Jump to content
Search In
  • More options...
Find results that contain...
Find results in...

Narfas

Użytkownik
  • Content Count

    1,465
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    5

Narfas last won the day on October 24 2015

Narfas had the most liked content!

Community Reputation

18 Początkujący

Informacje o profilu

  • Płeć
    Mężczyzna
  • Lokalizacja
    Poznań

Recent Profile Visitors

The recent visitors block is disabled and is not being shown to other users.

  1. To znaczy że producent nie robił ani nie zlecał produkcji własnych, unikalnych części, tylko z katalogów dobierał gotowe komponenty + zlecał dodruk swojego logo na tarczy, a potem tylko składał to do kupy albo i to ktoś robił na zlecenie. Czasem wystarczyło wręcz zlecić dodruk swojego logo u właściwego producenta zegarka, który też miał swoich podwykonawców itd. Na tym polega przemysł zegarmistrzowski, a nie na manufakturowym dłubaniu od podstaw (a i z tym bywa różnie). Normalne sprawy - nie sztuką było zrobić taki zegarek, sztuką było i jest - sprzedać. pozdrawiam Narfas
  2. Złoty zegarek damski, tzw/ "buldoczek", najprawdopodobniej z lat '50. Możliwe że producentem jest Aureole/Wolf, chociaż nie ma to większego znaczenia, bo zegarek wygląda na robiony "z katalogu". pozdrawiam Narfas
  3. Koperta jest standardowa. Brało się coś takiego od producenta i montowało gdzie akurat było potrzebne. Zazwyczaj w "portfelowcach", szczególnie z taką bulwiastą koronką (bo w samochodach montowano raczej odchudzone wersje). pozdrawiam Narfas
  4. Jak już tu zajrzałem, to zauważę że tego typu zegarki były montowane nie tylko w "portfelowcach" podróżnych i w samochodach (jak najbardziej fabrycznie, w latach '30 i '40) ale również w urządzeniach komunikacyjnych typu radiostacja polowa, chociaż widziałem też coś takiego wbudowanego w skrzynkę telegrafu (to ostatnie wydaje mi się rzadkością). Tak naprawdę to montaż na pierścień od szkła jest na tyle prosty, że można wymyślić do tego jeszcze inne zastosowania, podobnie jak dla chodzików montowanych w tubusie, które wsadzano do różnych fantastycznych obudów. Głównym zastosowaniem były jednak te portfele podróżne, bo w samochodach jednak lepiej sprawdzały się zegary montowane od przodu z obejmą przykręcaną śrubami albo od tyłu, bezpośrednio na tylni dekiel. Ale takie jak tutaj oczywiście też się zdarzały. Edit: nakręcane były tak jak tutaj, koronką. Nakręcanie pierścieniem kojarzy mi się raczej z latami '50 i '60, chociaż nie wiem kiedy się pojawiło - w sumie to ciekawe, można by poszukać... pozdrawiam Narfas
  5. Po prostu zdarzają się i tyle. To sytuacje, kiedy producent zegarka z tych czy innych względów zdecydował złamać tradycję czerwonych czy różowych kamieni łożyskowych. Bywają niebieskie, zielonkawe, przezroczyste... Użytkowo czy też technologicznie to nie ma kompletnie żadnego znaczenia - to jest (a przynajmniej powinien być) korund, barwiony przy hodowli w ten czy inny sposób. Nic mi o tym nie wiadomo, jakoby inne barwy kamieni były bardziej cenione kolekcjonersko czy prestiżowo, nic mi też nie wiadomo o wyspecjalizowanych kolekcjach, chociaż doświadczenie uczy że ludzie zbierają w zasadzie wszystko. Tak ogólnie, ot, ciekawostka. Tradycja wynika z niegdysiejszego dość powszechnego stosowania naturalnych rubinów w roli kamieni łożyskowych - chociaż ze względu na twardość zdarzały się i łożyska na bezbarwnych diamencikach[1]. Czerwone rubinki podrabiano, oczywiście, wstawiając tańsze i łatwiejsze w obróbce, a podobnie wybarwione granaty. Zdarzało się też szkło barwione na czerwono w masie, a znacznie później (lata '60 czy '70) nawet czerwoniutkie łożyska plasticzane[2]. Co do naturalnych i hodowanych rubinów. Naturalne