

    Często słyszę radę: "Nie jeździj tymi swoimi samochodami, bo tracą na wartości". Super, niech tracą, ale mieć auto i nim nie jeździć? To po co je mieć? Zwłaszcza, gdy nie mamy majątku wymagającego dywersyfikacji?  Auta do oglądania to są w muzeach - i dwa lata temu, w czasie naszej podróży po Stanach odwiedziliśmy kilkanaście wspaniałych - i mniej wspaniałych - muzeów samochodowych. Ale moje auta to nie eksponaty muzealne. Mnie jazda cieszy niemalże tak, jak wtedy, gdy pierwszy raz udało się odpalić naszego starego Mercedesa. :D 

     

    A mówiąc serio o inwestycjach, to jest tu parę problemów. Auta, które już są drogie, mogą przestać być modne i zacząć tracić na wartości. Były tego przykłady w historii i dziś np. widać to wśród "woodies", aut z lat 30. i 40. z drewnianymi nadwoziami. Prenumeruję kilka periodyków zajmujących się klasykami, podających wyniki i analizę rezultatów aukcji i np. w Scottsdale, w Arizonie, na aukcji firmy Gooding & Company, sprzedano Mercedesa 300SL Cabrio z 61 roku za 775 tys, a średnia cena takiego auta to 1,2 miliona. Komentarz? "Are prices coming back to earth?"  1940 Ford DeLuxe "Woodie" poszedł za 54 tysiące. Średnia cena? 210 tysięcy.  Z drugiej strony Mercedes  560 SEC z 87 został sprzedany za 37 tysięcy, przy średniej 18, a Mercedes 280 SE z 78 roku, w idealnym stanie, przebieg 33 tys mil, poszedł za 78 tysięcy, przy średniej 12000. Inaczej mówiąc, trzeba wiedzieć w co się inwestuje, mieć nosa, ale i wiedzę i przewidywać trendy.

    Poza tym... samochody bywają towarem trudno zbywalnym i nic nam nie da to, że auto "jest warte" milion, gdy żaden kupiec nie da nam za niego ani połowy tej sumy.

    Można dość pewnie przewidzieć, że inwestując w samochód 20-letni, marki premium, najlepiej coupe, cabrio, czy jakąś limitowaną wersję, w idealnym stanie, z małym przebiegiem, zarobimy na nim - ale dopiero za kolejne 20 lat, i to pewnie mniej, niż gdybyśmy taką samą sumę zainwestowali w jakiś pakiet akcji, które można zawsze szybko sprzedać. 

     

    Trendy cenowe? Parę przykładów. Buick Riviera Convertible z lat 82-85:  2010: $9200  2012:  $8600  2015:  $7500  2017: $6700 2019: $6200 - ale ten samochód w przyszłości będzie drożał. Tylko nikt nie wie kiedy i o ile. Inny przykład. Facel Vega FV4 Typhoon z lat 56-58.  Rok 2000, wartość auta  20 tys dolarów. 2005- 25 tysięcy. 2010- 51,5 tys. 2015 - 105 tys. 2020 - 162,3 tys dolarów.  Ten zatem byłby dobrą inwestycją, gdybyśmy przewidzieli....  Ale gdybyśmy umieli przewidywać, to każdy z nas kupiłby woreczek bitcoinów gdy były w cenie jednego centa.  Jeszcze jeden przykład. 1955 Ford Thunderbird. W 1999 roku kosztował 24 tysiące dolarów, 10 lat później 20 tysięcy, a w 1919 46 tysięcy - czyli trzeba po prostu wiedzieć kiedy kupić, bo drogo kupić i tanio sprzedać to nawet ja potrafię. ? 


  2. 3 godziny temu, Andrzej Wachowicz napisał:

     

     

    @hiob

    dziekuje za objasnienie, ale ……..

    chodzi mi o te 20$.

    Ja , zeby jezdzic jednym albo drugim samochodem jedyne co musze zrobic to przelozyc tablice rejestracyjna tylna ( urzedowa ), a w Stanach to co ? za kazdym razem 20$ i czas na formalnosci ?

     

    pozdrawiam

     

     

    Formalności załatwiasz online, zajmuje to parę minut, ale opłatę $20 trzeba uiścić przy każdym transferze rejestracji. Tak, "za każdym razem", ale przecież jeśli regularnie jeździmy dwoma samochodami, to je obydwa mamy zarejestrowane i niczego nie musimy przenosić. Ja jeżdżę zwykle swoimi czterema autami, plus sporadycznie autami dzieci i żony i każdy z tych samochodów  jest zarejestrowany. Opcja transferu rejestracji ma sens, gdy mamy, tak jak ta moja znajoma, np. kabriolet na lato i coupe na zimę i ten transfer robimy co 6 miesięcy. 


  3. W dniu 11.05.2020 o 15:16, Andrzej Wachowicz napisał:

     

     

    @hiob

    Ja mam jeszcze jedno pytanie do kolegi jak to jest w USA, bo np. ja mam dwa samochody ( samochody maja swoje papiery ), ale mam tylko jedne numery rejestracyjne, place jedno ubezpieczenie, ale dwa podatki dla panstwa ( jeden samochod, jeden podatek ) od mienia zarejestrowanego samochodu.

    Numery zakladam na ten samochod, ktorym chce aktualnie jezdzic, a drugi stoi bez numerow i musi stac na terenie prywatnym, poniewaz w miejscu publicznym samochod nie moze stac bez numerow.

    Numery rejestracyjne z przodu sa takie same jak z tylu tylko tyle, ze tylne sa urzedowe a przednie sam sobie robie. Te urzedowe maja cos na wzor znakow wodnych jak na banknotach i tego z daleka nie widac. Numery sa aluminiowe.

     

    pozdrawiam

     

     

    U nas można przenosić rejestrację z jednego samochodu na drugi, po uiszczeniu opłaty w wys. 20 dolarów. Mam tu znajomą, która ma dwa samochody Volvo C70, jeden coupe, na zimę, drugi cabrio, na lato i dwa razy w roku przenosi rejestrację między tymi samochodami. U nas obowiązuje tylko jedna tabliczka, więc nie ma problemu z tą przednią. Ja z przodu na większości aut mam polskie, na Cadillacu mam kalifornijską. Nawiasem mówiąc auto mające ponad 35 lat może mieć "YOM Licence Plate", tabliczkę z roku produkcji auta, nie tę swoją, prawdziwą. Prawdziwą się trzyma w bagażniku, a przykręcona jest jakaś inna, na dodatek nigdzie nie zarejestrowana. I jest to zupełnie legalne. :D Bardzo dobrze to działa na płatnych drogach, które pobierają opłaty wysyłając rachunek właścicielowi auta odszukanemu po odczytaniu rejestracji. :D 

     

    Wracając do tematu, warunki. by móc przenieść rejestrację, to ważne ubezpieczenie OC, musimy być właścicielem obydwu samochodów i auto musi mieć ważny przegląd. 

     

    IMG-20200512-154251612-HDR.jpg  IMG-20200512-154133391-HDR.jpg 

     

    IMG-20200512-153318251.jpg  IMG-20200512-154018712.jpg

     

    IMG-20200512-153504295.jpg   IMG-20200512-153259662-HDR.jpg    

     

    IMG-20200512-154028467.jpg  

     

    Locha ma tylną rejestrację z kaszlaka, dlatego ten sam numer, ale to już nikomu nie przeszkadza. ? 

