Skocz do zawartości
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki, które zawierają...
Szukaj wyników w...
ireo

Subiektywny Alfabet Zegarkowy

Rekomendowane odpowiedzi

9 godzin temu, Frantz70 napisał(-a):

Ktoś także wykupił limitowany do 188 szt. ten model. Być może tylko Polacy :-).

 

 

Ale zdążyłeś?
Zbyszek by zdążył.

Bądź jak Zbyszek.


- ireo

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Tylko przymiarki robiłem. Na żywo były tylko 2 szt. w Łodzi i w Gdyni.

 

20210916_120702.jpg

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jestem pełen uznania, że Atlantic szarpnął się na coś takiego. Osiem wskazówek na jednej tarczy, dzień, miesiąc i w dodatku faza księżyca. To więcej niż w Omedze Speedmaster Mk 40, jednym z moich ulubionych zegarków, również opartym na Valjoux. Co nie znaczy, że więcej znaczy lepiej. Stylistyka mocno retro ale wygląda nieźle, mimo paru potknięć, które trochę rzucają się w oczy. Nie najlepsze rozmieszczenie elementów na tarczy; zagęszczenie indeksów, okienek i wskazówek w lewej i w górnej części pozostawia po stronie prawej wolne pole, którego nie udało się zrównoważyć (drukowanym?) logo; poza tym za długie wskazówki: minutowa, sekundowa i daty. Ogólnie w tej złotej wersji spodziewałbym się trochę delikatniejszych wskazówek, ale w sumie szacun. 

 

Sąsiednie modele z tej serii wydają mi się wyraźnie lepsze, zwłaszcza 52850.41.21R (również limitowany do 188 sztuk ale pewnie dawno wykupiony - ten właśnie bym wybrał) i 55853.41.95 (w nazwie modelu słowo Prestige, które jest fajne bo nic nie znaczy, jak wiadomo). 55852.41.93 też nie jest zły, trochę się jakby podkładał pod IWC (o, nie mam jeszcze hasła o IWC, kiedyś dopiszę), ale wynik jest całkiem OK. Wyciągnięcie okienek z dniem tygodnia i miesiąca na prawą stronę zadziałało bardzo korzystnie. 

 

Z drugiej strony, w każdej serii musi być jakiś model, który jest najbrzydszy. Rolę tę tryumfalnie podjął limitowany 55858.41.29LE w "odważnej", pomarańczowo-turkusowej kolorystyce, prawdziwa ohyda. W nazwie pobrzmiewa melodyjna fraza "kup Hołowczyc Limited Edition", czy jakoś tak. Ta wersja zamiast paska ma bransoletę, co znacznie podnosi odporność na płyny. Bardzo przezorny wybór projektanta, zważywszy możliwe reakcje przeciętnego ludzkiego organizmu na wystudiowany dobór kolorów tarczy. Nawet okienka po prawej stronie nie pomogły.


- ireo

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
W dniu 28.02.2024 o 21:53, ireo napisał(-a):

Subiektywny Alfabet Zegarkowy

 

Znalazłem niedawno czyjąś propozycję na forum, żeby je skasować w całości. Chociaż to tylko żart, powstały w reakcji na nagłe zniknięcie niektórych treści, to jednak nigdy nie wiadomo jak to się skończy. Dlatego, póki forum jeszcze istnieje, zabrałem się za uporządkowanie luźnych i przypadkowych refleksji na tematy zegarkowe. Wyszedł z tego zamieszczony poniżej „Alfabet”. O wiele dłuższy niż początkowo myślałem. Gdybym wiedział, że za jednym zamachem wyprodukuję tyle zbędnych haseł, to pewnie bym nie zaczynał. Zwłaszcza że wiem, że lista ofiar tego wpisu, tych którzy zaczną to czytać w nadziei dobrnięcia do końca, będzie długa. Zapewne wielu z nich nie wytrzyma. Ryzyko jest ogromne, ale jestem na nie gotów.

 

„Subiektywny” w gruncie rzeczy oznacza nieprawdziwy, więc dla porządku uprzedzam, że ten zbiór haseł powstał dla zabawy, w taki sposób, że przypominałem sobie jakieś słowo (ze świata zegarków, ale niekoniecznie) i dopisywałem pierwsze skojarzenia jakie wywoływało. Bez ambicji tworzenia poważnego słownika albo katalogu. Oczywiście połowy faktów nie chciało mi się sprawdzać, co (mam nadzieję) odkryją czytelnicy i zaczną poprawiać.

Równie dobrze można to było nazwać „Katalog Zbyteczny”, ale nie chciałem powielać Witkacego, który swego czasu pisał w liście do przyjaciela:

 

Napisałem sztukę szwedzką "Człowiek zbyteczny" licząc jedynie na nagrodę Nobla!!

Jest to jedyna moja nadzieja. Jeśli nie dostanę za miesiąc nagrody Nobla jestem zgubiony.