posiadają często zanieczyszczenia, inkluzje czy mikropęknięcia, dyskwalifikujące je do zastosowań technicznych typu łożysko. Czasem są to rzeczy niewidoczne, które wychodzą po czasie. Takie niejednorodności bywają cenione jubilersko, ale zegarmistrzowsko - nigdy. Ogólnie: naturalne kamienie lubią pękać, nawet bez widocznych przyczyn. Rubiny hodowane w kontrolowanych warunkach nie posiadają tych przypadłości, a są przy okazji znacznie tańsze. Wnioski są oczywiste. Co do barwy niebieskiej: chodziło zapewne o bawienie termiczne elementów stalowych - zazwyczaj śrubek. To też kiedyś miało wiele sensu: ta niebieska powierzchnia to warstwa tlenków zabezpieczająca powierzchnię stopu zawierającego żelazo przed dalszym utlenianiem. Innymi słowy: rzecz jest zdecydowanie bardziej odporna na rdzewienie. W czasach powszechnej dostępności stali nierdzewnej, obrabiarek precyzyjnych, no i niklowania, to też nie ma innego sensu poza estetycznym - no, może jeszcze chodzi o wartość dodaną, mającą jakoś uzasadnić cenę zegarka. Przy czym jest bardziej upierdliwe w serwisie, bo zarysowanie warstwy tlenków jest prostsze niż łebka śrubki stalowej czy niklowanej, a oczywiście wypolerować tego potem nie sposób. Barwienie samo w sobie nie jest specjalnie skomplikowane, ale wybarwienie na dokładnie ten sam odcień większej partii materiału to już technologiczna ekwilibrystyka, a i tak odrzutów jest sporo, bo zawsze tu i tam pojawi się inaczej wybarwiona cętka. Innymi słowy: upierdliwe i w zasadzie bez sensu, ale jakiż to prestiż! pozdrawiam Narfas [1] stosowane rzadziej głównie ze względu na wyjątkową upierdliwość obróbki materiału [2] co miało, albo i nie miało sensu w zależności od użytego tworzywa sztucznego
  6. Co do różnic między naturalnymi a hodowanymi rubinami czy szafirami pełna zgoda, ale... ...tak naprawdę wszystkie tego typu bajery mają się nijak do jakości mechanizmu. Część z nich miała znaczenie praktyczne w XIX czy jeszcze na samym początku XX w., ale potem... potem mogła co najwyżej uzasadniać wyższą cenę, a ich użytkowe znaczenie uważam za raczej mizerne. Prawdę mówiąc widziałem chyba już zbyt wiele co najwyżej przeciętnych mechanizmów opatrzonych wszystkimi możliwymi bajerami[1], a i parę werków znakomitych, ale opierających się na przemyślanej konstrukcji, precyzji wykonania i znakomitych materiałach, a nie na różnych dokręconych i wyfrezowanych kawałkach... Jakimś wyjątkiem może być frezowanie pasów czy innych groszków, bo jednak utwardza powierzchniowo płytę i mostki[2] no ale jednak jak się wydaje zwykła warstwa niklu robi to jeszcze lepiej... Aha, i jeszcze jedno: hodowany korund jest bezbarwny, barwi się go solą chromową lub tlenkami na czerwono, różowo ("rubin") czy niebiesko albo zielonkawo ("szafir") jedynie ze względu na tradycję i nie ma to znaczenia praktycznego. Kiedyś może miało to jakieś znaczenie dla odróżniania jakości komponentów zegarka, ale od kiedy spryciarze zaczęli robić łożyska na szkle barwionym w masie na czerwono, to i producenci lepszych zegarków jakby odpuścili i mam chyba jeszcze jakieś zegarki całkiem renomowanych firm z bezbarwnymi korundowymi kamieniami - bo niby dlaczego nie. pozdrawiam Narfas [1] na czele tych bajerów stawiam idiotyczny (i jedyny) wielki szaton na osi koła minutowego, gdzie tak naprawdę nawet zwykły kamień nie jest szczególnie potrzebny [2] a to zawsze dobra rzecz opóźniająca utlenianie