     

     

     



  4. Oczywiście obrazek jaki tu naszkicowałem w praktyce ma kilka rys. Zarówno EPA, czyli Agencja Ochrony Środowiska, jak i IRS, Urząd Kontroli Dochodów Państwa sądzą się z Fitzgeraldem, zarzucając im zaległe podatki, jakieś grosze, 85 milionów dolarów, (bo sprzedają nowe pojazdy nie płacąc odpowiedniego podatku, uzasadniając to faktem, że wcale nie sprzedają nowych aut, tylko stare) i zatruwanie powietrza. Podobno glidery:

     

    glider trucks were to blame for about half of all commercial-truck air pollution, although they only make up a small percentage of sales. According to a California Air Resources Board (CARB) analysis, these trucks emit 50 to 450 times more diesel particulate matter, the sooty clouds that have been linked to cancer, respiratory issues, and cardiac events, than their brand-new equivalents. California points out that if these glider-kit trucks were to make up as little as 7 percent of the medium- and heavy-duty truck fleet, they would offset all of the state’s efforts to clean up diesel trucks and buses.

    According to a statement from the Sierra Club, a continuation of 10,000 glider sales per year—the number sold in 2015—could result in as many as 1600 premature deaths per year over the lifetime of the trucks. ( https://www.caranddriver.com/news/a22520046/court-makes-epa-consider-pleas-from-environmental-groups-against-loophole-for-dirty-big-rigs/ )

     

    Tu jednak mówimy o nowej produkcji, która omija pewne obostrzenia i prawa podatkowe. Natomiast wracając do oryginalnego pytania, nikt się nie czepia i nie utrudnia działalności komuś, kto eksploatuje od dawna starą ciężarówkę. Co więcej, jeśli w naszym trucku mamy silnik wyprodukowany w 1999 roku lub dawniej, nie obowiązuje nas nawet elektroniczna karta drogowa,  "grandfather clause" zezwala na używanie tej z papieru, wypełnianej ręcznie, co bardzo sobie chwali pewna grupa kierowców.  


  5. 30 minut temu, Andrzej Wachowicz napisał:

    @hiob

    Korzystajac z obecnosci kolegi na forum chcialbym sie dowiedziec jak to jest w Ameryce z tzw w Europie LEZ'ami - Low Emission Zone...

     

     

     

    U nas może się to różnić w poszczególnych stanach, bo te lewe są dużo bardziej "lewe", niż tak zwane "fly over country", czyli stany centralne, południowe, czy południowo-wschodnie. Generalnie jednak w USA obowiązuje  "grandfather clause", czyli praktyka prawna mówiąca, że jak coś było legalne, pozostaje legalne, nawet, gdy dla nowych produktów zmieniają się wymagania i regulacje.  Ja mam samochód z 51 roku i z 72 i z 88 i każdym z nich mogę wszędzie jechać - nie ma żadnych restrykcji. Żaden z nich nie spełnia żadnych dzisiejszych norm, nie ma katalizatora, najstarszy nie ma pasów bezpieczeństwa, żaden nie ma poduszek powietrznych, ale z powodu tego "grandfather clause" są ciągle wszędzie legalne.

     

    Dobrym przykładem ilustrującym różne podejście do prawa o ochronie środowiska w USA i Europie jest transport samochodowy. O ile wiem, w Europie tiry nie spełniające norm Euro-ileśtam albo w ogóle nie są dopuszczane do ruchu, albo opodatkowane tak, że się nie opłaca ich eksploatować, tymczasem w USA są ciągle produkowane nowe-stare trucki, nie mające absolutnie żadnych urządzeń kontrolujących emisję spalin, bo jest wykorzystywana pewna luka w przepisach, o której wszyscy wiedzą, ale nic nie mogą z tym zrobić. To znaczy Greta i jej amerykańscy przyjaciele nic nie mogą zrobić.

     

    Chodzi tu konkretnie o to, że jeśli mamy stary samochód, to możemy go sobie remontować, wymieniać różne części itp i ciągle mamy stary samochód, prawda? Dlaczego by więc nie wymienić wszystkiego na nowe? I tak funkcjonuje parę firm, z których najbardziej znaną jest Fitzgerald z Tennessee. Produkują ciężarówki, które wyglądają jak nowe, pachną jak nowe, bo praktycznie są nowe, ale są legalnie rejestrowane, jako auta z 1999 roku, czy coś koło tego. Jak to możliwe? Mają silnik, skrzynię biegów i tylne mosty remanufakturowane, czyli fabrycznie odnawiane, ale oryginalnie dopuszczone do ruchu 20 lat temu, więc ta nowa ciężarówka to jest ta stara, z której został silnik, skrzynia biegów i mosty, a resztę dodano nową. Oczywiście to nie znaczy, że te elementy są z tej samej ciężarówki, przypuszczam, że jako rok produkcji podaje się rok produkcji silnika, reszta nie ma znaczenia.

     

    Zalety? Cena niższa o ok. 25% od nowego trucka, brak Zaworu EGR i AddBlue, więc nic się nie psuje, doskonała gwarancja (na silnik 3 lata 300 tys mil, na mosty do 750 tys mil, na skrzynię biegów trzy lata bez ograniczenia przebiegu itp)

     

    blue-389-home-1171x599.jpg

     

    Detroit-thumb.png  Cummins-ISX-300x234.png  cat-thumb.png 

     

    t660-main-899x599.jpg

     

    kenworthW9-1-1199x799.jpg 

     

     

    Źródło:  https://www.fitzgeraldgliderkits.com/ 

     

    Podobno w Kaliforni ciężko pracują nad tym, by zdelegalizować cały przemysł "gliderów", bo to są tysiące trucków rocznie, ale na razie nic nie wskazuje na to, by się coś miało zmienić w najbliższym czasie. Ironią losu jest fakt, że firma Nikola, planująca budowę wodorowo-elektrycznych trucków-hybryd w Arizonie podpisała umowę z Fitzgeraldem na produkcję pierwszych 5 tysięcy pojazdów w Tennessee, zanim ich fabryka będzie ukończona. :D ( https://www.trucks.com/2019/09/23/funding-hydrogen-truck-builder-nikola-motor/ )


  6. 32 minuty temu, rafi87 napisał:

    @hiob  przesiadka z 600 KM  na 200KM + i to w  cięższym aucie  także spora zmiana

     

    @pepepatryk TVR Tuscan podoba mi sie od lat, odkąd ogladałem Swordfish  z Travoltą. W tej kolorystyce rewelacja . 

     

    Wiesz... Ja cały czas mam rotację. Maluszek, co prawda z silnikiem Abartha 50 KM, ale to ciągle robi z niego zaledwie samochód, który przestał być zawalidrogą i którym nie strach wjechać na autostradę, Cadillac mający teoretycznie ze 160 KM, a ważący tyle, co Locha, plus archaiczna skrzynia biegów i Cougar mający 270 KM, ale też 3-biegowy automat z innej epoki. Nie wspominam o służbowym aucie - 430 KM, ale ta waga... w najlepszym przypadku 15 ton, a czasem 36. Więc Locha ze swoimi 9 sekundami do setki w zupełności wystarcza. :D Jest jeszcze 328i, całkiem żwawy samochodzik i Melexy, zwane inaczej LEAFami, co prawda mające jedynie po 107 KM, o ile pamiętam, ale elektryczne konie to zupełnie inna bajka - totalnie inne doświadczenie zza kierownicy, jakby ten qń był dwa razy mocniejszy.