[25 czerwca 1925, Zakopane]

 

A. Lange & Söhne – chluba niemieckiego zegarmistrzostwa, skutecznie konkurująca z takimi firmami szwajcarskimi jak Patek Philippe i Vacheron Constantin. W latach II wojny światowej, podobnie jak inni producenci z Glashütte i w ogóle z Niemiec, AL&S korzystali z pracy niewolniczej, głównie kobiet. W 1949 r. zakłady zostały upaństwowione, stając się częścią „ludowego przedsiębiorstwa”pod nazwą VEB Glashütter Uhrenbetriebe. Marka odrodziła się jako niezależny producent po zjednoczeniu Niemiec w 1990 r., stając się następnie częścią szwajcarskiej grupy Richmont w 2000 r.

Alpina – jedna ze szwajcarskich firm z tradycjami, których zmierzch nadszedł na początku lat ’70 XX w. (zob. kryzys kwarcowy). Od tamtej pory Alpina już się nie podniosła jako niezależny producent zegarków i mechanizmów. W 2002 r. przejął ją Frédérique Constant, który następnie sam został wchłonięty przez Citizena w 2016 r. (zob. Citizen). Zegarki Alpina nadal są produkowane, niektóre całkiem fajne.

Atlantic – słynna marka zegarków szwajcarskich, znana wyłącznie w Polsce.

Audemars Piguet – legendarna firma ze szwajcarskiej „pierwszej trójki” (PP, VC, AP), której jednak przyczepiono łatkę one-trick pony z powodu skutecznego wypromowania linii modelowej Royal Oak i właściwie niczego więcej. W rzeczywistości AP robi wiele innych ciekawych zegarków, ale nikt ich nie kupuje i w tym cały problem, czyli w zasadzie Audemars Piguet nie ma poważnych problemów.

Balticmicrobrand z Francji (zob. też microbrand, zegarki francuskie). Również popularna marka polskiej wódki w czasach PRL (słynne hasło „Bałtyk to nasze okno na świat”), oferowanej w kilku wersjach eksportowych i na rynek krajowy, o mocy 50 i 40%. Założyciel firmy Baltic, Etienne Malec, przyznaje się do polskiego pochodzenia, stąd nazwa.

Balticus – również microbrand, tym razem „naprawdę z Polski” (podobno lepiej ich nie pytać co to dokładnie znaczy made in Poland, bo zamiast odpowiedzi mogą takiego dociekliwego klienta „zaprosić na rozmowy” do Gdyni i zamknąć na zapleczu). Firma mało znana poza krajem, bo „ambasadorami” marki są ludzie, których nikt nie zna.

Baume et Mercier – mogliby się trochę bardziej postarać.

Bezel – słowo, po którym można rozpoznać początkującego pasjonata zegarków (bo pasjonat zaawansowany zna również słowo „luneta”, które woli, bo ładniejsze).

Blancpain – od czasów pierwszego prawdziwego zegarka dla nurków, czyli modelu Fifty Fathoms, wiele się zmieniło. Wystarczy popatrzeć na wyrób zegarkopodobny zwany “Blancpain X Swatch” i zadumać się nad opłakanym stanem tego świata.

Bond – James Bond (zob. też Omega).

Bransa – ludowa nazwa bransolety. Staropolskie słowo manela (sic!) zostało wyparte przez zaczerpniętą z któregoś z europejskich języków bransoletę, najprawdopodobniej od starofrancuskiego słowa barcel, które z kolei zostało zapożyczone z łac. brachiale czyli ramię.

Breguet – szwajcarska marka-legenda, bardzo ceniona przez znawców tematu ale słabo rozpoznawalna poza branżą, więc z trudnością przebijająca się na szersze wody. Może z powodu nazwy, zbyt trudnej do wymówienia w Ameryce i Azji. „T” na końcu nie wymawiamy.

Breitling – jeden z najbardziej znanych zegarków typu „dużo wszystkiego” z mnóstwem cyfr i oznaczeń, które nie wiadomo do czego służą. Niektórzy piloci próbowali nawet używać modelu Navitimer, przeznaczonego specjalnie dla nich, przeliczając parametry lotu na obrotowych skalach. Podobno w końcu doszło do jakiejś katastrofy wskutek nadmiernego zaabsorbowania pilota zegarkiem. Od tamtej pory lotnicy wolą smartwatche, G-shocki, a od biedy nawet Rolexy.

Bubel – popularny zegarek produkcji chińskiej, do nabycia w kiosku lub na AliExpress. Niektórzy zaliczają do tej kategorii również tzw. „zegarki modowe” (zob.).

Bucherer – fundacja, firma handlowa i dom jubilerski z siedzibą w Lucernie, prowadzący dystrybucję zegarków, m.in. marki własnej. Zajmuje najwyżej wyceniane lokalizacje miejskie w Szwajcarii i na świecie. Od 2023 marka przejęta przez Fundację im. Hansa Wilsdorfa (czyli Rolex) na wypadek załamania na rynku luksusowych zegarków, bo wtedy ostatecznie da się jeszcze zarobić na nieruchomościach.

Cartier – zegarki damskie, najczęściej prostokątne, noszone przez mężczyzn.

Certina – wybór znacznie lepszy niż np. Albert Riele (nie ma takiego hasła, bo nie warto).

Chopard – biżuteria i zegarki ze szlachetnym rodowodem, cenione przez Julię Roberts i miłośników oldtimerów (np. Mille Miglia, seria powstała w hołdzie bohaterom słynnego rajdu samochodowego na tysiąc mil).

