Ja co jakiś czas łowię karasie złociste, ale to faktycznie rzadka już ryba. Jednak nie zgodzę się z Piotrem, bo moim zdaniem w smaku nieporównywalnie lepsza od karasia srebrzystego, a ponadto ma znacznie mniej ości. Natomiast moją ulubioną rybą są liny, potrafią wspaniale walczyć, a także świetnie smakują. Co do łowienia, to nie lubię sztucznych zbiorników. Preferuję naturalne, nieco dzikie jeziora, chociaż o efekty jest tam znacznie trudniej, tym bardziej jeśli łowi się od przypadku do przypadku, bez wcześniejszego nęcenia. Niemniej okoliczności przyrody mi to rekompensują, nawet jeśli finalnie wracam "o kiju". A jeśli chodzi o coraz bardziej wszystkich rozpalającą kwestię c&r, to zdecydowanie najbliżej mi do stanowiska Piotra. Ja też lubię zjeść własnoręcznie złowioną rybę, tym bardziej, że nie łowię w śmierdzących mułem stawach. Ale nigdy nie zabieram więcej niż dwóch sztuk i oczywiście wypuszczam wszystkie zbyt małe (nie tylko nie wymiarowe) oraz nie zabieram rekordowych okazów, bo zwyczajnie szkoda mi zabić rybę, która już tyle przeżyła i tyle jeszcze może zrobić w kwestii materiału genetycznego, a z drugiej strony zazwyczaj nie smakuje zbyt dobrze.