     

    A tak poza tym, to ja wszystkim lubię jeździć. To jak z zegarkami... Fajnie czasem ubrać na rękę TAGa,  Rolexa, czy Omegę, ale dziś mam na ręce Worldmastera po teściu, a tydzień temu chodziłem z chińskim dziurbilonem. Bo co? Kto mi zabroni? ? 

     

    Nawiasem mówiąc w tym tygodniu opublikuję film o Vacheronie Constantin Overseas z arabskimi cyferkami - będzie ciekawie, i to w dość negatywnym sensie, ale to dopiero w środę - czwartek. Niemiła niespodzianka, gdy sprawdziłem, jak ten zegarek chodzi.  Czeka go pilny wyjazd do Szwajcarii, jakieś sanatorium konieczne, bo inaczej padnie. 


  7. No właśnie...co tu się dzieje? Nie byłem tu hohoho, albo jeszcze dłużej. A międzyczasie drobna zmiana w moim parku maszynowym. eM Trójeczka w opcji atomowej, 600 qni, poszła do ludzi, bo po raz trzeci wyleciałem z drogi i dotarło do mnie, że jestem już starym gamoniem i potrzebuję auta odpowiedniego dla starego gamonia. I tak trochę przypadkowo, pod wpływem chwili, podłączyłem się do licytacji na  Bring-A-Trailer i kupiłem lochę. Locha ma 22 lata, ale tylko 70 tys km. Wersja raczej uboga, silnik mały, jeśli za mały uznamy ponad trzylitrową szóstkę, ale to jest właśnie to, czego mi było potrzeba. Teraz średnia wieku moich "personalnych" samochodów, to prawie 43 lata. :D 

     

    BTW to "dla Zachara" nie oznacza, że mu chcę ją sprezentować, to film był dla niego, do zamieszczenia na kanale Zachar Off. ? 

     

     


  8. E tam, i tak mnie nie pobijecie. Moje Ś+P  M3 na torze spaliło 60 l/100 km, a cadillac pali 30-35 l/100km w czasie spokojnej jazdy po mieście. :D  Ale, mówiąc o promocjach, za benzynę płacę w granicach 1,50 PLN za litr, więc jakoś to przeżyję.  :P


  9. ...  2 litrowy diesel, średnio spalił 5,4 litra :) Zdecydowana większość tras po autostradach, chociaż nie ukrywam, w większości krajów, bardzo stabilna jazda, ok 110/130 km/h tak jak pozwalały ograniczenia, natomiast sporo wzniesień itd, bo jechaliśmy Poznań/Austria/Włochy/Słowenia/Węgry/Poznań. 

     

    Mówiąc o dwulitrowych silnikach, nasze 328i benzyna spaliło w wakacje 6,8l/100 km na 12 000 km trasie.  Na autostradach jechałem podobnie, zwykle tempomat na 75 mph/120 km/h, poza tym głównie zwiedzanie parków narodowych, więc jazda wolna, czasem korki, częste zatrzymywanie się.  Diesla nie pobije, ale i tak zdumiewająco mało, zwlaszcza, że to przecież dość wysilony, 250-konny silnik. Na autostradowych odcinkach drogi schodził czasem poniżej 6 l/100km. 


  10. ... Tylko to mnie trochę razi - tak ciężko o nowe opony do M3? Opony szybko lecą mając taki silnik - racja, ale wtedy - na mokrym noga powinna iść z gazu.  [...]  

    Czy szkoda eMki? Myślę, że dla Ciebie będzie to okazja na zmianę, może niekoniecznie coś mocniejszego czy o podobnym temperamencie ale po prostu coś innego tak jak wspominałeś o Mercedesie. A ktoś kto kupi to auto trochę je podleczy i będzie się nim cieszył.

    Ważne, że nie było poważnego dzwona, wyszedłeś tylko z pewnymi przemyśleniami a nie ze złamaniami  ;)

     

    W ogóle powinno się być rozsądnym i nie robić głupot, zwłaszcza w moim wieku.  :rolleyes:  Ale wtedy życie byłoby strasznie nudne...    

     

    Na razie chyba pozostanę przy klasykach. Może zdobędę się na szaleństwo i wsadzę do 126p 50-konny silnik abartha.  A co do poważnych dzwonów, to co prawda jeździłem często na granicy przyczepności, a czasem poza nią, ale ciągle nie było to bezmózgowe szaleństwo. U mnie instynkt samozachowawczy jest silnie rozwinięty i jakieś wyprzedzanie na trzeciego przed niewidocznym zakrętem, czy inne fanaberie tego typu nigdy mnie nie pociągały. 

     

    do 5 lat opona jest ok, 2 letnie z magazynu mogą być sprzedawane jako nowe 

     

     

    Ten pięcioletni okres to taki osobisty wybór @Kiniola.

    Teoria głosi, że można użytkować opony do 10 lat. B)

     

     

    kumpel miał Mercedesa W190, rocznik opon pokrywał się z rocznikiem samochodu - ogólnie "nastolatki"  ;)

     

    Mój maluszek, gdy go kupowałem, miał 25 lat i oryginalne D124 z Dębicy. Wyglądały jak nowe, ale poszły na śmietnik. Natomiast w Cougarze i Cadillacu mam Bóg jeden wie jakie opony. Zapasowa w Cougarze to chyba oryginał, ma niemal 70 lat, W cougarze jedna mi się rozleciała, pewnie ze starości, więc na jednej osi wymieniłem. Na drugiej wymienię, jak się wybiorę w jakąś dłuższą podroż po autostradach. 

     

    Załóż stare opony do dużego Forda F... potem po wystrzale dachuj takim. Wiesz dlaczego Ford prawie zbankrutował po serii dachowań Explorerów... bo opony strzelały... opona to życie, a nie mój wybór...i nie opowiadaj bzdur proszę...

     

     

    ...  nie pomyślałeś, że ktoś mógł popełnić błąd zakładając opony o niewłaściwym indeksie ?

    Albo konstruktorzy zaprojektowali niewłaściwe koła do występujących obciążeń na oś ?

    Nie dajmy się zwariować, niedługo każą zmieniać opony co roku :unsure:

    ps. i bez bzdur proszę B)

     

     

    Albo błędy użytkowników (niewłaściwie dobrane opony, nieprzestrzeganie zalecanego ciśnienia powietrza, przeładowany samochód etc), albo błędy konstrukcyjne. Stawiał bym na te drugie, gdyż takie same błędy popełniają użytkownicy innych marek, ale nie powoduje to masowego strzelania kół i w efekcie dachowania.

    Pamiętam jak dostaliśmy pierwsze wypusty Honkerów do testowania. Te co jeździły na kołach od UAZ-a 469B nie miały żadnych przypadłości. Te na felgach skonstruowanych w PL miały i owszem. Mi dwa razy pod tyłkiem odpadło koło i poszłoooooo w pizdu (czyli w pole). Ewidentna wada konstrukcyjna albo wykonawcza, gdyż oddzielała się tarcza felgi od obręczy.

     

     

    Firestone dał pupy przy produkcji tych opon co powodowało że bieżnik odklejal się od reszty opony, a co ciekawe nasteoowalo to duuuuzo częściej w oponach wyprodukowanych w fabryce w Illinois, te same opony z innych fabryk prawie nie miały tego problemu. Z tego też powodu Firestone zamknął ta fabrykę. To tak w dużym uproszczeniu, oczywiście Firestone próbował się bronić i zrzucić cześć winy na Forda, tak się zakończyła prawie 100-tu letnia współpraca tych firm

     

    Sprawa z tymi explorerami nie jest taka prosta. Zbyt wiele ich widziałem kołami do gory, by nie uznać, że problem istniał, ale też nie da się zignorować systemu sądowniczego w USA, gdzie  ławy przysięgłych przyznają bezsensowne, milionowe odszkodowania za nie dokładnie wiadomo co - np. za oparzenie się gorącą kawą w McD. Jednak testy wykonywane przez dziennikarzy, czy urzędników organizacji państwowych zajmujących się sprawami bezpieczenstwa na drogach nie wykazały jednoznacznie, by to auto było bardziej niebezpieczne, niż inne SUVy z tamtego okresu. 