Citizen – produkuje wszystkie możliwe rodzaje zegarków, z zegarem atomowym włącznie, w niesamowitych ilościach. W tym m.in. pod markami Bulova i Frederique Constant, i jeszcze więcej mechanizmów Miyota. Zdaje się, że marka Citizen została po raz pierwszy zarejestrowana w roku 1918 w… Szwajcarii, przez zegarmistrza nazwiskiem Rodolphe Schmid, który sprzedawał zegarki w Japonii. Nazwę “Citizen” zaproponował burmistrz Tokio. Jeśli ktoś nie może się zdecydować w wyborze zegarka, niech pozna ofertę Citizen Watch Co., Ltd. Wtedy nie będzie się mógł zdecydować jeszcze bardziej.

Cuervo y Sobrinos – jeśli w okolicach Miami na Florydzie spotkamy zamożnego dżentelmena o latynoskim wyglądzie i z cygarem w zębach, przemieszczającego się kabrioletem lub jachtem motorowym w hałaśliwym towarzystwie, i ten ktoś będzie miał na ręku zegarek przyciągający uwagę z odległości kilometra, to być może będzie to właśnie coś z oferty Cuervo y Sobrinos. Po prostu relojes especiales (wymawiać trzeba sepleniąc, inaczej się nie liczy).

Cyma – dawniej dobre zegarki szwajcarskie na solidnych mechanizmach (zob. też Tavannes), prawie zupełnie zapomniane.

Delbana – stara firma po przejściach z czasów kryzysu kwarcowego (zob. kryzys kwarcowy), pierwotnie założona w Grenchen przez imigranta z San Marino nazwiskiem Goliardo Della Balda, stąd nazwa. Po rozmaitych przekształceniach własnościowych, m.in. wchłonięciu przez Delmę, pozostała częścią Delma Watch Ltd. z siedzibą w Lengnau. Odnosi się wrażenie, że w czasie podróży przez Szwajcarię można natrafić na jakąś firmę zegarkową lub jej część w każdej wsi, co jest bliskie prawdy.

Dress watch – zegarek do noszenia z dresami, markowymi (zob. Audemars Piguet, Hublot, Invicta, Richard Mille, Rolex), lub nie (zob. bubel, G-shock, Swatch, smartwatch). Również, w znaczeniu przestarzałym, zegarek do eleganckiego stroju (garnitur, smoking, strój wizytowy, strój wieczorowy, itp. pojęcia, nieznane „szerszemu ogółowi”).

EDC (ang. EveryDay Carry) – przedmiot noszony na co dzień (w tym zegarek), teoretycznie przydatny w codziennym życiu, w tym również w razie zdarzeń losowych i kryzysowych. W praktyce zbędny, a w niektórych przypadkach zwiększający ryzyko zdarzeń losowych i kryzysowych (zob. roleksiarz).

Edox – zdrobnienie od Edward, popularne w niektórych dzielnicach Warszawy.

Enicar – nazwisko założyciela firmy (Ariste Racine) pisane wspak, czyli palindrom (gr. palin – “wracać”, skojarzenie z Latającym Cyrkiem Monty Pythona przypadkowe). Miłośnicy marki powtarzają jak mantrę dwa zdania, że „Enicar konkurował z Rolexem”, i że „mechanizmy tej marki były bazą Chronoswissa”. Może i tak, bo było to w czasach, kiedy firmy Enicar i Rolex produkowały zwyczajne zegarki sportowe za normalne pieniądze, a Rolexowi daleko było jeszcze do kultowego symbolu statusu, którym stał się dopiero kilkadziesiąt lat później. A Chronoswiss zwyczajnie wykupił zapasy magazynowe po bankructwie Enicara, stąd się wzięły te słynne mechanizmy. Ale stare Enicary z serii Sherpa działają nadal i czasami jeszcze jakoś wyglądają, co świadczy niezbicie o ich jakości.

ETA – baskijska organizacja terrorystyczna, od 1958 r. walcząca o oderwanie kraju Basków od Hiszpanii. W 2018 r. zakończyła działalność deklaracją "Żałujemy, prosimy o wybaczenie". Również firma whodząca w skład Swatch Group (zob. Swatch Group) o pełnej nazwie ETA SA Manufacture Horlogère Suisse, najbardziej rozpoznawalny i największy producent gotowych werków i części mechanizmów zegarkowych. Chociaż ETA SA nie ma nic wspólnego z terroryzmem, to jednak od ok. 2000 r. trwają starania Swatch Group o zablokowanie lub przynajmniej ograniczenie dostępu do mechanizmów ETA dla producentów spoza grupy, celem zaszkodzenia konkurencji. Czyli to nie ETA, tylko Swatch Group. I nie terroryzm, tylko kapitalizm. Na razie nikt nie żałuje, chyba że Ming.

Frederique Constant – zeszwajcarzona odmiana Citizena (zob. Citizen), zwykle utrzymana w klasycznej stylistyce.

