Kurcze - no za nic nie mogę się zgodzić z tym co kolega wyżej napisał. Gdybym nie próbował kupić wielu rzeczy po negocjacjach (czy targach jak kto woli) to tym samym nie trafiłbym na okazje. Nie ma w tym nic zdrożnego - jeżeli grzecznie pytam czy za cenę x, którą mogę zaoferować dany przedmiot "pójdzie" i słyszę, że nie, to ładnie dziękuję i próbuję szczęścia na licytacji lub szukam gdzie indziej.
Nadal - pewnie tak jak Narfas - przepłacam za zegarek, który mi się podoba, ale w propozycjach cenowych (oczywiście na jakimś poziomie kultury)nie widzę nic zdrożnego. To taki mały OT