     

    Byłem naocznym świadkiem dachowania Explorera - jadący przede mną samochód zjechał z autostrady i na łagodnym łuku, wcale nie jadąc szczególnie szybko, przekoziołkował przez dach. W aucie było sporo "złomu", jakieś części, śmieci, opony wcale nie firmy Firestone, ale nie wiem jak było z ciśnieniem. Definitywnie nieudana konstrukcja podwozia/zawieszenia tej generacji explorera, ale na pewno nie ma to nic wspólnego z wiekiem opon. I warto pamiętać, że dzisiejszy explorer to zupełnie inna konstrukcja, daleki krewny Volvo XC 90 z przełomu wieków, a od tego roku mamy zupełnie nowy model. Kontrowersja dotyczyła pierwszej generacji aut, sprzed 1995 roku i w mniejszym stopniu drugiej, z lat 95-2000. 

     

    Nie wygląda źle, fajnie że wstawiłeś tego linka bo nie zdziwię się jak za jakiś czas pojawi się w ogłoszeniach gdzieś w okolicy Radomia jako absolutnie bezwypadkowy rodzynek.

     

    Już się do mnie odzywają rożne osoby, pytając o szczegóły. Znany jest numer VIN, więc pewnie nie będzie problemów z ustaleniem kolejnego właściciela tego auta, albo przynajmniej regionu świata, gdzie on trafi. Duże szanse, że będzie to Polska, albo "byłe kraje Związku Radzieckiego". 


  11. Czy ja się już "pochwaliłem", że rozbiłem swoją piękną, 600-konną eMeczkę? To już trzeci raz, od kiedy go posiadam, więc w końcu dotarło do mnie - i już jej po raz kolejny nie naprawiam. Nie wykupiłem jej z ubezpieczalni, choć wszystko wskazuje na to, że można ją było naprawić relatywnie niewielkim kosztem, czyli, inaczej mówiąc, nawet na wypadku zarobić. Nawet myślałem, by ją wysłać do Polski i tam naprawić, bo "Polak potrafi". Jednak po przemyśleniu wszystkich "za" i "przeciw" stwierdzam, że to już nie jest auto dla mnie.  Ja byłem uzależniony od tej mocy, potrzebuję odwykówki. Będę jeździł Cadillakiem. 

     

    PS. Jak ktoś chce nabyć drogą kupna ten samochód, to będzie on sprzedany tutaj:  https://www.iaai.com/Vehicle?itemID=32888024&RowNumber=11&loadRecent=True&fbclid=IwAR1-oVyOtdHqvQ0uUi4L2_0Zy357FiIi2MCcRumDGUaIWoGTESMSarsj8MU   To nie jest kryptoreklama, to już nie jest moje auto. to nie ja je sprzedaję, tylko dom aukcyjny, który je odkupił od mojego ubezpieczyciela. 


  12. Hiob, jesteś bardzo pozytywnym człowiekiem. Szacunek.

     

    Thx. Ale to tylko PR, zapytaj mojej żony...   :( ona Cię szybko wyprowadzi z błędu.  :D

     

     Ma ktoś doświadczenia co się sprawdza przy intensywnym (jak na youngtimera) czy po prostu codziennym użytkowaniu? Przyglądam się Mercedesom beczkom, Volvo 850/960, BWM E39.

     

    Mam w Charlotte znajomego, lekarz, wielki fan samochodów Volvo. ma ich chyba z 10. Dwa 240, pozostałe, to 850. V70, S70 i C70. Jeździ nimi na co dzień, jego żona też ( w zimie coupe, w lecie cabrio - u nas łatwo  przenieść rejestrację z jednego samochodu na drugi, więc to właśnie robią ). On uważa, że nie ma lepszego auta. 

     

    Jedna rada - poszukać zadbanego egzemplarza. Naprawy są drogie. Mówiąc o Zacharze, niedawno pokazywał on sympatycznego faceta, który ma W123 coupe i W115 kupiony w Austrii, chyba od pierwszego właściciela. Tu ciekawie opowiada jak go znalazł:  https://youtu.be/9ZmPf1Vt7FQ?t=1163 Zresztą warto zobaczyć film od początku, dużo informacji o klasycznych Mercach. 


  13. Duży plus dla Zachara i skody za takie podejście!! Ciekaw jestem Twojej opinii o dość popularnym europejskim „budżetowym” samochodzie.

     

    Sam jestem ciekaw jak taki mały SUV, czy crossover będzie się zachowywał/ Mam plany przejechania przez całą Polskę - myślałem, że zrobię to w pożyczonym od rodziny Focusie, ktory już swe najlepsze lata ma za sobą, ale dzięki uprzejmości Zachara trafiła mi się taka perełka. 

     

    Mam za mało informacji, żeby dobrze zrozumieć tą sytuację. Co takiego ta firma i ten youtuber robią, żeby dawać im plusa i zachwyty nad ich podejściem? Co nadzwyczajnego jest w przekazaniu auta testowego do testu? Oczywiście rozumiem korzyść "testujacego", ale raczej nie jest on osobą potrzebującą wsparcia. Tym bardziej, że publikacja jego relacji będzie po prostu zapłatą. To raczej zwykły biznes jest, skąd zatem ten duży plus?

     

    Zaraz Ci odpowiem na wszystkie Twoje obawy. Plus jest dla Zachara, bo mi bezinteresownie pomógł. Żeby takie coś załatwić, trzeba jednak popytać, zadzwonić, wyjaśnić dla kogo i dlaczego można mu dać itp. To nie jest tak, że on ma szafkę z kluczykami do kilkunastu aut i rozdaje komu chce. A przecież znamy się z nim dość pobieżnie - kiedyś na swoim kanale pokazał kilka moich aut ( https://www.youtube.com/results?search_query=zachar+off+trucker+hiob ) i raz spotkaliśmy się osobiście, na gokartach. Nawiasem mówiąc jeździ doskonale, nie dałem mu rady, ale ja byłem tam pierwszy raz, on chyba regularnie tam bywa. Jeszcze mu kiedyś "dołożę"  :lol:

     

    Co do "zapłaty" i "biznesu" to pozwól, że i to Ci wytłumaczę. Ja zarabiam na chleb jako kierowca. Pracuję cztery dni w tygodniu, po ok. 12 godzin, zarabiając średnio, ze wszystkimi bonusami i nagrodami, te 400 dolarów dziennie. Nad filmami na YT pracuję w pozostałe trzy dni w tygodniu, często także po 12 godzin dziennie, zarabiając średnio pięć dolarów dziennie. Nie, to nie jest pomyłka - zarobiłem za cały ubiegły rok  na YT 780  dolarów brutto, 65 dolarów miesięcznie - tyle, ile w pracy zarobię za dwie godziny. 

    Zatem mówienie o "biznesie" w moim przypadku jest jakimś nieporozumieniem - więcej wydaję na kamery i inny sprzęt, niż zarobię. Gdybym pracował ekstra jeden dzień w tygodniu w mojej firmie, zarobiłbym 20 tys dolarów więcej. Na YT "pracuję" trzy dni w tygodniu, 50 tygodni w roku - za 780 "zielonych" - więc naprawdę nie ma czego zazdrościć. 

