Jump to content
Search In
  • More options...
Find results that contain...
Find results in...

ireo

Użytkownik
  • Content Count

    83
  • Joined

  • Last visited

Community Reputation

2 Początkujący

Informacje o profilu

  • Płeć
    Mężczyzna
  • Lokalizacja
    Teraz Polska!
  • Hobby
    zegary i zegarki (duże i małe), fotografia (film's not dead, it just smells funny), rysunek, polskie 20-lecie, ogród, psy i koty, motocykle, hi-end audio i jeszcze parę
  1. ireo

    Orient'y forumowiczów

    Fajnie rozwiązana graficznie tarcza w tym M-Force, podoba mi się. Dałbym mu pasek, np. taki https://www.watch-band-center.com/watchstrap-p7591h254s258-Watch-band-Jena-22mm.html. Tymczasem wrzucam Orienta na pasku z dziurami. Znalazłem taki w szufladzie i powstało konfliktowe zestawienie divera z paskiem typu "racing holes", w stylu zaczerpniętym ze sportu samochodowego.
  2. Pierwotnie tekst został zamieszczony w dziale o zegarkach Orient http://zegarkiclub.pl/forum/topic/32066-orienty-forumowicz%C3%B3w/page-279?do=findComment&comment=2541474 ale bardziej pasuje tutaj. Zwłaszcza, że mowa też o zegarkach innych marek: Seiko i Omega. I o kolorach. Jeśli dobrniesz do końca, to będzie znaczyć, że przeczytałeś aż 13 paragrafów (w dodatku coraz dłuższych, jak sury w Koranie) i jesteś miszczu. A jeśli czujesz potrzebę, żeby mi się odwdzięczyć, to zaczynaj od słowa "mnie" takie zdania, które zamierzałeś zacząć od "mi" (np. "mnie się podoba" - tak jest prawidłowo, bo zaimek jest na początku). Będę zachwycony, dziękuję. Mój pierwszy Orient, a od razu uzależnia. Werk, szafir, look, koronka na 4 - dla mnie same zalety. Dam dłuższy opis, bo po pierwsze uważam, że warto docenić ten model (na zdjęciu wersja RA-EL0003B00B), a po drugie zwracam uwagę na nieco inne rzeczy, niż autorzy większości opinii w internecie (nie tylko o zegarkach). Jak wiecie, nabywcy zegarków dzielą się na zwykłych użytkowników i freaków, przy czym na świecie przeważa kategoria pierwsza, a na niniejszym forum raczej ta druga. Kategorii pierwszej powiem, że Orient Triton to zegarek wysokiej jakości, który można mieć za naprawdę nieduże pieniądze (jak na segment rynku i jakość, które prezentuje), dlatego warto go przynajmniej obejrzeć i przymierzyć. Kategorii drugiej, do której mi bliżej, muszę napisać trochę więcej. Od razu powiem, że dotąd moimi ulubionymi zegarkami były Omegi, Speedmaster Day-Date 3520.50 (https://www.fratello...r-day-date-mk40) a potem Seamaster AT 2503.33 (https://www.omegawat...ometer-25033300). Nie żartuję. Tzn. nie chodzi mi o to, żeby twierdzić, że "Orient jest lepszy od Omegi" albo coś w tym stylu, tylko żeby pokazać, że ten Orient może się znaleźć w tej samej kolekcji, co zegarki z innego przedziału cenowego i pod pewnymi względami wybitne, a poza tym, że może podobać się komuś, kto na ogół wybiera zegarki zaprojektowane spokojniej; może też sportowe w charakterze, ale nie aż tak. Z Orientem było tak: od dawna bardzo cenię markę Seiko (znów nie żartuję; wiem, miało być o Oriencie, ale historia zaczyna się od Seiko). Grand Seiko pominę, chociaż chciałbym mieć, a z "normalnych" Seiko bardzo podobają mi się klasyczne divery (również te umiejętnie odświeżone, takie jak nowy "żółw", ale z wyjątkami, do których należy przekombinowana wzorniczo seria Velatura). Dlatego "żółw" mnie nęcił. Początkowo był to model SRP775K1 (wersja "J" chyba też występuje, ale nie spotkałem się), bo złote cyferki na lunecie nadają mu fajny vintage look i przypominają o długiej historii tego modelu. Za złotem w zegarkach nie szaleję, ale w tym żółwiu jakoś mi to grało. Potem odkryłem, że istnieje "żółw" całkowicie złoty (tzn. PVD; diver w kopercie z litego złota to by już było przegięcie, chociaż np. w Dubaju albo w Las Vegas mógłbym to sobie wyobrazić, ale nie w Europie). Chodzi o model Seiko SRPC44. Patrzysz na to i myślisz: "o kurde, ale obciach...". Patrzysz drugi raz i myślisz: "w sumie, ma coś w sobie...". Patrzysz trzeci raz, przymierzasz i kupujesz. Tak mogło być, ale nie kupiłem, bo jednak tyle złota na zegarku znieść nie jestem w stanie. Zwłaszcza na diverze, grubym i wykonanym "przeciwpancernie". Prawdę więc mówiły badania rynku, zlecone przez Seiko, że ta złota cegła nada się świetnie na rynek amerykański, ale już na europejski nie za bardzo. Dlatego SRPC44 dostępny jest wyłącznie w USA (ktoś go tam nazwał "C3PO", ale nie był to George Lukas) i jeszcze gdzieś na Dalekim Wschodzie, a w Europie nie. Co