Fortis – w drugiej połowie XX w. to rzeczywiście była silna marka, istniejąca od 1912 r. Założyli ją Walter Vogt i Alfred Rüefli (i to dopiero jest prawdziwe szwajcarskie nazwisko) w Grenchen, miasteczku gdzie powstały również Delbana, Eterna, Nivada, Rodania i parę innych firm z branży. Taki Fortis Marinemaster z lat ’60 czy ’70 nadal potrafi dobrze wyglądać, nawet z wykruszoną lumą. Niektóre zegarki Fortis latały nawet w kosmosie, nie wiadomo czy wróciły.

Garniak – zegarek do używania w kuchni. Ale nie taki z pokrętłem do gotowania jaj, tylko na rękę. Powinien być wystarczająco odporny na wodę, tłuszcz i temperaturę, i względnie łatwy w czyszczeniu. Przyda się funkcja chronografu albo timer.

G-shock – urządzenie elektroniczne przeznaczone do noszenia na ręce w charakterze zegarka, umieszczone w obudowie dużych rozmiarów wykonanej z surowców wtórnych, w dziwnych kolorach i odpornej na dzieci.

Grand Seiko – dawniej część grupy Epson-Seiko, obecnie odrębna firma, której projektantom nie wolno opuszczać miejsca pracy. Stąd konieczność czerpania inspiracji tylko z tego, co mogą zobaczyć za oknem w ciągu zmieniających się pór roku. Cierpienia projektantów i pracowników produkcji owocują dopracowanymi i efektownymi zegarkami, cenionymi na całym świecie.

Gustav Becker – pionier wielkoseryjnej produkcji zegarów szafkowych, rodem ze Śląska (urodził się w Oleśnicy, zmarł w Świebodzicach). Na pocz. lat ’30 XX wieku firmę wchłonął Junghans, a marka G. Becker nie miała kontynuacji.

Hublot – zegarki duże, drogie i dość brzydkie. Podobno znienawidzone przez wszystkich, mimo to znajdują wielu nabywców, którym to nie przeszkadza. Nosi je m.in. serbski tenisista Novak Djokovic, ale jemu się to opłaca (niegdyś trenowany przez Borisa Beckera, zbieżność z nazwiskiem Gustav Becker przypadkowa).

Indeks – dawniej: dzienniczek studenta wyższej uczelni, przeznaczony do dokonywania wpisów i fałszerstw, dokumentujących zaliczenia i egzaminy w toku studiów. Obecnie: wskaźnik (giełdowy albo jakiś inny), również znaczek na tarczy zegarka, umownie określający punkt odniesienia dla wskazań czasu.

Invicta – marka wyrobów stylizowanych na luksusowe zegarki sportowe.

Kryzys kwarcowy – przełamanie dominacji producentów szwajcarskich na początku lat ‘70 XX w. wskutek wynalezienia i upowszechnienia się mechanizmów kwarcowych produkcji japońskiej. W 1969 r. pojawił się model Seiko Astron Quartz, pierwszy dostępny na rynku zegarek na rękę oparty na nowej technologii pomiaru czasu. Zegarki kwarcowe, produkowane w coraz większych ilościach i po coraz przystępniejszych cenach, szybko zdominowały rynek. Spowodowało to upadek wielu producentów zegarków mechanicznych, przede wszystkim w Szwajcarii. Odległe konsekwencje tamtego okresu odczuwamy do dziś, usiłując uniknąć kolizji z ludźmi zapatrzonymi w swoje smartfony.

Longines – znamienita firma szwajcarska o początkach sięgających 1. połowy XIX w., znana m.in. z bliskich związków z pionierami lotnictwa (Charles Lindbergh). Longines rozwijał się do czasu kryzysu kwarcowego („Kryzys kwarcowy”), którego nie przetrwał jako samodzielna firma, pomimo wielu innowacyjnych rozwiązań (np. masowe zastosowanie własnych mechanizmów hi-beat). Została marka, obecnie własność grupy Swatch (zob.). Zegarki Longines zachowują pewien własny charakter i względnie korzystny stosunek ceny do jakości.

Longinus – Podbipięta herbu Zerwikaptur, postać z powieści Henryka Sienkiewicza ,,Ogniem i mieczem”. Imię zniekształcone wskutek pomyłki zecerskiej, używane zamiennie z nazwą zegarków marki Longines.

„Mi się podoba” – najczęstszy błąd językowy na forach i blogach zegarkowych, samochodowych i każdych. Z uporem Władysława Gomułki wypiera prawidłowe „mnie się podoba” i „podoba mi się”, podobnie jak „ciężko” zastępuje „trudno”, „ściągać” wypiera „zdejmować” albo „demontować”, a „dokładnie” – „rzeczywiście” albo „faktycznie”. Długa historia na osobny temat.

Neva masquerade – odmiana umaszczenia kotów syberyjskich. Ktoś mógł tak nazwać zegarek, ale stracił okazję.

Nivada – jeszcze jedna marka zegarkowa z niewielkiego Grenchen (fr. Granges, być może stąd czasownik „pogrążać”). Najpierw dała się zamrozić na Antarktydzie (U.S. Navy Operation „Deepfreeze”) a potem jeszcze raz w czasie kryzysu kwarcowego (zob. kryzys… itd.). W latach ’80 sprzedana koreańskiemu przedsiębiorstwu o nazwie Kim Suk Keun Watch Company (naprawdę!) a potem komuś z Meksyku(?). W końcu, wykupiona, zaistniała ponownie jako prawdziwa marka od zegarków, przy okazji na nowo zarejestrowana również w Meksyku (pod nazwą Nivada Swiss). Nivada ma na koncie historyczne, cenione modele Antarctic, Chronomaster, Depthmaster, Aquamatic, z wizerunkami pingwinów, gór i lodowców na kopertach.