    Dlaczego tak mało? Inni youtuberzy pewnie mają więcej? Pewnie tak, ale oni nie mają zwykłego "partnerstwa". Mają swoje kontrakty, swoich reklamodawców, większą oglądalność, działają jak firmy. Dla mnie jest to zabawa. 

     

    Pokażę Wam dwa screeny: Pierwszy, to "sprawozdanie" z YT za cały ubiegły rok, drugi, to analiza zysków z mojego jedynego "milionera", filmu o maluszku, który ma już 1,15 mln widzów. Jak widzicie, Maluszek zarobił całkiem ładną sumkę, 345 dolarów. Gdyby tak każdy film...    Ale zarobił to w sześć lat, a większość moich filmów nie przekroczyła nawet jednego procenta takiej popularności. 

     

    Gdyby moje YouTuberskie działanie było biznesem, dawno bym już umarł z głodu. I jeszcze coś... Oczywiście wszystkie moje filmy na temat wiary są wyłączone z partnerstwa, inaczej mówiąc na nich nie zarabiam nic. 

     

    YT1.jpg

     

    YT2.jpg

     

    Plus za to, ze Zachar nie patrzy na hioba jak na konkurencje i jest skłonny do pomocy/współpracy.

     

    Zachar jest dziennikarzem motoryzacyjnym, ma swoją firmę, żyje z tego. Auto Centrum PL to prawdziwy, profesjonalny portal motoryzacyjny - jaką ja miałbym być dla niego konkurencją? Konkurencja, bo pokażę samochody w swoim garażu? Chyba żart. Ale plus za to, że potraktował mnie życzliwie i po przyjacielsku. 

     

     

    Myślę, że kolega Hiob nie jest ani nie chce być żadną konkurencją dla Zachara. Co nie znaczy, że nie należy się Zacharowi szacunek za fajny gest.

     

    Dokładnie. Fajny, przyjacielski gest. 

     

    Nie chcę wywoływać dyskusji beatyfikacyjnej ani nikogo czołgać, jedynie proszę o zdroworozsadkową refleksję przy budowaniu zasięgu osobom bądź firmom. To forum to forum, a nie tuba krypto-promocyjna.

     

    Pankracy111, coś Ty taki spięty? Może w ogóle nie wymieniajmy tu żadnych nazw i marek - ani aut, ani zegarków, ani nazwisk zegarmistrzów, ani swoich imion, bo możemy niechcący "budować zasięg osobom lub firmom" 

     

    "Jutuberowanie" to biznes, jeśli o tobie mówią to biznes się kręci...

     

    Dla jednych biznes, dla innych hobby, a tu, mam wrażenie, wszyscy wiedzą kim Zachar jest, więc raczej mu nowych widzów nie przysporzymy. 

     

     

    Dla mnie to po prostu fajny gest Zachara wzgl. starszego kolegi i tyle. Youtubowy biznes Zachara jest tak mocno rozwinięty, że teza, iż chciał sobie załatwić wzrost popularności gestem względem Hioba jest nie tylko naciągana ale wręcz kuriozalna.

     

    Sam bym lepiej tego nie ujął. 


  14. Ja tak wczoraj sobie jechałem w ciągu za TIRem na mocno zatłoczonej drodze krajowej i mam takie przemyślenia.

    Jak na autostradzie TIR jadący 80,5 wyprzedza tego jadącego 80,2 km/h to ten wolniejszy nie odpuści nawet na chwilę, bo zaburzyło by mu to płynność jazdy, nie zmieściłby się w limicie czasu i w ogóle zostałby przestępcą.

    Ale jak jedzie po drodze krajowej i zobaczy Rumunkę w lesie przy drodze to hamuje nagle do 50 km/h, żeby sobie popatrzeć... I tak 5 razy na odcinku kilku kilometrów, a wszyscy awaryjnie za nim. 

     

     

    Wszystkich irytują wyścigi ciężarówek na 2 pasmówkach. 

     

    Spokojnie, panowie, nie wszyscy kierowcy ciężarówek są tacy. Ja mogę jedynie mówić w swoim imieniu - nie zwalniam, by oglądać Rumunki (także dlatego, że ich nigdy nie widuję przy drodze ;-) ), a gdy mnie ktoś wyprzedza jadący niewiele szybciej, wyłączam tempomat i zwalniam o 5 mph. Manewr wyprzedzania trwa sekundy i ja także nie tracę więcej, niż parę sekund czasu. 

     

    W PL mamy ruch prawostronny, lewym się wyprzedza. Jeśli ktoś nieumiejętnie wykonuje manewr wyprzedzania to powinien wrócić na kurs

     

    W PL przepisy określają gdzie i kiedy i jak można wyprzedzać i np. wyprzedzanie z prawej na autostradzie jest legalne.Mały cytat z jednego z wielu artykułów znalezionych w Necie:

     

    "Wyprzedzanie z prawej strony

    Można wyprzedzać z prawej strony na jezdni jednokierunkowej z wyznaczonymi pasami ruchu. Dla przypomnienia pas ruchu to każdy z podłużnych pasów jezdni wystarczający do ruchu jednego rzędu pojazdów wielośladowych, oznaczony lub nieoznaczony znakami drogowymi. Należy mieć na uwadze, że tam, gdzie pasy nie są wyznaczone, wyprzedzać z prawej strony nie wolno.

    Kierowca może wyprzedzać z prawej strony na jezdniach kierunkowych z wyznaczonymi pasami ruchu. Dotyczy to zarówno tradycyjnej jezdni jednokierunkowej, jak i drogi dwujezdniowej, złożonej z dwóch jezdni jednokierunkowych, każdej dla przeciwnego kierunku ruchu. W tej kategorii znajdziemy m.in. autostrady, które zgodnie z definicją są drogami dwujezdniowymi, odcinki dróg ekspresowych, gdzie mamy do czynienia z dwoma rozdzielonymi jezdniami oraz inne drogi, gdzie jezdnie są rozdzielone. W tych przypadkach nie ma znaczenia, czy droga znajduje się w obszarze zabudowanym, czy poza nim. 

     

    Wyprzedanie z prawej strony jest również dozwolone na jezdni dwukierunkowej, ale pod pewnymi warunkami. Na obszarze zabudowanym jezdnia dwukierunkowa musi mieć co najmniej dwa wyznaczone pasy ruchu do jazdy w tym samym kierunku.

    Poza obszarem zabudowanym jezdnia dwukierunkowa musi mieć co najmniej trzy wyznaczone pasy ruchu do jazdy w tym samym kierunku." https://www.motofakty.pl/artykul/wyprzedzanie-z-prawej-strony-kiedy-jest-dozwolone.html

     

    PS. Wszystko wskazuje na to, że w czasie wakacji w Polsce będę miał przez tydzień do dyspozycji prasowy samochód Skoda Karoq Scout i objadę nim pół Polski. Samochód załatwi mi Zachar z kanału YT Zachar Off  B)  Na pewno podzielę się wrażeniami z jazdy. 


  15. ja pracując na stacji starałem się uchwycić klimat robiąc zdjęcia, wrzucam je tutaj, jakby ktoś miał chęć obejrzeć - niesamowite jakie perełki się trafiały :)

    https://www.facebook.com/Sean-from-Chevron-156066601769830/

     

    Obejrzałem, niesamowita kolekcja. widać, jak bardzo amerykanie są "motomaniakami". Kochają klasyki i to kochają je "praktycznie", jeżdżąc nimi. 

