Skocz do zawartości
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki, które zawierają...
Szukaj wyników w...

Rekomendowane odpowiedzi

Zaczynam oglądać... Kinga jest świetna...

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Napisano (edytowane)

Kapitalna kompilacja. Pierwszy utwór genialny!! Można posłuchać całej płyty na YouTube po kliknięciu na YouTube. Polecam. Druga cześć, żółta, już prezentowałem, też świeta.

 

 

 

20260218_155005.jpg

Edytowane przez GostRado

=> Joie de Vivre <=

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Napisano (edytowane)

W tym roku 100 rocznica urodzin Coltrane'a, z tej okazji szykuje się sporo nowych wydawnictw, w tym mityczne ( jak złoty pociąg ) ale faktycznie istniejące Tiberi Tapes.

 

https://www.jazzwise.com/news/article/coltrane-100-landmark-album-reissues-announced-for-john-coltrane-s-centenary

 

Z tej okazji pojawiło się też wideo do otwierającego A Love Supreme utworu Acknowledgement zrealizowane w Van Gelder Studio z wystrojem odtwarzającym dzień nagrania.

 

 

Edytowane przez Bugs

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Świetny album, a głos Tami 👍👍

 

 

 

Poniższy utwór to KOSMOS:

 

 

 

 

 

 

 

20260226_190613.jpg


=> Joie de Vivre <=

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Wow

 

 

 


=> Joie de Vivre <=

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

 

 


=> Joie de Vivre <=

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Polecajka ode mnie...

spacer.png

I moje Instagramowe wynurzenia sprzed tygodnia... 

Ostatnio był metal, więc teraz dla odmiany jazz. Dziś wybrałem do posłuchania jedną z tych płyt, które dla mnie mogłyby się nie kończyć. Mam na myśli album Billa Evansa pt. „You Must Believe In Spring”. Został on zarejestrowany w 1977 r. w Capitol Studios podczas trzech sesji nagraniowych w dniach 23, 24 i 25 sierpnia. Oprócz Evansa skład zespołu uzupełnili kontrabasista Eddie Gomez oraz perkusista Eliot Zigmund. Tytuł  płyty „You Must Believe In Spring” ma wymiar pozytywny, gdyż wiosna jest symbolem odrodzenia, nadziei na nowe życie. W rzeczywistości autor dzieła próbował znaleźć w sobie pokłady optymizmu w sytuacji beznadziejnej. W momencie nagrywania albumu Evans był wycieńczony alkoholem, narkotykami i nadużywaniem leków. Miał marskość wątroby, owrzodzenie żołądka i co jakiś czas mierzył się z nawracającym zapaleniem płuc. Cierpiał lecz w sposób absolutnie fenomenalny przełożył to cierpienie na muzykę jaka zasiliła album. Utwory przepełnione są nostalgią, smutkiem, ale też chwilami optymizmem. Mnóstwo w nich emocji wyrażonych w postaci pięknych, choć także mrocznych melodii nasyconych nienarzucającą się aczkolwiek błyskotliwą improwizacją. Odbiór zamysłu twórczego artysty ułatwia świetna realizacja nagrań zbudowana w oparciu o kontrast brzmień. Fortepian Evansa brzmi nieco jasno i jest wyeksponowany wraz z kontrabasem. W tle pobrzmiewa perkusja, choć warto zaznaczyć, iż sekcja rytmiczna dostała stonowaną, ciemną barwę, co w opozycji do brzmienia fortepianu zapewnia doskonały wgląd w nagrania. Na płytę składają się dwie autorskie kompozycje Evansa czyli otwierający „B Minor Waltz (For Ellaine)” oraz „We Will Meet Again (For Harry)”. Resztę uzupełniają interpretacje utworów innych autorów, jednakże dobrane i zagrane tak, że nie ma wątpliwości co do obcowania z dziełem nietuzinkowym. Niestety nad „You Must Believe In Spring” zawisło fatum, gdyż miesiąc po nagraniu płyty trio rozpadło się, a dzieło wylądowało w zakamarkach wytwórni. Była to też jedna z ostatnich płyt studyjnych, jakie zarejestrował Bill Evans. Pianista zmarł 15 września 1980 r., a album „You Must Believe In Spring” został wydany już po jego śmierci czyli 2 lutego 1981 r. Pozostała piękna muzyka.