nie znaczy, że nie można go sprowadzić, jeśli ktoś chce. Nie chciałem, szukałem dalej. To ciągle nie było to, zwłaszcza że typowy problem w "żółwiach" to niedokładne położenie pierścienia z podziałką, tego pod szkłem, nałożonego na tarczę (misaligned chapter ring). I jeszcze bardzo podobał mi się "kultowy" SKX z koronką na 4, ale tarcza już mniej. Tak trafiłem na Orienta. Nazwa kojarzyła mi się kiedyś głównie z zegarkami typu "patelnia" (modele zwane "cesarskimi" albo multi-year, z wiecznym kalendarzem, który wyglądał dziwnie, ale nadal jest to produkowane w kilku kolorach tarczy), czyli niezbyt dobrze. "Patelnie" przyćmiły w moich oczach inne zegarki tej marki, które często bywały piękne, jak wiele egzemplarzy Orient Star albo Bambino. A spośród diverów Orienta znałem dwa bieguny: profesjonalny Saturation Diver (OSD) i bardziej codzienny Mako (są trzy generacje i na tym koniec, bo teraz już ma się to nie nazywać Mako, żeby klientom trudniej było się zorientować; przy okazji, marketing ma Orient beznadziejny, jeśli traficie na YouTube na reklamę Tritona, to nie oglądajcie). A Triton ma właśnie wypełniać miejsce w ofercie pomiędzy Mako a OSD. Doradzam nie sugerować się za bardzo zdjęciami (załączam jedno, inni mają o wiele lepsze). Przede wszystkim, na zdjęciu nie widać głębi, która gra tu znaczną rolę (i pewnie w każdym diverze, bo to są zegarki z głęboką kopertą - inaczej mówiąc, wysoką - więc od górnej powierzchni szkła do tarczy jest dużo dalej, niż w normalnym zegarku, i na żywo tę odległość widać, a na zdjęciach nie). Na zdjęciach nie widać też, jak ten zegarek leży na przegubie. Trzeba go poczuć na nadgarstku, a dla oceny wyglądu zobaczyć całą rękę, nie tylko przegub. Wiecie, dlaczego koronka na godzinie czwartej tak dobrze wygląda na nadgarstku, chociaż niekoniecznie na zdjęciach? Bo przy swobodnie wyprostowanej dłoni zgadza się z położeniem kciuka (pomijam aspekt użytkowy, że taka koronka nigdy nie hamuje zakresu ruchu w nadgarstku, mimo rozmiarów koperty). Dlatego taki zegarek wygląda na ręce jakby tam był od zawsze. Chociaż nie na każdej ręce, oczywiście. Przed zakupem, jak wiadomo, spędzamy długie godziny robiąc research, czyli ryjąc we wszystkich możliwych wpisach internetowych, zdjęciach i filmikach na temat zegarka. Tak robi każdy normalny freak, więc ja też. I jeśli autorzy tych wpisów na coś w Tritonie narzekają, to na ogół na bransoletę. Że klekocze, że zawias przy zapięciu ma tłoczony a nie frezowany, że przedłużenie bransolety (takie na kombinezon) jest na dodatkowym zawiasie ale bez zapadki, itd. Inni odpowiadają, że to przesada, bo to jest normalna solidna bransoleta z pełnymi ogniwami i nie ma na co narzekać, a zegarek i tak najlepiej wygląda na pasku. Możliwe. Ja myślę, że po prostu trzeba samemu obejrzeć i się przekonać. Osobiście do zawiasu nic nie mam, a moja bransoleta nie klekocze, bo nie zapinam jej z dużym luzem. Muszę natomiast przyznać, że czasem bransoleta potrafi... zaskrzypieć (dźwięk jak zawias od furtki, tylko bardzo cichy), tak że może coś w tych negatywnych komentarzach jest, ale mnie to wygląda bardziej na szukanie dziury w całym (szczególnie przy tej cenie). Jeszcze o bransolecie, ma ona tę cechę, że jest dosyć sztywna. Tzn. zegarka z rozpiętą bransoletą nie położy się zapięciem w dół na stole zupełnie na płask, koperta będzie uniesiona ponad stół. W drugą stronę wszystko w porządku, czyli na ręce bransoleta układa się tak, jak powinna. Przy dopasowaniu rozmiaru trzeba zwrócić uwagę na to, ile ogniw zdjąć z której strony (dla mnie to ważne, w Oriencie zdjąłem dwa od strony godziny 12 i jedno od 6, dopiero wtedy było dobrze), a przede wszystkim na tuleje wewnętrzne. Tuleje potrafią być denerwujące, bo są małe i łatwo je zgubić, dlatego trzeba zdejmować ogniwa bez pośpiechu i nad jakąś bezpieczną powierzchnią (kuweta, pokrywa dużego pudełka, itp.). W niektórych Seiko tuleje umieszczone są na końcu każdego z trzpieni bransolety (wtedy przeciwny koniec trzpienia jest pogrubiony), a w Oriencie bliżej środka (trzpień bez pogrubień), wewnątrz kanału środkowej części ogniwa. Stąd mogą się brać uwagi o hałasującej bransolecie, bo przy takiej konstrukcji łączeń ogniwa mają większy zakres bocznego ruchu wahadłowego (w płaszczyźnie ogniw bransolety, musiałbym to narysować albo sfilmować). Jeden Amerykanin wypowiedział się o tej bransolecie, że jest niedokładnie wykonana, bo segmenty łączące bransoletę z zegarkiem nie przylegają dobrze do