     

    Ameryka to taki kraj kontrastow, z jednej strony ograniczenia predkosci, a z drugiej strony wysokie limity alkoholu. 

    Jak bylem kilka lat temu u znajomych na Florydzie to wlasnie to zapamietalem i piekne samochody.

    Mój niezyjacy juz przyjaciel pracowal w takim oto miejscu:

     

     

    Ograniczenia prędkości rosną. Po kryzysie paliwowym na przełomie lat 70-tych wszędzie obowiązywał limit 55 mph. Dziś jest już droga z limitem 85 mph, a 80  mamy już w kilku stanach na Zachodzie. reszta ma między 65, a 75 - czyli podobnie jak w Europie. Polska Was trochę rozpuściła i niewielu pamięta, że 140 km/h to jeden z najwyższych limitów prędkości na świecie. większość krajów w Europie ma 130, a Skandynawia, czy UK jeszcze mniej. 

     

    Co do ciekawych miejsc z samochodami, to własnie opublikowałem kolejny filmik z takiego miejsca - dealer klasyków, mający ponad pół tysiąca aut z lat 1920-1980 i zlokalizowany przy historycznej drodze 66:  https://www.youtube.com/watch?v=pUCrFo2Nm0Q

     

     

    A co do płacenia, to patrzę na to z punktu widzenia turysty, który nie ma konta w dolarach. Płacenie gotówką, z uwagi na złodziejski spread bankowy jest po prostu znacznie tańsze.

     

    Jasne, że na wakacjach to wszystko inaczej działa. W Stanach nigdy nie mam przy sobie gotówki, bo kartą płaci się wszędzie, ale na wakacjach w Polsce używam tylko "prawdziwych piniendzy". 


  16. Przyznaj się, że te 8 razy to poszedłeś tylko dla ponownego obejrzenia nagiej motocyklistki...  :D

    Ale fakt, film genialny, taka kwintesencja amerykańskości - przestrzenie, wolność, szybkość i piękne fury. 

     

    Nie, nie na ten film...   Ona była jakaś taka...   antyseptyczna, sterylna, mało seksowna. Jakby była cała w przeźroczystej folii. Nagie aktorki to się oglądało w innych filmach, na przykład Niemirską w "Szerokiej drogi, kochanie". Takie sceny jak w tym filmie to się potem mogły nastolatkowi przyśnić. Cały film nie bardzo wiem o czym, zresztą on, zdaje się, był tak bardziej o niczym, jakiś tak zwany "dramat psychologiczny" typu "czeski film, nikt nic nie wie", ale scena łóżkowa z Niemirską, w tle z muzyką Bacha niemal tak dobra, jak podobne sceny z "Imię róży", czy "Listonosz zawsze dzwoni dwa razy". A przynajmniej tak mi się wydawało te kilkadziesiąt lat temu.  B)

     

    Z tą szybkością w Stanach to sprawa dość dyskusyjna :P

     

    Zrobiłem kilka tysięcy kilometrów po LosAngeles i okolicach. Byłem zaskoczony jak bardzo Amerykanie trzymają się limitów prędkości, które są wg mnie dość niskie. Przez pierwsze dni był problem się przyzwyczaić, że w mieście 35mil. Pierwszy raz w życiu miałem do dyspozycji Mustanga, wyjeżdżam z Avisa pod lotniskiem a tu pyk, 35. Ciężko się przestawić żeby nie mieć choćby tych 50 na liczniku, mimo, że to jednak mile.

     

    LA to w ogóle ciężki przypadek. Warto sobie otworzyć mapę google z pokazanym ruchem na drodze w okolicach ósmej rano, czy 17 czasu LA (9 godzin do tyłu). Tam przecież nie ma znaczenia jakie jest ograniczenie prędkości, autostrady i tak zamieniają się na wielkie parkingi. 

     

    Film ma już prawie 50 lat, to była inna Ameryka. 

    Ale poza szybkością reszta została, zrobiłem po zachodnich stanach w sumie dobre 15 tys. km i takiego wręcz mistycznego poczucia przestrzeni i wolności na drodze nie miałem nigdzie.

     

    Oj, to nie wiem gdzie Ty jeździłeś? W ubiegłym roku przejechaliśmy z Charlotte do Kalifornii i z powrotem, 12 tys km i po przekroczeniu Mississippi nie brakowało wolnych przestrzeni...  

     

    KS.jpg

     

    us50.jpg

     

    Poza tym... sam napisałeś:

     

    Ja lubię tą bardziej czerwoną Amerykę - Utah, Arizona, Nevada. Pustynia, idealnie proste drogi ciągnące się dziesiątkami kilometrów i ta dawka adrenaliny - starczy mi paliwa do najbliższej stacji czy nie  ;) Tam gdzie jeździłem odległości między stacjami benzynowymi sięgały setek kilometrów...

     

    Może nie jest tak źle, ale planować trzeba. Na wakacjach trzy lata temu, gdy jechaliśmy wzdłuż granicy z Meksykiem, w M3 mogły być kłopoty z dojechaniem do kolejnej stacji benzynowej, 328 na szczęście pali połowę mniej, więc problemów nie było. 

     

    ...płaci się przed tankowaniem. Najłatwiej gotówką, zostawiasz 100$ i po tankowaniu odbierasz resztę.

     

    Zwykle płaci się kartą debetową lub kredytową, którą odczytuje sam dystrybutor. Gotówka to już chyba płacą tylko nielegalni imigranci, którzy nie mają konta w banku. Można też kupić w każdym sklepie spożywczym karty na konkretną sieć stacji paliw i nimi płacić, tak, jak się płaci kartą debetową. 


  17. @hiob, dzięki za ciekawą odpowiedź.

     

     

    Internationala i drugiego Kenwortha pożyczam dziś czasem synkowi  ;) W dzieciństwie marzyłem o autkach Kenworth czy Peterbilt od Matchboxa, ale niestety ich nie miałem. Kilkanaście razy obejrzałem film "Mistrz kierownicy ucieka" ("Smokey and The Bandit")[...]

     

    Cała przyjemność po mojej stronie.   :)

     

    Stare pojazdy z bogatych krajów trafiają do mniej zasobnych sąsiadów nie tylko w Europie. Amerykańskie trucki lądują zazwyczaj w Meksyku i innych krajach Południowej Ameryki. Sporo się ich widuje w przygranicznych miastach, np. w Laredo i chyba tam sfilmowałem te cabovery. Są wyjątkowe, bo bardzo zadbane, pomalowane i umyte, a Meksykanie zazwyczaj jeżdżą tak zapyziałymi truckami, jakby ich nie myli nigdy. 