  7. To niezupełnie tak. To jest tzw. AS Alertic od Adolfa Schilda. Firmy typu Doxa, Rado, Technos i wiele innych kupowały ten werk od producenta i tyle. Z kolei Rosjanie mieli sporo werków do których nabyli prawa w ten czy inny sposób (Hampden, LIP, Cortebert) i po pewnych zmianach produkowali je u siebie. Akurat w przypadku tego ASa nic mi nie wiadomo o zakupie licencji, więc być może po prostu zerżnęli ten werk bez pytania kogokolwiek o zgodę. Tak więc różne zegarki "zachodnie" mają werki od Schilda, niezależnie od tego co tam jest na tarczy, a radzieckie Signały i Poljoty budzki mają werki z Pierwszej Moskiewskiej Fabryki Zegarów. I tyle. W innym wątku ktoś pytał o dostępność wskazówki od budzika i napisałem co napisałem, bo rozmiarowo będą pasować od dowolnego zegarka na tym werku, niezależnie od pochodzenia. pozdrawiam Narfas
  8. Tissot typowy raczej dla lat '50 - przydałoby się podać numer seryjny dla dokładnego określenia. W przypadku tego drugiego, damskiego, lata '30 są rzeczywiście prawdopodobne. pozdrawiam Narfas
  9. Mnie bardziej intryguje kiedy kupili licencję i czy przed 1945 wyprodukowali jakieś rzeczywiste prototypy, (a nie po prostu pierwszą partię na rynek). Co do 1945 to Ender pokazywał stronę wcześniej stosowny dowód: To jest oczywiście dokument z Penzy, ale znakomitą większość prac badawczo-rozwojowych prowadzono jednak u Kirowa, co otwiera pole do spekulacji. Oczywiście rozumiem co piszesz i te marne 700 sztuk jest zastanawiające, ale, powiedzmy, doświadczenie uczy, że w pierwszych, trudnych latach cokolwiek wyprodukowali od razu trafiało na wyposzczony rynek, a dopiero kiedy produkcja się rozbujała coraz więcej części trafiało na półki, bo montownia nie nadążała za tempem produkcji części. pozdrawiam Narfas
  10. Popularny szwajcarski lub francuski cylinderek "pin-set" jakoś tak z lat 1905-1915, no-name. O produkcję werku można podejrzewać firmę FHF, ale tak naprawdę to cholera wie. Sprężyna i włos to pikuś, jeśli sam cylinder jest wytarty to absolutnie nie opłaca się naprawiać. pozdrawiam Narfas
  11. Bardzo ciekawy post, ale nadal jestem podejrzliwy. Typografia w tych puncach do niczego ówczesnego mi nie pasuje, ale odkopię i pooglądam jeszcze swoje najstarsze Pobiedy i Zwiezdy. Edit: wg w miarę oficjalnych danych w 1945 z Penzy wypuszczono 700 sztuk zegarków Pobieda, ale jestem podejrzliwy co do takiego sygnowania.. pozdrawiam Narfas
  12. Mi tam tylko nie pasuje jedna śrubka kopertowa. Ładny egzemplarz, ciekawe jak to się skończy. pozdrawiam Narfas
  13. Eeee... to powyżej to już hippie z późnych lat '60 i z lat '70, nie żadni bikiniarze. W latach '50 czy tam jeszcze '60 wyglądało to tak: Przetrwały nawet jakieś artefakty, zwracam uwagę na buty "na słoninie". Edit: jeszcze filmik. https://www.youtube.com/watch?v=Ys7ywCbpZlY pozdrawiam Narfas
  14. Barwienie sztucznych rubinów ("hodowanych") na różowo czy czerwono wynika jedynie z tradycji. Korund to korund, zwyczajowe nazwy jubilerskie (szafir, rubin) wynikają z różnic w naturalnym wybarwieniu. Hodowane rubiny można wybarwić jak tam się chce - albo wcale. Pod dodaniu soli chromowej zamiast białego szafiru otrzymujemy różowy lub czerwony rubin. (to na drugiej focie to akurat kryształ krzemu, ale zasada jest podobna) pozdrawiam Narfas
  15. To prawda, stare szkiełka celuloidowe używane w okresie międzywojennym miały tendencję do żółknięcia i kruszenia. Po wojnie używano szkiełek z pleksi, które mniej się starzeją (mniejsza tendencja do żółknięcia, obkurczania i kruszenia), no i nie są tak łatwopalne. A takie pleksi o dość żarówiastych barwach, barwione w masie, cieszyły się pewną popularnością wśród bikiniarskiej młodzieży przełomu lat '50 i '60. Były wtedy dostępne u zegarmistrzów (głównie w latach '60) i w prosty sposób zmieniały wygląd nudnawych zegarków. pozdrawiam Narfas
×
×
  • Create New...

Important Information

We have placed cookies on your device to help make this website better. You can adjust your cookie settings, otherwise we'll assume you're okay to continue.