koperty. Jest to przykład autora, który zakwalifikował jako usterkę coś, co było celowym zabiegiem projektanta. Chodzi o to, że ten segment (wypełniający miejsce między ogniwem bransolety a kopertą, między uchami koperty) został tak opracowany, żeby pokazać fragment bocznej powierzchni koperty, wypolerowanej na lustro. Dzięki temu zabiegowi całość wygląda lżej, po prostu lepiej. Można też spotkać komentarze na temat zbyt krótkiej, zdaniem autorów, wskazówki minutowej albo godzinowej (nonsens), albo o koronce, że po okręceniu i odciągnięciu za bardzo się chwieje na boki, a potem trzeba "trafiać w gwint" żeby ją z powrotem dokręcić (nie zauważyłem; moim zdaniem sztuczny problem). Komuś nie podoba się brak ramki na okienku daty, komuś położenie tej daty na 4, komuś półkolisty indeks sąsiadujący z datą, a komuś innemu to, że data w ogóle jest. Dajcie spokój. Poza licznymi dalszymi niuansami, o których nie będę pisał (wybaczcie, umiłowani bracia freaks, ale w końcu to tylko zegarek), pozostaje doniosła kwestia: jaki kolor wybrać? Są tacy, którzy kupują trzy Tritony (niebieski, czarny i czarny ze złotym), bo nie mogą się zdecydować. Ja też nie mogłem, więc - zamiast wydawać duże kwoty - stoczyłem ze sobą walkę wewnętrzną. Niebieski jest piękny, to wie każdy, kto kiedykolwiek zakochał się w dziewczynie o niebieskich oczach. A Orient potrafi zrobić szczególnie piękny odcień niebieskiego (widać na zdjęciach w wątku). Ale mimo wszystko (tzn. mimo to, że do mojej skóry, oczu, koloru włosów i ubrań, niebieski mało pasuje) w tym pięknym niebieskim Tritonie denerwowały mnie szczegóły: czarne wgłębienie w poprzek koronki (idealnie pasujące do czarnej tarczy i lunety, ale za cholerę nie do tej niebieskiej) i czarne tylne końce wskazówek (myślę, że zostawione w tej wersji tylko po to, żeby czarny pasek na koronce tak bardzo nie raził i miał do czego pasować). Czarny też jest piękny (też widać na zdjęciach kolegów). Dyskretny, mimo typowej dla diverów masywności, understated, coś dla prawdziwych mężczyzn. Szacun. I ta czerwona wskazóweczka rezerwy, co w żadnej innej wersji kolorystycznej nie wygląda tak dobrze. Tylko, jak się potem popatrzy na wersję ze złoceniami, to te złocenia trochę "podkręcają" całość. Nie bardzo, tylko trochę, więc nie wygląda to tak obciachowo jak C3PO. I wtedy okazuje się, że indeksy bardziej trójwymiarowo "wychodzą" z tarczy, a szerokie wskazówki robią się, dzięki złotym obwódkom, trochę węższe, więc całość nabiera nieco więcej równowagi. W dodatku okienko daty wydaje się chować głębiej w tarczy, cały zegarek nabiera trochę więcej głębi. Złocony brzeg obrotowego pierścienia lunety daje z kolei trochę efektu vintage, jakby zegarek, kupiony w starych dobrych czasach, przeleżał w szufladzie co najmniej 40 lat (ja to akurat lubię). A poza tym, na tej samej ręce noszę obrączkę, do której nic innego nie pasuje. Wziąłem czarny ze złotym i nie zdejmuję, Omegi leżą w szufladzie.
  3. ireo

    Orient'y forumowiczów

    Mój pierwszy Orient, a od razu uzależnia. Werk, szafir, look, koronka na 4 - dla mnie same zalety. Dam dłuższy opis, bo po pierwsze uważam, że warto docenić ten model (na zdjęciu wersja RA-EL0003B00B), a po drugie zwracam uwagę na nieco inne rzeczy, niż autorzy większości opinii w internecie (nie tylko o zegarkach). Jak wiecie, nabywcy zegarków dzielą się na zwykłych użytkowników i freaków, przy czym na świecie przeważa kategoria pierwsza, a na niniejszym forum raczej ta druga. Kategorii pierwszej powiem, że Orient Triton to zegarek wysokiej jakości, który można mieć za naprawdę nieduże pieniądze (jak na segment rynku i jakość, które prezentuje), dlatego warto go przynajmniej obejrzeć i przymierzyć. Kategorii drugiej, do której mi bliżej, muszę napisać trochę więcej. Od razu powiem, że dotąd moimi ulubionymi zegarkami były Omegi, Speedmaster Day-Date 3520.50 (https://www.fratellowatches.com/speedy-tuesday-omega-speedmaster-day-date-mk40) a potem Seamaster AT 2503.33 (https://www.omegawatches.com/watch-omega-seamaster-aqua-terra-chronometer-25033300). Nie żartuję. Tzn. nie chodzi mi o to, żeby twierdzić, że "Orient jest lepszy od Omegi" albo coś w tym stylu, tylko żeby pokazać, że ten Orient może się znaleźć w tej samej kolekcji, co zegarki z innego przedziału cenowego i pod pewnymi względami wybitne, a poza tym, że może podobać się komuś, kto na ogół wybiera zegarki zaprojektowane spokojniej; może też sportowe w charakterze, ale nie aż tak. Z Orientem