     

    https://www.youtube.com/watch?v=Bl4ig9g_w44   

     

    Zanim zacząłem sklejać filmiki pokazujące moje życie w Stanach, robiłem tysiące zdjęć. W pewnym okresie na picturepush.com byłem "numer dwa" pod względem wysłanych fotek. (dziś, mimo, że od kilku lat praktycznie nie dodaję tam nowych zdjęć, ciągle jestem #5, z niemal 40 tysiącami fotek). Sporo z tych fotek jest na naszym forum, a amerykańskie cabovery znajdziesz w tym temacie:  http://katolik.us/viewtopic.php?f=10&t=541

     

    Mówiąc o filmach, to na mnie największe wrażenie w czasach, gdy byłem nastolatkiem zrobił "Znikający Punkt". Byłem w kinie osiem razy, by go obejrzeć, musiałem nawet sfałszować legitymację szkolną, bo był "od 18 lat", a ja miałem dopiero  szesnaście i głównie pod wpływem tego filmu zakochałem się w Ameryce. Natomiast Kenwortha, który grał w filmie "Smokey..." widziałem 10 lat temu w Charlotte i go sfilmowałem, nawet nie kojarząc, że to zestaw z tego filmu...   :(    https://youtu.be/1_GmiJOl9q8?t=829  

     

    Jeśli chodzi o klasyki filmowe z truckami, to, moim zdaniem, Konwój jest znacznie lepszym filmem niż "Smokey...", choć oba mi się podobają, natomiast nie bardzo mogę zrozumieć zachwyty nad innym "klasykiem drogi", filmem "Pojedynek na szosie".  To pełnometrażowy debiut Spielberga, podobno thriller, ale dla mnie to jeden z bardziej frustrujących filmów, może dlatego, że zbyt dobrze znam realia jazdy i ciężarówką i samochodem osobowym i po prostu sytuacje przedstawione na tym filmie są dla mnie raczej groteskowe, niż przerażające. 

     

    I na koniec jeszcze coś - muzeum trucków w Iowa 80, największym truckstopie w Ameryce. Niesamowite muzeum, fantastyczne eksponaty. Ostatni raz byłem w nim w ubiegłym roku:  https://www.youtube.com/watch?v=phPgd1uE7o8


  18. Super zdjęcia! 

     

    A jeździłeś kiedyś Internationalem Lonestar? 

     

    Nie, nigdy nie miałem okazji jeździć Internationalami nowej generacji. LoneStar w zasadzie jest zwykłym ProStarem, ze zmienioną maską silnika, wysuniętą do przodu osią i chromowanymi/polerowanymi zbiornikami paliwa i osłonami akumulatorów po bokach auta. Podobną rzecz zrobiło Volvo, wprowadzając model VT880, będący wersją VN780. Sam nawet chciałem kupić takiego "klasyka", ale za te głównie kosmetyczne zmiany trzeba było dopłacić kilkanaście tysięcy dolarów, więc pozostałem przy VN.

     

    LoneStar gdy się pojawił na drogach, szokował swym wyglądem, wzorowanym na pojazdach z lat trzydziestych ubiegłego wieku. Oprócz "normalnej" wersji była też wersja "Harley Davidson". Dziś już wszyscy zapomnieli o Volvo VT, ale LoneStar ma się dobrze i jest nadal oferowany. International znacznie odświeżył swe pojazdy, ale od zderzaka do przedniej szyby LoneStar chyba wygląda identycznie, jak w wersji sprzed faceliftingu. 

     

    Ja oczywiście, gdy tylko była okazja, a była to nowość, filmowałem te trucki. Nawet wlazłem do jednego z nich, chyba gdzieś u dealera w Utah:  https://www.youtube.com/watch?v=Wy4vFqKKffU

     

     

     Kenworth K100 też zawsze mi się podobał, mam nawet swój egzemplarz  ;)

     

    ???  :blink:   Prawdziwy? Czy 1:43? 


  19. Wracając do amerykańskich ciężarówek to dla mnie przeciekawe jest to, że silniki tych potworów bywały dwusuwowe... Nie wiem jak teraz jest w tych nowszych autach, ale kiedyś, Detroit Diesel, produkował doładowane silniki, właśnie dwusuwowe...

    two stroke charged diesel engine...

     

    Bardzo popularne zwłaszcza w autobusach, ale problemem było to, że były paliwożerne i trzeba było je remontować co 300 tys mil, czyli co rok - dwa. Odeszły w zasłużone zapomnienie. Dziś firma Detroit Diesel jest częścią koncernu Daimler Benz i produkuje nowoczesne czterosuwowe, DOHC turbodiesle dla Mercedesów. 

     

    Wypili,  bo w USA można prowadzić na  lekkiej bańce :D.

     

    "Zawodowcy" mają limit 0,4 promila, ale jak ich złapią, to muszą odpocząć 24 godzinki. 0.2 promila jest OK. Amatorzy ciągle 0,8, choć są naciski, by to zmniejszyć do 0,5. Każdy stan ma jakieś dodatkowe regulacje, zwykle polegające na dodatkowym zaostrzeniu kar, gdy zdwoimy poziom alkoholu, do tych 1,6 promili. Jak zwykle, Wiki szczegółowo omawia to zagadnienie:   https://en.wikipedia.org/wiki/Drunk_driving_in_the_United_States

     

    "-Dawno, dawno temu... - To jest bajka? _Nie, historia... "

     

    No więc dawno, dawno temu, gdy byłem młody i głupi, jechałem swoim truckiem przez Georgię, popijając cienkie, amerykańskie piwko z puszki i na wadze podjechałem do pomostu, na którym stał policjant i zaglądał do kabin ciężarówek. Spojrzał na to piwko i pyta: "Wie heißt er?" (No dobra, spytał po amerykańsku "co to jest?", ale tak mi się ta etymologia "wihajstra" podoba, że się nie mogłem powstrzymać  :lol: ) - a ja na to, że wczoraj, po robocie, wypiłem piwko i nie wyrzuciłem puszki. Uspokoiło go to i machną ręką, żeby jechać dalej. Później dopiero się dowiedziałem, że on po prostu nic nie mógł zrobić, bo Georgia była jedynym stanem, który nie zabraniał posiadania otwartego pojemnika z alkoholem w samochodzie. Dopóki nie byłem pijany, w Georgii mogłem legalnie popijać piwko jadąc 40-tonową ciężarówką. 

     

    Dziś mamy prawo federalne zabraniające przewożenia alkoholu w kabinie trucka, nawet w zalakowanym pojemniku. 

     

    A ja jestem od dwudziestu paru lat abstynentem, więc nie obawiajcie się. Niewiele, bo niewiele, ale trochę zmądrzałem w swoim życiu i wreszcie dodarło do mnie, że nie da się w żaden sposób pogodzić picia alkoholu i jazdy samochodem. co więcej, jestem wielkim zwolennikiem zabierania pijakom aut, sprzedawania ich na aukcjach i wspomagania z tych pieniędzy rodzin ofiar pijanych kierowców. 


  20. Zupełnie nie mam rozeznania w amerykańskich ciężarówkach. Kojarzę tylko Internationala, Kenwortha, Macka, Freightlinera i peterbilta ale jako dzieciak uwielbiałem Peterbilty. :)

     

    Dzisiaj mamy tylko cztery firmy produkujące ciężarówki w Stanach, siedem marek. Trzy z nich są także obecne na rynku europejskim. Potentatem jest największy producent trucków na świecie, czyli Daimler Benz, który w USA miał w 2018 roku 38,5% rynku. Większość z nich to Freightlinery, 2,5% procent to ciężarówki Western Star.   Drugi koncern to Paccar, rodzimy amerykański, który w Europie posiada firmę DAF, a w USA Kenworthy i Peterbilty. Ma w sumie 30% rynku, pół na pół na obie marki. Trzecie jest Volvo, które także posiada markę Mack (najstarszy producent trucków na świecie) i w Europie Renaulta, które miało 18% rynku - 11 Volvo, 7 Mack i jest jeszcze International, z 14% rynku. W sumie wszyscy w 2018 sprzedali około 250 tys dużych ciężarówek. Wiem, że raczej temat dość "niszowy", ale gdyby kogoś to interesowalo, to mamy na naszym forum wątek ze statystykami sprzedaży:  http://katolik.us/viewtopic.php?f=10&t=1134&start=45

     

    Ja, po rocznej przygodzie z wyleasingowanym Internationalem, przesiadłem się na kilkanaście lat na Kenworthy - miałem "cabovera" K100, klasyka W900 i parę "mrówkojadów" T600

     

    Potem były Volva i dziś także jeżdżę Volvo, choc już od siedmiu lat "na etacie", nie własnym. 

