No, proszę Cię. Ja wiem, że już przywykliście do sytuacji, ale ja nie... Jest dla mnie nowa. To mogę być naiwny? Chcę stalową daytonę z białą tarczą. Ale nową z salonu. Co w tym dziwnego? Mam kaprys i nie uważam, że jestem jakiś dziwny. Ponosiłbym i pewnie poszłaby do ludzi bo mi się znudzi. A, że nie lubię takiego podejścia, że sprzedawca robi mi łaskę, że mi sprzeda, to się wewnętrznie burzę. Wchodzisz do salonu i pytasz, a ekspedientka /pardon, doradca high level/ z ledwo skrywanym uśmiechem patrzy mi w oczy i mówi, że co pan.... Mnie to obraża. Nauczyłem się w życiu traktować każdego każdego klienta tak samo.
Z dostawą. Ale będzie lipa... Glovo mówi, że nie da rady.