było tak: od dawna bardzo cenię markę Seiko (znów nie żartuję; wiem, miało być o Oriencie, ale historia zaczyna się od Seiko). Grand Seiko pominę, chociaż chciałbym mieć, a z "normalnych" Seiko bardzo podobają mi się klasyczne divery (również te umiejętnie odświeżone, takie jak nowy "żółw", ale z wyjątkami, do których należy przekombinowana wzorniczo seria Velatura). Dlatego "żółw" mnie nęcił. Początkowo był to model SRP775K1 (wersja "J" chyba też występuje, ale nie spotkałem się), bo złote cyferki na lunecie nadają mu fajny vintage look i przypominają o długiej historii tego modelu. Za złotem w zegarkach nie szaleję, ale w tym żółwiu jakoś mi to grało. Potem odkryłem, że istnieje "żółw" całkowicie złoty (tzn. PVD; diver w kopercie z litego złota to by już było przegięcie, chociaż np. w Dubaju albo w Las Vegas mógłbym to sobie wyobrazić, ale nie w Europie). Chodzi o model Seiko SRPC44. Patrzysz na to i myślisz: "o kurde, ale obciach...". Patrzysz drugi raz i myślisz: "w sumie, ma coś w sobie...". Patrzysz trzeci raz, przymierzasz i kupujesz. Tak mogło być, ale nie kupiłem, bo jednak tyle złota na zegarku znieść nie jestem w stanie. Zwłaszcza na diverze, grubym i wykonanym "przeciwpancernie". Prawdę więc mówiły badania rynku, zlecone przez Seiko, że ta złota cegła nada się świetnie na rynek amerykański, ale już na europejski nie za bardzo. Dlatego SRPC44 dostępny jest wyłącznie w USA (ktoś go tam nazwał "C3PO", ale nie był to George Lukas) i jeszcze gdzieś na Dalekim Wschodzie, a w Europie nie. Co nie znaczy, że nie można go sprowadzić, jeśli ktoś chce. Nie chciałem, szukałem dalej. To ciągle nie było to, zwłaszcza że typowy problem w "żółwiach" to niedokładne położenie pierścienia z podziałką, tego pod szkłem, nałożonego na tarczę (misaligned chapter ring). I jeszcze bardzo podobał mi się "kultowy" SKX z koronką na 4, ale tarcza już mniej. Tak trafiłem na Orienta. Nazwa kojarzyła mi się kiedyś głównie z zegarkami typu "patelnia" (modele zwane "cesarskimi" albo multi-year, z wiecznym kalendarzem, który wyglądał dziwnie, ale nadal jest to produkowane w kilku kolorach tarczy), czyli niezbyt dobrze. "Patelnie" przyćmiły w moich oczach inne zegarki tej marki, które często bywały piękne, jak wiele egzemplarzy Orient Star albo Bambino. A spośród diverów Orienta znałem dwa bieguny: profesjonalny Saturation Diver (OSD) i bardziej codzienny Mako (są trzy generacje i na tym koniec, bo teraz już ma się to nie nazywać Mako, żeby klientom trudniej było się zorientować; przy okazji, marketing ma Orient beznadziejny, jeśli traficie na YouTube na reklamę Tritona, to nie oglądajcie). A Triton ma właśnie wypełniać miejsce w ofercie pomiędzy Mako a OSD. Doradzam nie sugerować się za bardzo zdjęciami (załączam jedno, inni mają o wiele lepsze). Przede wszystkim, na zdjęciu nie widać głębi, która gra tu znaczną rolę (i pewnie w każdym diverze, bo to są zegarki z głęboką kopertą - inaczej mówiąc, wysoką - więc od górnej powierzchni szkła do tarczy jest dużo dalej, niż w normalnym zegarku, i na żywo tę odległość widać, a na zdjęciach nie). Na zdjęciach nie widać też, jak ten zegarek leży na przegubie. Trzeba go poczuć na nadgarstku, a dla oceny wyglądu zobaczyć całą rękę, nie tylko przegub. Wiecie, dlaczego koronka na godzinie czwartej tak dobrze wygląda na nadgarstku, chociaż niekoniecznie na zdjęciach? Bo przy swobodnie wyprostowanej dłoni zgadza się z położeniem kciuka (pomijam aspekt użytkowy, że taka koronka nigdy nie hamuje zakresu ruchu w nadgarstku, mimo rozmiarów koperty). Dlatego taki zegarek wygląda na ręce jakby tam był od zawsze. Chociaż nie na każdej ręce, oczywiście. Przed zakupem, jak wiadomo, spędzamy długie godziny robiąc research, czyli ryjąc we wszystkich możliwych wpisach internetowych, zdjęciach i filmikach na temat zegarka. Tak robi każdy normalny freak, więc ja też. I jeśli autorzy tych wpisów na coś w Tritonie narzekają, to na ogół na bransoletę. Że klekocze, że zawias przy zapięciu ma tłoczony a nie frezowany, że przedłużenie bransolety (takie na kombinezon) jest na dodatkowym zawiasie ale bez zapadki, itd. Inni odpowiadają, że to przesada, bo to jest normalna solidna bransoleta z pełnymi ogniwami i nie ma na co narzekać, a zegarek i tak najlepiej wygląda na pasku. Możliwe. Ja myślę, że po prostu trzeba samemu obejrzeć i się przekonać. Osobiście do zawiasu nic nie mam, a moja bransoleta nie klekocze, bo nie zapinam jej z dużym luzem. Muszę natomiast przyznać, że czasem