Omega – zegarek astronautów i Jamesa Bonda (zob. Bond). Podobno uratował załogę misji kosmicznej Apollo 13 (zegarek, nie Bond) w ten sposób, że Jim Lovell często spoglądał na swoją omegę, dzięki czemu nie umarł z tęsknoty za Ziemią i z braku tlenu. Po szczęśliwym lądowaniu Omega otrzymała za to od NASA nagrodę w kształcie pieska z komiksu, który od tamtej pory podróżuje w swoim rysunkowym module załogowym wokół sztucznego Księżyca pod dekielkiem. Inny zegarek tej marki sprawił, że Eva Green od razu zakochała się w Danielu Craigu (bo najpierw myślała, że to Rolex, a potem już było za późno). Panowie, wyciągnijcie wnioski.

Omesia (również „omeżka”, wersja dla dyslektyków i entomologów: „omeszka”) – ludowa nazwa zegarka marki Omega. Trzeba przyznać, że wyjątkowo okropna. Powinni tego zabronić.

Orient – dawniej poszukiwana marka kawy, obecnie budżetowy zegarek japoński, na ogół ładnie wykonany. Niegdyś niezależna firma japońska konkurująca z Seiko, obecnie część tejże (czyli koncernu Epson). Gdyby więcej producentów chciało utrzymywać taką relację jakości do ceny jak Orient, nasze życie byłoby piękniejsze.

Oris – porządna firma szwajcarska z dziwną dystrybucją i polityką cenową. Ich zegarki tracą na wartości zanim jeszcze trafią do sprzedaży. Czyni to przyszłość marki dość niepewną, mimo że Oris robi ciekawe rzeczy, np. własny cal. 400 z rezerwą chodu 120h.

Piaget – trudno powiedzieć kto to dzisiaj nosi, oprócz Christiana Z. z kanału „Theo and Harris”. Ale marka bardzo zasłużona, chociaż steruje raczej w stronę biżuterii.

Poljot – kiedyś można było dostać go w prezencie na pierwszą komunię.

Prestiż (lub „prestiżowy”) – magiczne słowo z opisów na portalach aukcyjnych. Lubiane przez Polaków, bo oznacza tyle co „hokus-pokus”, czyli nic.

Richard Mille – bardzo drogie zegarki z mnóstwem innowacyjnych rozwiązań konstrukcyjnych i materiałowych. Wyjątkowo paskudne, z tego powodu uwielbiane przez ludzi zamożnych.

Rolex – utrzymuje, że wyprodukowanie zegarka tej marki zajmuje cały rok. Nic dziwnego, że niektóre modele bywają trudno dostępne, mimo że są produkowane w niesamowitych ilościach. Zegarki Rolex stanowią 70% wartości eksportu wszystkich zegarków szwajcarskich. Rolex, jako fundacja o charakterze dobroczynnym, korzysta z ulg podatkowych a znaczną część zysków przeznacza na fenomenalny marketing, dzięki czemu może sprzedawać zegarki po cenach co najmniej dwudziestokrotnie wyższych od kosztów produkcji.

Roleksiarz – osoba, u której widok zegarka marki Rolex, szczególnie własnego, wywołuje rozszerzenie źrenic i przyspieszenie tętna. Wyżej opisane zjawisko bywa zaraźliwe i może prowadzić do groźnych zdarzeń losowych i kryzysowych, wywoływanych niekiedy przez osoby nie posiadające wymienionych zegarków, ale bardzo pragnące je posiadać.

Ruhla – d. synonim taniego zegarka złej jakości (współcześnie zob. bubel).

Sebix – zdrobnienie od Sebastian. Chyba jeszcze nie ma takich zegarków. Gdyby były, powinny być elektroniczne i wydawać głośne dźwięki.

Seiko – pogromca szwajcarskiego przemysłu zegarkowego z lat ’70 (zob. też „kryzys kwarcowy”). Zwycięzca wszystkich europejskich zawodów w kategorii chronometrów do czasu, aż szwajcarscy producenci postarali się o wykluczenie z konkursów wszystkich zegarków spoza Europy. Seiko nadal produkuje straszliwe ilości rozmaitych zegarków, spod których nie wygrzebałaby się nawet Godzilla. Twórcy nowej definicji edycji limitowanej, obejmującej tysiące egzemplarzy oraz koncepcji zegarka, wg której wskazówka sekundowa nie może trafiać w indeksy na tarczy. Część japońskiego koncernu Epson (wraz z markami Credor, Lasalle, Orient), firma-matka marki Grand Seiko.

Swatch Group – jeśli istnieje coś takiego, jak zegarkowy potwór, to jest to właśnie Swatch Group. Firma-moloch, skupiająca producentów zegarków od takich marek jak Breguet i Blancpain do Swatch i FlikFlak (zegarki dla dzieci, wyjątkowo trafna nazwa), i mechanizmów lub części, m.in. ETA (zob.) i Nivarox (sprężyny balansowe, praktycznie monopolista na rynku masowym).

