Siedzę sobie z boku i czytam Wasze wpisy w imię obrony polszczyzny...Twój @ireo spodobał mi się szczególnie, dlatego chciałbym nieco odwrócić perspektywę.
Załóżmy, że jesteśmy w tym zacnym hotelu i zajadamy przepyszne śniadanko w hotelowej restauracji. Razi nas młodzian w kąpielówkach, ale plamy po maśle na koszuli już nie. Bolą nas klapki na jego nogach, ale nieumyte ręce po toalecie nam nie przeszkadzają. Oburzamy się na jego sportowy podkoszulek, ale puszczenie bąka przy stole jest akceptowalne, gdy nikt nie zauważy.
Dlaczego tak piszę? Dlatego, że w co drugim tutaj wpisie pojawiają się proste błędy: zjedzona litera, nieodmieniony wyraz, brak przecinka. Zarzucacie natomiast innym błędy w związkach frazeologicznych...wziął na tapetę - mój Boże, jakie to prostackie! Zasypywał gruszki w popiele!!! - no nie mogę, jak się tak można wysławiać?
Wyśmiewanie (ok, nie wyśmiewanie, bardziej wytykanie) czyichś błędów językowych przy jednoczesnym własnym niedbalstwie to nie jest walka o polszczyznę, a najzwyklejsze w świecie wymądrzanie się. Każdy popełnia błędy, to oczywiste, ale zacznijmy walkę o polszczyznę od poprawnego pisania, od sprawdzania tego, co podpowie nam tłumacz w telefonie, od dbania o ą, ę, ć. Jasne, zwracajmy uwagę na związki frazeologiczne, na poprawne odmienianie przez przypadki, ale po pierwsze zwalczajmy niechlujstwo. Postawmy ten przecinek, dorysujmy ogonek do literki, dbajmy o takie proste rzeczy...w ten sposób walczmy o polszczyznę - bądźmy wzorem, a nie moralizatorem.