bransoleta potrafi... zaskrzypieć (dźwięk jak zawias od furtki, tylko bardzo cichy), tak że może coś w tych negatywnych komentarzach jest, ale mnie to wygląda bardziej na szukanie dziury w całym (szczególnie przy tej cenie). Jeszcze o bransolecie, ma ona tę cechę, że jest dosyć sztywna. Tzn. zegarka z rozpiętą bransoletą nie położy się zapięciem w dół na stole zupełnie na płask, koperta będzie uniesiona ponad stół. W drugą stronę wszystko w porządku, czyli na ręce bransoleta układa się tak, jak powinna. Przy dopasowaniu rozmiaru trzeba zwrócić uwagę na to, ile ogniw zdjąć z której strony (dla mnie to ważne, w Oriencie zdjąłem dwa od strony godziny 12 i jedno od 6, dopiero wtedy było dobrze), a przede wszystkim na tuleje wewnętrzne. Tuleje potrafią być denerwujące, bo są małe i łatwo je zgubić, dlatego trzeba zdejmować ogniwa bez pośpiechu i nad jakąś bezpieczną powierzchnią (kuweta, pokrywa dużego pudełka, itp.). W niektórych Seiko tuleje umieszczone są na końcu każdego z trzpieni bransolety (wtedy przeciwny koniec trzpienia jest pogrubiony), a w Oriencie bliżej środka (trzpień bez pogrubień), wewnątrz kanału środkowej części ogniwa. Stąd mogą się brać uwagi o hałasującej bransolecie, bo przy takiej konstrukcji łączeń ogniwa mają większy zakres bocznego ruchu wahadłowego (w płaszczyźnie ogniw bransolety, musiałbym to narysować albo sfilmować). Jeden Amerykanin wypowiedział się o tej bransolecie, że jest niedokładnie wykonana, bo segmenty łączące bransoletę z zegarkiem nie przylegają dobrze do koperty. Jest to przykład autora, który zakwalifikował jako usterkę coś, co było celowym zabiegiem projektanta. Chodzi o to, że ten segment (wypełniający miejsce między ogniwem bransolety a kopertą, między uchami koperty) został tak opracowany, żeby pokazać fragment bocznej powierzchni koperty, wypolerowanej na lustro. Dzięki temu zabiegowi całość wygląda lżej, po prostu lepiej. Można też spotkać komentarze na temat zbyt krótkiej, zdaniem autorów, wskazówki minutowej albo godzinowej (nonsens), albo o koronce, że po okręceniu i odciągnięciu za bardzo się chwieje na boki, a potem trzeba "trafiać w gwint" żeby ją z powrotem dokręcić (nie zauważyłem; moim zdaniem sztuczny problem). Komuś nie podoba się brak ramki na okienku daty, komuś położenie tej daty na 4, komuś półkolisty indeks sąsiadujący z datą, a komuś innemu to, że data w ogóle jest. Dajcie spokój. Poza licznymi dalszymi niuansami, o których nie będę pisał (wybaczcie, umiłowani bracia freaks, ale w końcu to tylko zegarek), pozostaje doniosła kwestia: jaki kolor wybrać? Są tacy, którzy kupują trzy Tritony (niebieski, czarny i czarny ze złotym), bo nie mogą się zdecydować. Ja też nie mogłem, więc - zamiast wydawać duże kwoty - stoczyłem ze sobą walkę wewnętrzną. Niebieski jest piękny, to wie każdy, kto kiedykolwiek zakochał się w dziewczynie o niebieskich oczach. A Orient potrafi zrobić szczególnie piękny odcień niebieskiego (widać na zdjęciach w wątku). Ale mimo wszystko (tzn. mimo to, że do mojej skóry, oczu, koloru włosów i ubrań, niebieski mało pasuje) w tym pięknym niebieskim Tritonie denerwowały mnie szczegóły: czarne wgłębienie w poprzek koronki (idealnie pasujące do czarnej tarczy i lunety, ale za cholerę nie do tej niebieskiej) i czarne tylne końce wskazówek (myślę, że zostawione w tej wersji tylko po to, żeby czarny pasek na koronce tak bardzo nie raził i miał do czego pasować). Czarny też jest piękny (też widać na zdjęciach kolegów). Dyskretny, mimo typowej dla diverów masywności, understated, coś dla prawdziwych mężczyzn. Szacun. I ta czerwona wskazóweczka rezerwy, co w żadnej innej wersji kolorystycznej nie wygląda tak dobrze. Tylko, jak się potem popatrzy na wersję ze złoceniami, to te złocenia trochę "podkręcają" całość. Nie bardzo, tylko trochę, więc nie wygląda to tak obciachowo jak C3PO. I wtedy okazuje się, że indeksy bardziej trójwymiarowo "wychodzą" z tarczy, a szerokie wskazówki robią się, dzięki złotym obwódkom, trochę węższe, więc całość nabiera nieco więcej równowagi. W dodatku okienko daty wydaje się chować głębiej w tarczy, cały zegarek nabiera trochę więcej głębi. Złocony brzeg obrotowego pierścienia lunety daje z kolei trochę efektu vintage, jakby zegarek, kupiony w starych dobrych czasach, przeleżał w szufladzie co najmniej 40 lat (ja to akurat lubię). A poza tym, na tej samej ręce noszę obrączkę, do której nic innego nie pasuje. Wziąłem czarny ze złotym i nie zdejmuję, Omegi leżą w szufladzie.