Tavannes – w dobrym stanie prawie nie do zdobycia (zob. Cyma).

Tissot – historia marki Tissot zaczęła się w Le Locle w 1853 r. Od razu na początku powstał pierwszy zegarek (kieszonkowy!) z komplikacją drugiej strefy czasowej. Później w 1930 r. był pierwszy mechanizm antymagnetyczny i połączenie z Omegą. Ścisłe związki obydwu marek zaowocowały później m.in. obecnością werków Lemania także w zegarkach Tissot, obecnie poszukiwanych przez kolekcjonerów. Ale równocześnie były to historyczne początki Swatch Group, powstałej pod tą nazwą dopiero w 1998 r. Na wcieleniu do SG marka Tissot wyszła średnio. Wprawdzie przetrwała, ale otrzymała dość podrzędne miejsce w hierarchii grupy, zajmując raczej segment budżetowy, nie kojarzony z innowacjami i prestiżem (zob. prestiż). Trochę szkoda.

Vratislavia Conceptum – polska marka niszowa, czyli microbrand. Z Wrocławia, jak sama nazwa wskazuje. Oferuje zegarki własnego projektu z licznymi zapożyczeniami stylistycznymi. Sprowadza zamówione komponenty od dostawców z Azji, oferuje krótkie serie (np. 150 numerowanych egzemplarzy) pod własną marką. Firma wzbudza uznanie i sympatię swoją polityką otwartości informacyjnej, udzielaniem się na forach branżowych, a przede wszystkim ciekawymi projektami. Nawet w USA je kupują.

Vulcain – założony w 1858 r., radził sobie dzielnie m.in. za sprawą wynalazku alarmu mechanicznego. Po słynnym kryzysie kwarcowym zaczął szybko zmniejszać aktywność, aż wygasł w latach ’80 XX w. Ale to nie koniec, bo w r. 2001 niejaki Bernard Fleury, właściciel firmy PMH, wykupił prawa do marki i Vulcain odżył. Jeżeli kiedyś uda wam się w końcu zasnąć w samolocie do Nowego Jorku albo do Szanghaju, i obudzi was charakterystyczny, metaliczny terkot, to jest szansa że będzie to Vulcain na ręce sąsiada.

Wostok – na początku lat ’80 XX w. pewien dziennikarz tygodnika „Przekrój” napisał, jakoby jego znajomy zegarmistrz miał stwierdzić, że Wostok „jest staranniej wyszlifowany niż niektóre współczesne omegi”. W tamtych czasach niewielu czytelników „Przekroju” miało szansę zobaczyć na własne oczy zegarek marki Omega (zob.), więc być może niektórzy w to uwierzyli.

Zegarki francuskie – są jak francuskie samochody, na ogół wygodne i efektowne wzorniczo. Ich trwałością nikt się nie przejmuje, bo i tak mają swoich wiernych zwolenników, głównie we Francji.

Zegarki modowe – przedmioty przypominające prawdziwe zegarki, ale mające obniżone wymagania pod względem trwałości i jakości materiałowej, a za to wyeksponowaną markę (na ogół znaną w branży odzieżowej, stąd nazwa) i wygląd podporządkowany oczekiwaniom specyficznych klientów, określanych jako fashion victims.

Zenith – jedna z zegarkowych legend. Twórcy El Primero, pierwszego chronografu hi-beat, który potrafił odmierzać czas z dokładnością do jednej setnej sekundy. To raczej nieprawda, ale ładnie brzmi. Zenith długo opierał się biznesowym konsolidacjom, aż wreszcie w 1999 r został wchłonięty przez LVMH.

Zodiac – pseudonim seryjnego mordercy, działającego pod koniec lat ‘60 i na początku lat ‘70 XX wieku w San Francisco i okolicach. Również marka zegarków, od której wziął się pseudonim. Spotkanie takiego zegarka jest możliwe także dzisiaj. Niewykluczone, że mordercy również.

 

Fajnie napisany tekst. Z humorem, ale i sporą dawką treści, wcześniej mi nieznanych. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
W dniu 28.02.2024 o 21:53, ireo napisał(-a):

Longinus – Podbipięta herbu Zerwikaptur, postać z powieści Henryka Sienkiewicza ,,Ogniem i mieczem”. Imię zniekształcone wskutek pomyłki zecerskiej, używane zamiennie z nazwą zegarków marki Longines.

 

Szczerze mówiąc, to hasło wydało mi się tak absurdalne, że miałem wątpliwości czy je zostawić.

Tymczasem na OLX... 

https://www.olx.pl/d/oferta/zegarek-longinus-CID87-IDVWoVw.html?reason=ip|lister


- ireo

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Kolejny świetny temat by @ireo dzięki, dobrze sie Ciebie czyta. 

Nigdy bym na ten wątek nie trafił, gdyby nie @AK&AK - dzięki Aneta i/lub Andrzej. 

