Zupka co prawda dawno już zjedzona, nie miałem czasu przepisu wrzucić. Na rosół użyłem całe dwie kaczki z podrobami i łapami (małe były), standardową włoszczyznę, cebule i sporo majeranku. Najpierw przez 1.5h gotowałem same kaczki, potem dorzuciłem warzywa z majerankiem i kolejne 2h gotowania. Po ugotowaniu rosołu, zlałem go do jednego z garnków, tak by mieć cały płyn w jednym garze. Mięso na chwilę zostało odstawione na bok. Czas na krew. Proporcja na oko - 6L rosołu/0.7 krwi. Krew już z octem, tak na prawdę nie mam pojęcia ile jej było w czystej postaci, przed zrobieniem roztworu. Była jej na pewno wystarczająca ilość, gdyż zupka nie wyszła cienka, a było by czuć za małą ilość krwi. Coś jak pomidorowa z za małą ilością pomidorów/koncentratu. Czuć, że trąci malizną. Do krwi dosypuję mąki przepuszczonej przez sitko, mieszam by dobrze ją rozprowadzić. Wsypałem niecałe 3 duże łyżki mąki pszennej. Po wymieszaniu całość przelać jeszcze przez drobniutkie sitko. Do takiego krwistego "zacieru" dolewam rosołu i rozrabiam. Nie wlewam krwi do rosołu, żeby się nie zważyła. Potem całość tej mieszanki, chochla po chochli daję do garnka z gorącym rosołem i powoli mieszam. Zagotuje na chwilę i gotowe. Rozlałem znowu na dwa garnki i wrzuciłem mięso. Czas na kluski. 4kg ziemniaków, krochmal z ziemniaków, 2 kubki mąki pszennej, 2 kubki mąki żytniej, 2 całe jajka, wytrzymałe bicepsy i tricepsy. Ziemniaki zetrzeć na tarce, odsączyć do oddzielnej miski i zebrać z dna krochmal. Do ziemniaków wjeżdża sypkie, krochmal i jaja. Zagniatam na jednolitą masę, mąkę stopniowo dozuję, jak dam niepotrzebnie za dużo, to kluchy będą twarde. Ciasto gotowe, duży garnek osolonego wrzątku, i z małego talerzyka małą łyżeczką kluska z kluską leci jedna za drugą Moje kluchy, to takie jak by ślepy robił. U babci każda była identyczna i takie małe, moje koślawe i duże ale za 40 lat pewnie będzie lepiej Co do samej zupy, trzeba po prostu lubić. Moja żona w życiu nie tknie, jej rodzice nie jedli i się nie palą. Dla mnie i mojej famili to prawdziwy rarytas. Miska czarniny z kluskami, baaajka. Do smaku dosłodziłem, bo ocet daje o sobie znać, trzeba zbalansować. Niektórzy dają suszone owoce - gruszki, śliwki, jabłka.