  4. Dobra, wrzucam: Porównanie zawężę do najczęściej spotykanej średnicy koperty 39,2 mm, inaczej trzeba by dodawać w opisie różne uwagi i poprawki na szczegóły, którymi różnią się od siebie wersje rozmiarowe, takie jak „miejsce odcięcia” indeksu godziny trzeciej, gdzie część miejsca zajmuje okienko daty. Poza tym wersje o średnicy 39,2 wydają mi się subiektywnie najbardziej udane pod względem proporcji. Zresztą, cały ten opis wrażeń jest mocno subiektywny. Najbardziej rzucającą się w oczy różnicą pomiędzy kolejnymi edycjami AT (na mechanizmie 2500 - poprzednia, i 8500 - obecna), jest nowa tarcza w pionowe prążki. W starszych AT była gładka, w odcieniach bieli, srebra, czerni albo błękitu. Znając firmę Omega, różnorodność odmian standardowych i limitowanych była i jest duża, ale wśród AT jakoś nie spotkałem innej tarczy niż jednokolorowa. Nowa, ryflowana tarcza wygląda bardzo efektownie, zwłaszcza że nacięcia są „prawdziwe”, czyli nie jest to efekt jedynie powierzchniowy. Komplikuje to wygląd tarczy która, w połączeniu ze zmienionym kształtem indeksów i wskazówek, sprawia wrażenie większego zagęszczenia. Wrażenie to nasila się przy uważniejszym spojrzeniu, z powodu zmienionych wskazówek i okienka daty z dodaną błyszczącą ramką, w formie równoramiennego trapezu. W porównaniu ze starym, prostokątnym kształtem okienka, nowe jest podkreślone, bardziej dynamiczne i „utrójwymiarowione”. Nawet cyfry daty zrobiły się jakieś tłuste (pewnie wpływ diety) i wydają się nawet lekko wystawać ponad tło. Zresztą, do większości elementów graficznych (tło tarczy, wskazówki, indeksy godzinowe, okienko daty) dodano „trzeci wymiar”. Powstało wrażenie „mocniejszego wyjścia” większości elementów projektu do obserwatora, wszystko rzuca się w oczy bardziej, niż w starszej wersji. Wysiłek projektantów zmierzał do nadania zegarkowi bardziej dynamicznego wyglądu przy zachowaniu „osobowości”, czyli najbardziej charakterystycznych cech linii Aqua Terra. Zespół Omegi najwyraźniej starał się, żeby nabywca w nowej, wyższej cenie otrzymywał nie tylko nowy, lepszy mechanizm (8500), lecz także „więcej zegarka” w aspekcie wizualnym. Przy wskazówkach projektant natrafił na kłopot, bo z godzinową trzeba było „coś zrobić”, a nie bardzo było wiadomo co. Pozostawiona tak jak była, w formie wydłużonego trójkąta równoramiennego, z prostą, krótką kreską masy świecącej, nie wchodziła w grę. Nie różniłaby się wtedy od starszej wersji i klient na nową mógłby pomyśleć, że firma Omega zachowała się oportunistycznie i leniwie, nie zmieniając jednej wskazówki. Przede wszystkim jednak nowe, „utrójwymiarowione” indeksy godzinowe, oraz nowa wskazówka minutowa, nie miałyby wtedy odpowiedniej „partnerki”. W starszej AT wskazówki stanowiły osobny zespół, a indeksy godzinowe osobny. Jedne i drugie pasowały do siebie nawzajem fakturą i kolorem, ale nie kształtem. W nowej wersji postawiono na większe upodobnienie indeksów i wskazówek do siebie, co miało też złagodzić wrażenie zagęszczenia zbyt wielu nowo wprowadzonych szczegółów. W konsekwencji zniknął jeden z najładniejszych wyróżników starszej AT, czyli podwójny indeks na godzinie 12. Należy to zapisać po stronie strat, bo obecnie ten indeks nie wyróżnia się niczym, a także niespecjalnie wyróżnia zegarek spośród mnóstwa innych. Poza tym elementów utraconych nie ma dużo, zaliczają się do nich jeszcze miniaturowe prostokąciki masy świecącej, pięknie wykonane i umieszczone obwodowo względem indeksów godzinowych (na dwunastej podwójny) oraz radełkowanie koronki, którego w nowej wersji jest mniej, tzn. koronka ma mniej „ząbków”. Sekundnik ma na końcu trochę większe romboidalne pole, a tylny koniec wskazówki sekundowej został stępiony, ale nie przez szlif naśladujący kształt indeksów, jak to się stało z ostrzem wskazówki godzinowej, tylko po prostu przez minimalne zaokrąglenie tylnego końca. Podobny zabieg przeszły także grubsze zakończenia pozostałych wskazówek, co dało efekt wizualnego „zmiękczenia”, jako przeciwwagi dla licznych trójwymiarowych ostrości dodanych tu i tam, właściwie gdzie się dało, ale akurat nie na tylnych końcach wskazówek. Wskazówki uzyskały więc zmodyfikowany, bardziej agresywny kształt oraz szlif, który zmienił ich wygląd z zupełnie płaskiego na trójwymiarowy. Świecąca kreska na godzinowej zgrubiała i stała się wydłużonym trójkątem, co jeszcze bardziej upodobniło całą wskazówkę do indeksów godzinowych. Strzałka minutowa uzyskała ponadto mocniejsze podcięcia tylnej części trójkątnego grota, który teraz wydaje się ostrzejszy. W ten sposób dotarliśmy do najbardziej kontrowersyjnej zmiany w porównaniu ze starszą AT, czyli do przytępionej wskazówki godzinowej. No bo jak to, wszystko inne ostrzejsze, a jedna wskazówka stępiona? I to akurat ta najważniejsza. Względna „ważność” wskazówek to osobna kwestia, zależna od charakteru zegarka, lecz także od obserwatora. W życiu ludzi, którzy nie muszą się za bardzo spieszyć, pewnie bardziej liczy się wskazówka godzinowa. I może jeszcze data, wraz z dniem tygodnia albo nawet miesiącem, żeby uodpornić się na nieoczekiwane „zerwanie filmu”, a po odzyskaniu orientacji nie pytać: „którego dziś mamy?”