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
W dniu 5.03.2024 o 21:13, ireo napisał(-a):

Alfabet zegarkowy, część II

(jeszcze bardziej subiektywna)

 

Arnold & Son – prawdziwe haut horlogerie ale z angielską nazwą. W XVIII-wiecznej Anglii najbardziej liczyła się flota, a we flocie nawigacja. Podstawą nawigacji był dokładny pomiar czasu, bez którego nie dało się wyznaczyć długości geograficznej. Dlatego działała tam królewska komisja długości, the British Board of Longitude. Chociaż nazwa brzmiała jak Ministerstwo Głupich Kroków w wersji dla dorosłych, była to bardzo poważna instytucja, przyznająca równie poważne nagrody za długość. Znaczy, za udoskonalenia pomiaru długości geograficznej, czyli w praktyce za uzyskaną dokładność pomiaru czasu. John Arnold zdobył kilka takich nagród. Później również zawistni Francuzi zapragnęli oficjalnie mierzyć długość, więc zrobili sobie własne Bureau des Longitude. Ze względu na francuskie ideały wolności i równości nie mogli jednak dokonywać pomiarów zbyt dokładnie, aby nie sprzeniewierzyć się idei braterstwa. Dlatego Francuzi się spóźniają.

Beyer – Beyer Watches & Jewellery, najstarszy na świecie salon zegarmistrzowski, działający nieprzerwanie od 1760 r. (informacja niezbyt ścisła, bo na noc i na weekend zamykają). Otwarcie takiego sklepu zanim jeszcze powstały zegarki musiało być odważną decyzją, ale opłaciło się. Salon Beyera (i muzeum obok, warte obejrzenia) mieści się w Zurychu przy Bahnhofstrasse 31. Na dachu budynku stoją ule, wokół których uwijają się pszczoły. 10 min spacerkiem od dworca, łatwo trafić.

Błonie – (zob. Kirowskie) nie mam jakoś szczęścia do tych zegarków. Najpierw próbowałem zrozumieć podział tarczy w nowym „Zodiaku” i nie udało mi się. Potem chciałem poczytać więcej o historii „błoniaków” (brzmi to jak nowotwory albo jakieś stworzenia żyjące w stawie), więc znalazłem na forum wątek „historia czysto polskiej fabryki zegarków”. Okazało się wtedy, że to o Czystopolu w byłym ZSRR.

Bukareszt – miasto, w którym kiedyś kupiłem Rolexa bez papierów. Okazał się prawdziwy. Inna prawdziwa historia jest następująca: moja przyjaciółka wyszła za Rumuna, już wiele lat temu. Kiedy coś ją w mężu zdenerwuje, przezywa go po angielsku: „unshaved Romanian, without watch!”. To nieprawda, bo przeważnie jest ogolony i w ogóle fajny chłopak, ale zegarka faktycznie nie nosi (zob. Gérald Genta).

Bulova – (zob. Citizen) jest skala bólowa, wizyta bólowa (u dentysty) i zegarek Bulova. Z wymienionych opcji najbardziej polecamy ostatnią.

Czajka – (ros. Чайка, po polsku mewa, taki ptak. Albo tytuł dramatu Czechowa.) tak nazywały się nie tylko zegarki ale również radzieckie limuzyny rządowe, które bardziej od ptaków przypominały hipopotamy lub nosorożce. Z automatyczną skrzynią, dwu i półbiegową. Strasznie dużo paliły.

Franck Muller – w zeszłym roku niejaki Ben Affleck widziany był z zegarkiem tej marki, który podobno dostał w prezencie. Zdziwieni paparazzi odkryli, że był to model Cintrée Curvex. „Kto mógł mu podarować damski zegarek w rozmiarze 25 mm, w dodatku o tak niecenzuralnej nazwie?” - zastanawiały się tabloidy i portale plotkarskie. Okazało się, że Jennifer Lopez.

Gérald Genta – pan z wąsami, talentem plastycznym i wykształceniem zawodowym (jubiler i złotnik), który wcale nie zaprojektował Mercedesa w123 ani Volkswagena Passata B5 tylko wiele innych przedmiotów codziennego użytku, w tym ponad sto tysięcy zegarków. Między innymi: Audemars Piguet Royal Oak, Cartier Pasha, IWC Ingenieur, Omega Constellation, Patek Philippe Nautilus. Klientów miewał wyjątkowych, celebrytów i koronowane głowy, ale te wszystkie zegarki robią wrażenie pewnej powtarzalności, zwłaszcza oglądane po kilka naraz. Czasami powtarzalność i wtórność występują już w samej nazwie, np. „Bulgari BVLGARI-BVLGARI”. Ten ostatni projekt Bulgari początkowo uznało za raczej prostacki. Mnie to wrażenie zostało do dziś. Zresztą, sam Genta nie lubił zegarków i niechętnie je nosił (zob. Bukareszt). Może po całym dniu pracy miał ich dość.

Girard-Perregaux – połączenie nazwisk młodej pary, pana Girarda i pani Perregaux, którzy pobrali się w 1854 r. Oboje wywodzili się z La Chaux-de-Fonds, z rodzin związanych z zegarmistrzostwem. Założenie i uruchomienie własnej manufaktury zajęło im niecałe dwa lata. Autorska konstrukcja tourbillona na trzech równoległych mostkach została opatentowana w 1884 r. Później w GP opracowano pierwszy mechanizm hi-beat. Obecnie najbardziej znanym modelem jest Laureato (prekursor późniejszych pomysłów pana z wąsami, zob. Gérald Genta) z lunetą w kształcie ośmiokątnej nakrętki. Aż chce się odruchowo złapać za klucz francuski.