     

    Tu film, gdy wyruszam w ostatnią trasę moim pierwszym Kenworthem. Prawie 30 lat temu, a truck, z przebiegiem miliona km już był w agonalnym stanie. Dzisiejsze ciężarówki bez problemów robią do trzech milionów bez remontu silnika. Gdy sprzedawałem ostatnią ciężarówkę, miała niemal półtora miliona i nawet nie dolewałem oleju między wymianami, a wymieniało się co 40 tys km.

     

     https://www.youtube.com/watch?v=3QBx0ZjvojM

     

    Tu link do mojego forum, tematu z moimi ciężarówkami. Tymi, którymi tylko jeździłem i które miałem na własność:  http://katolik.us/viewtopic.php?t=557

     

     

    Było wzruszająco ze łzami w oczach czy na wesoło? ;)

     

    Generalnie rzecz biorąc było totalne zdziwienie, opad szczeny. Czasem się spotyka na obczyźnie rodaka, i jest miło. jak jeszcze jest to ziomal z Krakowa, to jest jeszcze milej. Jak z dzielnicy, to niemal jak brat, ale z jednej klasy? Zupełnie przypadkiem?   :blink:

    To nie był jakiś mój dobry kumpel, ale osiem lat siedzieliśmy w jednej klasie. Nie widzieliśmy się jednak 36 lat i trochę się zmieniliśmy. Trudno uwierzyć, ale w podstawówce naprawdę nie miałem wąsów, a po 36 latach wyglądałem jak zwierz. Tu fotka z naszego spotkania: 

     

    96e1feebe47ad165gen.jpg


  21. Oj, dawno mnie nie było, tyle zaległości...

     

    Ja jako małolat w Pewexie przy ul 18 stycznia (obecnie Krolewska) pierwszy raz zobaczylem Omege i zwariowałem ;)

     

    W czasach PRL-u zegarki z Pewexu trafiały czasem do Jubilera, a cena była przeliczana po państwowym kursie. Oczywiście nigdy nie trafiały na ladę, rozchodziły się po znajomych. Mama szwagra żony, właścicielka pracowni złotniczej na Jana, a więc znajoma pa kierowniczek Jubilerów, kupiła tak dla swych synów Rolexy. po cenie pięciokrotnie niższej niż ta Pewexowska. Pewnie  musiala się odwdzięczyć czekoladkami. :D  Mają te zegarki do dzisiaj. 

     

    Wczoraj odebrałem Scalę z DSG 7, nigdy nie sądziłem, że jazda automatem to taka frajda. Każde następne auto będzie ze skrzynią automatyczną. ...

     

    Zawsze powtarzam, że tylko ci, którzy nie spędzili kilku dni za kierownicą współczesnego auta z dobrym automatem twierdzą, że "tylko manual". 

     

    to Ty mnie szukałeś przy elco?
    co impreza
    pardon the kurz, kilka zdjęć z największego zlotu aut amerykańskich w PL

     

     

     

    Łezka się w oku kręci... miałem takiego Internationala, co prawda tylko w leasingu, ale i tak był to mój pierwszy "prawie własny"

     

    Scan10024.jpg

     

     

    skan684.jpg

     

    PCT 5L - żółte blachy i swapowany silnik? Może się mylę ale chyba oryginalnie tam nie było V10 z Vipera 

     

    Na zlocie klasyków w Lanckoronie parę lat temu widziałem Cadillaca na żółtych blachach z manualną skrzynią, z rocznika, w którym były tylko automaty. Chciałem, by właściciel podniósł maskę, bym zobaczył silnik, odmówił...  Po brzmieniu silnika także był to swap. 

     

    Ok w tym jaraniu się nowym autem, rozpędziłem się za bardzo. Tak czy siak, optuję jednak za silnikami spalinowymi... Mówienie, że elektryki to ekologia mnie nie przekonuje...

     

    Jazda elektrykiem dostarcza niesamowitych przeżyć. Mnie wystarczyło 15 minut za kierownicą LEAFa, by kupić dwa. 

     

    To się nazywa mieć szczęście!  :wacko:

     

    Jadąc dzisiaj do pracy, dojeżdżałem do znaku stop na lokalnej drodze, z której wyjeżdża się na drogę krajową. Główna trasa była pusta w obu kierunkach. Przede mną jechał bus, który zatrzymał się na stopie, włączył kierunkowskaz w prawo i ruszył. Ja dojechałem do białej linii i także się zatrzymałem. Niestety BMW jadące za mną myślało, że się nie zatrzymam na stopie i razem płynnie wyjedziemy za tym busem. I bammm, wjechał mi w tyłek!

     

    Jak się okazało, kierowcą tego BMW był mój najbliższy sąsiad, który kupił dom obok mnie i dopiero co się tam wprowadził. Dodam, iż zdarzenie miało miejsce ze 12 km od naszego miejsca zamieszkania na drugim końcu miasta. Mieliście kiedyś podobne okoliczności poznania nowego sąsiada?!  ;)       

     

    Ps.

    Na tym stopie w ciągu trzech ostatnich lat było już paręnaście wypadków, w tym dwa śmiertelne... :(

     

    Mój inny szwagier, pracując w RFN-ie zamieniał Golfa na Sierrę i sprzedał go swemu pracownikowi. ale ponieważ robotnicy wracali busem, którego mógł prowadzić tylko nowy nabywca Golfa, to szwagier wracał już nie swoim autem, a za nim nowy właściciel VWagena - i wjechał tym busikiem w tył swego nowego auta. 

     

     

    świat jest mały  :P

     

    Autentyczna rozmowa w Chicago koło mojego trucka z wielkim herbem Krakowa. Podchodzi jakiś gość i pyta: Jesteś z Krakowa? -Tak -A skąd? - Z Grzegórzek. - O, ja też. A gdzie chodziłeś do szkoły? Do ktorej klasy... itd. Po paru minutach okazało się, że to kolega z klasy, z którym razem chodziłem 8 lat do podstawówki. :D


  22. ...niestety cały czas każdy SUV prowadzeniem odstaje od dobrej limuzyny premium, praw fizyki się nie ominie...

     

     

    Jeśli będziesz miał okazję, przetestuj Alfę Stelvio. Jeśli wierzyć amerykańskim testerom, Włochom udało się oszukać prawa fizyki. :D 


  23. Problem z X3 w moim przypadku jest taki, że moja żona nawet nie chce patrzeć na ten samochód. Gdy kupowaliśmy jej 328 parę lat temu przetestowała iks trójkę i z pretensją w głosie zapytała: "Po co mi tu kazałeś przychodzić? Wolę swoje stare Audi". Po przejażdżce 328i już jej się Audi przestało podobać. :D

     

    Gdyby naszym nowym autem miał być Mercedes, prawdopodobnie byłby to sedan lub coupe C, albo E klasy. Jak na razie SUVy nie wchodzą w grę, choć te Jaguary wyglądają ponętnie...  Ale mojej żonie podoba się bardziej XK 150.  :ph34r:   https://youtu.be/TKzSOCTcbeo?t=170

×
×
  • Create New...

Important Information

We have placed cookies on your device to help make this website better. You can adjust your cookie settings, otherwise we'll assume you're okay to continue.