Co do SUV-ów czy jak im tam;) Chodziło mi o tą dziwną modę, kiedy Kowalski nie mający żadnego pojęcia o motoryzacji (albo co gorsza mający jakiekolwiek pojęcie) kupuje nowego "SUV-a" z napędem na jedną oś (wspomniana przeze mnie "ośka", przeważnie przednia w nowych cudakach), mieszka na osiedlu nowych "apartamentowców", które są po prostu blokowiskiem, dojeżdża do pracy 30-40 km w obie strony po równym asfalcie, a poza tym jeździ służbowo po krajówkach, ekspresówkach i autostradach. A w wakacje jedzie nad polskie albo chorwackie morze. Jakie korzyści daje mu taki samochód? Nie za wiele. Przecież za podobne pieniądze lepiej kupić coś z wypasionych kompaktów z lepszym odejściem i trakcją, mniejszym zużyciem paliwa i niższymi kosztami serwisu. Skoro jeździ się tam, gdzie jeździ. Co do Patroli, Pajero, Defenderów itp. - nawet, jeśli jak ktoś tu napisał, są to często niedoinwestowane monstra, to jeżeli są świadomie używane przez swoich właścicieli do pracy lub hobby lub po prostu dla fanu, to zupełnie co innego. Bo ich właściciele są zazwyczaj (podkreślam, zazwyczaj) w 100% świadomi swojego wyboru i związanych z nim korzyści, ale też kompromisów i kosztów. Te klasyczne samochody terenowe (zauważcie, że pojęcie SUV powstało nie tak dawno) to zazwyczaj nie są mistrzowie autostrady czy krętej drogi, ale jak napisał Adi, z "wydmuszkami" robią co chcą. I dla mnie to jest sedno sprawy. Jeżeli ktoś wybiera samochód w pełni świadomie, znając jego możliwości i ograniczenia i dopasowuje ten wybór do swoich realnych potrzeb, to chwała mu za to. Ale jeżeli ten wybór jest podyktowany wyłącznie modą i tym, co ma sąsiad, to z takimi "kierowcami" na blokowym parkingu wolę pogadać o pogodzie, a nie o samochodach, nawet jeżeli sami zaczynają ten temat...