A już niedługo więcej takich recenzji na chronomaster.pl. :) Postanowiłem wrócić do mojej strony internetowej, a będę pisał oczywiście o zegarkach i (nowość) o muzyce. Zmiany będą duże, ale mam nadzieję, że przypadnie Wam do gustu moja nowa koncepcja na witrynę. Artykuły będą krótsze, ale niezmiennie ciekawe. Na razie uporządkowałem na stronie to, czego nie widać, a teraz biorę się za treść. 💪

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

spacer.png

Dziś 15 marca 2026 r. Tego dnia mija 10 lat od daty śmierci japońskiego pianisty jazzowego - Ryo Fukui. Fukui to intrygujący artysta, gdyż przygodę z muzyką zaczął dość późno, bo w wieku 18 lat. Wówczas sięgnął po akordeon, by cztery lata później rozpocząć naukę gry na fortepianie. Co więcej, był samoukiem, a to samo w sobie jest dość zadziwiające. Oczywiście na naukę gry na pianinie w teorii nigdy nie jest za późno i można nawet osiągnąć umiejętości dające możliwość brzdąkania w zaciszu domowym. Jednak gra predestynująca do nagrywania płyt oraz tworzenia kompozycji wymaga biegłości znacznie wykraczającej poza amatorskie zdolności zwłaszcza na polu jazzowym. Fukui niewątpliwie miał talent pozwalający wyrosnąć ponad przeciętność. Niemniej od razu nadmienię, że daleko Japończykowi do Billa Evansa czy Ahmada Jamala. Co prawda dźwięki stawia pewnie, z mocną artykulacją, ale jego gra jest jednowymiarowa, co po jakimś czasie zaczyna nudzić. Przydałoby się trochę żonglerki nastrojem, zwiewności, różnicowania siły z jaką atakowany jest dźwięk. Jeżeli przebrniemy przez tę jednostajną grę Fukui, to w twórczości Japończyka odnajdziemy mnóstwo pięknych melodii, które nie są tłamszone szaleńczą improwizacją „gnębiącą” temat kompozycji. Oczywiście nie jestem przeciwny improwizacji (jeszcze na głowę nie upadłem), ale czasem człowiek potrzebuje oddechu od „rzeźni”, choćby to była sztuka przez wielkie „S”. Miło jest zrelaksować się przy dobrej muzyce, która co prawda nie podąża w rejony nietuzinkowej maestrii, ale nadal jest jakościowa. W końcu nie każdy musi być Mozartem, Chopinem czy Lisztem aczkolwiek Fukui, jak na samouka, osiągnął ponadprzeciętną biegłość gry na fortepianie, która w odbiorze sprawia dużo radości. Muzyka Fukui jest prosta, lekka, więc może przypaść do gustu początkującym fanom jazzu. Od czegoś trzeba zacząć, a ułatwia to twórczość Japończyka, w której odnajduję melodyjność albumu „Time Out” Dave’a Brubecka. Co prawda płyta Brubecka potrafi też zachwycić nietypowymi podziałami rytmicznymi, jakie trio Fukui traktuje dość oszczędnie, ale i tak jest świetnie. Dziś do posłuchania wybrałem dzieło pt. „Mellow Dream” dla relaksu bez napinki, co i Wam polecam. Warto.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Świetna płyta w super jakości:

 

 

 

Cała ścieźka:

 

 

 

 

20260319_162846.jpg

20260319_162826.jpg

20260319_162836.jpg


=> Joie de Vivre <=

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

 

 

 

Podobno wygenerowana przez AI 

 

Edytowane przez GostRado

=> Joie de Vivre <=

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
W dniu 14.03.2026 o 21:12, McIntosh napisał(-a):

już niedługo więcej takich recenzji na chronomaster.pl. :) 

 

Poczytałbym, ale niestety

image.thumb.png.d8dbe17b8296a2dde555c8d72345688c.png


- ireo

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

  • Ostatnio przeglądający   0 użytkowników

    Brak zarejestrowanych użytkowników przeglądających tę stronę.

×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę.