Podzielam to podejście. Inwestycja w dzieci nie jako skarbonkę, ale po prostu brak dodatkowych problemów na starość. Od myślenia o ich niepewnej sytuacji, po nieustanne wspomaganie finansowe dorosłych ludzi często już z własną rodziną. Ileż to takich przypadków wokoło. Poza pewnie niewielkim procentem losowo uzasadnionych, to są błędy rodziców z etapu dorastania i edukacji dzieci.
Ale co innego mnie ciekawi. Masz znacznie młodsze dziecko niż moje. Miałem podobne podejście, poza płatną szkołą, dzieci robiły milion rzeczy od zajęć artystycznych, przez nauki ścisłe po sport. I co ciekawe w zasadzie niczego na siłę (poza korkami z matematyki ) Wiem, że to wszystko, co dziecko przechodzi w jakiś sposób je buduje i wyposaża na przyszłość. Ale czy tego wszystkiego nie było za dużo? Nie potrafię na to odpowiedzieć z pełnym przekonaniem, ale mam podskórne wrażenie że trochę tak. Że czasu na samodzielne rozporządzanie swoim czasem, szczególnie u starszych dzieci było chyba za mało. A to też jakaś forma nauki. Nie wiem, gdybam, zastanawiam się, jakie wnioski mają inni rodzice, którzy poszli drogą dawania solidnej wędki, a nawet całego ich pęku 🤔