. Z tego względu świetną propozycją dla zamożnego leniwca byłaby Omega Broad Arrow Annual Calendar, wtedy właściciel niczego by nie przegapił. Nie wiem tylko, czy nie za tania. Z kolei Planet Ocean jest dla takich, dla których wszystko jest tak samo ważne, czyli po prostu mają trudność ze zdecydowaniem co bardziej, a przy tym lubią poczucie kontroli. Najlepsza będzie wersja z chronografem. Ci zaś, którzy wiedzą, że o najważniejszych rzeczach decydują minuty, wybiorą AT z podkreśloną wskazówką minutową. Ma to nawet uzasadnienie w historii tego zegarka. Linia Aqua Terra wywodzi się z modelu Railmaster, który był, jak sama nazwa wskazuje, „zegarkiem kolejarzy”. Niegdyś na kolei zegary i zegarki pełniły rolę ważniejszą niż obecnie, kiedy wskazania poszczególnych czasomierzy łatwo jest synchronizować. Mniej więcej do połowy XX wieku, kiedy nie było „zegarów matek”, automatycznie regulujących wskazania czasu w wielu miejscach naraz, dużo więcej zależało od dokładności chodu i niezawodności zegarków indywidualnych, działających (lub nie) na stacjach kolejowych i będących w posiadaniu załóg pociągów. Pierwotnie zegarek Railmaster zaprojektowany został dla naukowców, inżynierów, elektryków i właśnie pracowników kolei, przede wszystkim pod kątem ochrony przed wpływem silnych pól magnetycznych, występujących w środowiskach pracy tych zawodów. Ochronie tej służyła specjalna podwójna koperta. Pierwsza Omega Railmaster pojawiła się na rynku w 1957 roku, ale jej protoplastą był zegarek opracowany w roku 1953 dla brytyjskiego RAF (Royal Air Force). Powróćmy jeszcze na chwilę do tarczy, która jest „twarzą” zegarka (co w jęz. angielskim przybrało nawet formę dosłowną), bo jeszcze nie wszystkie zmiany zostały omówione. Nowa Aqua Terra ma na tarczy cyfry, naniesione na zewnątrz indeksów godzinowych, pomiędzy kreskami indeksów sekundowych: 05, 10, 15, 20, itd., aż do 60. Czyli w nowym modelu pojawiło się mnóstwo nowych cyfr, których wcześniej nie było (była tylko data w okienku i dwie liczby oznaczające klasę wodoszczelności, 150m/300ft, naniesione na stałe). Dużo cyfr w kręgu indeksów sekundowych tworzy pewien chaos, tym bardziej że liczby 15 i 20 oraz 40 i 45 są względem siebie obrócone o 180 stopni. Tarcza traci przez to na czytelności. Graficzna rozbudowa kręgu indeksów sekundowych ma jeszcze jeden efekt, zamierzony przez projektantów tarczy, mianowicie zmniejsza ją optycznie. Generalnie tarcza w modelach Aqua Terra jest spora, bo luneta jest wąska i prawie całkowicie wypełnia obrys zewnętrzny koperty, ale w wersji 2500 wydaje się większa. W nowej 8500 postanowiono zatrzeć wrażenie dużej tarczy właśnie przez dodatkowe cyferki. Widać w tym kolejną próbę dodania czegoś do projektu graficznego, który był klarowny i dobry, oraz pewną niekonsekwencję. Trochę tak, jak z kawą: pali się ją, żeby była czarna, a potem dolewa mleka, żeby była biała. Zaparza się mocną, żeby była gorzka, a potem dosypuje cukru, żeby była słodka. Podaje się ją szybko i w podgrzanej filiżance, żeby była gorąca, a potem chwilę się czeka żeby trochę przestygła, itd. Powyższe uwagi nasunęły mi się przy okazji porównania posiadanej AT 2500 z nową, której mogłem się niedawno przyjrzeć na lotnisku w Brukseli. Poprzednia AT szybko stała się jednym z moich ulubionych zegarków i nieprędko będę chciał się jej pozbyć, bo wersja z kobaltowymi wskazówkami i jasnokremową tarczą jest nie do pobicia. W nowszej edycji takie zestawienie nie występuje, więc nawet gdybym chciał, nie miałbym na co jej zamienić. Nowa AT 8500 również ma mnóstwo uroku i trudno jej się oprzeć, przede wszystkim ze względu na udoskonalony mechanizm, o którym już wiele napisano, ale estetycznie projekt stracił część wyjątkowej czytelności i przejrzystości na rzecz nowocześniejszego wyglądu i pewnego przeładowania, które wzięło się pewnie z usilnej chęci uatrakcyjnienia czegoś, co w pewnym sensie było skończone. Trudno było coś w tym zegarku ulepszyć albo dodać. Pozostają jeszcze zmiany widoczne na tylnej stronie koperty, zwanej z niemiecka deklem, i nowa bransoleta. Poza nowym mechanizmem ładną zmianą jest modyfikacja czcionki grawerunku na obwodzie dekla, bo bardziej pasuje do fontów na tarczy. W starszej AT 2500 szeryfowa czcionka napisu „Seamaster Aqua Terra Co-Axial Escapement 150m/500ft” nie pasuje do niczego, co można znaleźć na tarczy. Całe szczęście, że tarczy i dekla nie ogląda się naraz, chyba że ktoś zdejmie dekiel albo użyje lusterka. Za to szafirowe, lekko wypukłe szkło pokrywające tarczę bezbłędnie pasuje do tego zegarka, zwłaszcza w starszej wersji. Nowa niewiele by ucierpiała w przypadku zastosowania szkła płaskiego, być może będzie to w przyszłości jedno z kolejnych „ulepszeń”, które czekają linię Aqua Terra. O bransolecie można usłyszeć wiele słów krytyki, że nieciekawa (2500) albo roleksopodobna (8500), ale moim zdaniem bardziej ozdobna nie byłaby dobrym rozwiązaniem, zwłaszcza w starszej wersji, zaburzając stylistyczną równowagę. Zapięcie zostało zmodyfikowane i w nowej wersji wydaje się jeszcze bardziej dopracowane, a największą zaletą praktyczną obydwu bransolet jest to, że nie ciągną za włosy na ręce (nie jest to wcale taka oczywista cecha, o czym przekonałem się wiele razy na innych bransoletach). Nowsza AT prawdopodobnie okazałaby się bardziej odporna na wyszukane bransolety, ale chyba zarówno jedna jak druga najlepiej wygląda na pasku. Proponuję krododylopodobny, lekko błyszczący. Omega Aqua Terra w nowej wersji odsunęła się trochę od ideału czytelności, ale pozostała piękna pomimo pewnego nadmiaru detali. Suma zmian stylistycznych w jakiś sposób zaszkodziła temu zegarkowi, który stracił nieco swoistego uroku rodem z ubiegłego wieku, a szlachetność projektu zaczęła się gubić w szczegółach. Jednak kto wie, może po jej nieprzerwanym noszeniu przez kilka tygodni zacząłbym uważać inaczej?
