Gospodarka tamtych czasów, w obszarze działalności indywidualnej i pół-indywidualnej, miała zrzeszenia, spółdzielnie i cechy (to w zależności od tego co się robiło). Ale każdy z tych tworów miał Pana Zaopatrzeniowca.
A jeśli Zaopatrzeniowiec był dobry, to miał kontakty, dzięki którym mógł załatwić:
1) rzeczy bezpośrednio potrzebne;
2) rzeczy potrzebne innym, które można było wymienić na przysługę albo pkt. 1.
I to się jakoś kręciło o dziwo.
(ZURTy miały dodatkowo pakiety części z przydziału. Oczywiście nie wszystkie części były w danym punkcie potrzebne, ale brało się wszystko a następnie działał Pan Zaopatrzeniowiec)