  5. akism, ale AT w starszej wersji chyba już miałeś (może tę samą, która niedawno trafiła do mnie)? nowa wersja to już wg mnie inny zegarek, także pod względem estetycznym. może pokuszę się o napisanie porównania wizualnego, bo ciekawi mnie jak projektanci trudzili się nad zaproponowaniem lepszej wersji czegoś, co już w poprzedniej było bardzo dobre, i co im z tego wyszło. AT bardzo udana, przypuszczam że taka, jaką opisywał w recenzji Tomek (TeJot), tylko na zdjęciach Tomka tarcza była beżowa a tu wygląda na szarą, może to kwestia oświetlenia. p.s. zdjęcia Maćka faktycznie - bardzo OK
  6. hacik, TeJot, macie rację, za dużo pisałem a za mało czytałem :-) modele z annual calendar wprawdzie ładne, ale ja też bym wolał day-date, bo który jest miesiąc to jeszcze na ogół udaje mi się pamiętać, nie zmienia się tak szybko :-)
  7. a tak poza tym, to już się pojawiła. i to w pięciu wersjach, z czego dwie limitowane: 231.13.43.22.06.001, 231.13.43.22.02.001, 231.53.43.22.06.001, 231.53.43.22.01.001 (161 szt.), 231.50.43.22.01.001 (61 szt.) w drugiej edycji ostatniego katalogu 2011/2 jest też kilka modeli De Ville z datą i dniem tygodnia (w tym Hour Vision, oczywiście). ale speedmastera day-date już nie ma. szkoda, że z tamtej wersji zostało tylko "date", bo 8 wskazówek na jednej tarczy, a przy tym jeszcze dzień tygodnia i miesiąc w górnej tarczce chronografu, to było naprawdę coś.
  8. niezupełnie, są jeszcze speedmastery "Day-Date" http://www.omegawatches.com/gents/speedmaster/day-date/32205000, i to w dużych ilościach. mam taki jak na zdjęciu, czyli starszą wersję (cal. 1151, czyli modyfikowany Valjoux 7751)
  9. przeczytałem: "powoduje nudności..."
  10. Aqua Terra 2503.33.00 Zdjęcia nowego nabytku zamieszczam z podziękowaniem dla Pablo25 za udaną transakcję: Bardzo przyjemny zegarek w ładnej wersji kolorystycznej, połączenie jasnej tarczy (prawie białej, właściwie ecru w odcieniu skorupki od jajka") i kobaltowo-niebieskich wskazówek ("blue Mauritius"), których wygląd zmienia się zależnie od oświetlenia. Nie jest łatwo pokazać to na zdjęciu, spróbuję jeszcze nad tym popracować.
  11. A tutaj http://allegro.pl/omega-seamaster-200-m-i2589176960.html "skromniejszy" falsyfikat Seamastera (pod względem ceny, która na razie lekko przekracza tysiąc zł). Najwyraźniej luneta tego egzemplarza pochodzi z tej samej "manufaktury" (Szanghaj?), co "Rolex" w linku powyżej (dzięki, szumi). To bardzo ekonomiczne, że jeden zakładzik robi lunety, które potem idą i do "roleksów", i do "omeg", i w ogóle do wszystkiego. W "omedze" widać ubytek w miejscu świecącego punktu na lunecie, bo widocznie klej puścił ("temu misiu oczko odpadło"). Muszę przyznać, że jakoś lubię temat "podróbek", chociaż samych podróbek nie lubię i nie uznaję (polska nazwa tego zjawiska kojarzy się z podrobami, co stanowi dodatkowy "smaczek", oczywiście językowy), bo jest coś fascynującego w tym, że te falsyfikaty są takie żałosne i nieudolne. Może za 20, 30 lat będą równie cenione, jak dzisiaj sztuka dawnych "prymitywów"? Ale to dygresje. Mam tu jeszcze taki egzemplarz, nad którym się zastanawiam, bo długa obserwacja podróbek powoduje, że niektóre oryginały zaczynają mi się wydawać podróbami (czego doświadczyłem niedawno z Patkiem wystawionym na Allegro, najprawdopodobniej prawdziwym). W każdym razie, wracając do jeszcze jednej omegi, ktoś ją kupił za 1'175,- zł http://allegro.pl/omega-seamaster-professional-i2602592831.html a ja się zastanawiam, bo mimo dobrze odrobionych szczegółów zegarek jako całość wygląda "nie halo" (rzucają się w oczy koronki, jakoś za bardzo schowane w kopertę, i ogólnie dziwne proporcje; poza tym nie znam takiej wersji, no ale to nie argument).
  12. Robredo ten egzemplarz kwalifikuje się równocześnie do kategorii "majstersztyki wystawiennicze": http://zegarkiclub.pl/forum/topic/4784-majstersztyki-wystawiennicze-w-allegro/page__st__2000 największe wrażenie robi "sygnowanie" na mostku mechanizmu i na deklu (czy mi się wydaje, czy na deklu po lewej stronie obok symboli "próby" jest jakiś pionowy kształt, coś jakby...?)
  13. "CO-AXIL" :-) http://allegro.pl/piekna-omega-seamaster-professional-co-axil-600m-i2572967020.html - do końca akucji zostały 3 dni, a cena przekracza już 1300 zł. Trzymam się zasady, że nie kupuję od sprzedawców, którzy 1) wstawiają w opisy dużo wykrzykników i 2) robią błędy ortograficzne.
  14. o rany... to był taki piękny wątek do poczytania i pooglądania, aż do tej pory :-)
×
×
  • Create New...

Important Information

We have placed cookies on your device to help make this website better. You can adjust your cookie settings, otherwise we'll assume you're okay to continue.