Kirowskie – (lub Kirowskije, ros. Кировские) to będzie hasło podsumowujące temat zegarków z byłego ZSRR, czyli tzw. „ruskich”. Nazwa Kirowskie ma złowieszczą etymologię, którą trudno objaśnić komuś nieznającemu historii Rosji. Taki ktoś zwykle zakłada, że Rosja to kraj taki jak inne, tylko większy i z historią różnych nieszczęść, które dziwnym trafem dotknęły zamieszkujących go ludzi, spokojnych i sympatycznych, uprawiających grę w szachy i na harmonii, połączoną z konsumpcją różnorodnych napojów wyskokowych. Żadnych agresywnych wojen, dyktatorów ani zbrodniczych ideologii wcale tam nie chcą, tylko zwyczajnie jakoś nie mają szczęścia. Nic bardziej błędnego.

Było takie miasto Wiatka, położone na wschodnim skraju europejskiej części Rosji. Okolice Wiatki, stolicy guberni, były miejscem przymusowego osiedlenia zesłańców (w tym Polaków od czasu powstania listopadowego 1830 r.). Przez Wiatkę prowadziła droga w głąb Rosji. Wielu zesłańców i więźniów różnych narodowości było stamtąd wywożonych znacznie dalej, na Syberię i Daleki Wschód, do takich miejsc „rozrywki i wypoczynku” jak Workuta, Kołyma, Jakuck, Magadan albo Kamczatka. Chyba, że ktoś nie przeżył podróży.

We wspomnianej guberni urodził się niejaki Kirow, rosyjski komunista, który zrobił karierę polityczną w czasie rewolucji bolszewickiej i wojny domowej w Rosji. W końcu na jakimś zjeździe partyjnym otrzymał więcej głosów i dłuższą owację niż Stalin. To był koniec Kirowa, zastrzelonego na polecenie Stalina w 1934 r. Zabójstwo to przy okazji posłużyło Stalinowi za dogodny pretekst do rozpoczęcia wielkiej czystki, jednej z wielu fal masowych represji w Związku Sowieckim. Nazwę miasta Wiatka dla celów propagandowych zmieniono na Kirow.

Imieniem Kirowa ponazywano wtedy co się dało, w tym również Pierwszą Moskiewską Fabrykę Zegarków. Fabryka ta była jednym z chlubnych wyjątków na tle sowieckich osiągnięć technologicznych, których podstawą bywało nierespektowanie patentów i praw autorskich, szpiegostwo przemysłowe lub zabór mienia na wielką skalę, ponieważ powstała dzięki urządzeniom i gotowym mechanizmom, które Sowieci legalnie zakupili pod koniec lat ’20 XX w. w USA po likwidowanych zakładach Dueber-Hampden Watch Co. z Ohio.

Po nadaniu fabryce w Moskwie imienia Kirowa, niektóre produkowane tam zegarki i mechanizmy (stosowane również w polskich zegarkach Błonie, zob. hasło) zaczęły się ukazywać pod nazwą „Kirowskie” (nazwy innych wyrobów tej fabryki: Kosmos, Majak, Moskwa, Orbita, Rodina, Sportiwnyje, Sputnik, Stolicznyje, Strieła, Szturmańskie, Pobieda, Poljot, a nawet Wympieł – zob. wybrane hasła). W latach ’90 XX w., po zmianie fasady ustrojowej byłego ZSRR, ówcześni mieszkańcy miasta Kirow zdecydowali w głosowaniu o zachowaniu jego dotychczasowej sowieckiej nazwy. Żeby zostało jak było, z pomnikiem Lenina na środku.

Lemania – (właśc. Lémania, od fr. Lac Léman czyli Jez. Genewskie) niejaki pan Lugrin miał dość ślęczenia w warsztacie Jaeger-LeCoultre, więc założył własną firmę. Pod koniec lat ’20 XX w., czasach kryzysu ekonomicznego, Lemania utworzyła konsorcjum z firmami Omega i Tissot, które okazało się tak trwałe, że do dzisiaj istnieje jako Swatch Group (zob.), w międzyczasie pochłonąwszy wiele mniejszych i większych firm zegarmistrzowskich. W latach ’80 Lemania przejściowo odzyskała samodzielność i opuściła SG (wtedy jeszcze potwór nazywał się SSIH) ale po paru latach wchłonął ją Breguet, żeby następnie i tak dać się pochłonąć przez Swatch Group. Mechanizmy do chronografów Rolex, Omega, Patek Philippe, Breguet, Breitling, Heuer, wiadomo, ale poza tym werki Lemania napędzały m.in. zegary pokładowe w większości samolotów bojowych NATO.

Łucz – (ros. Луч czyli promień światła). Gra słów, bo po rosyjsku лучшый to również „lepszy”, idealna nazwa dla zegarka. Nie ma znaczenia, że nieprawdziwa.

Majak – (ros. Маяк, słowo wieloznaczne, np. objawienie, znak, zjawa, także latarnia morska) jedna z wielu nazw handlowych zegarków i zegarów, używanych w ZSRR (zob. też Kirowskie). M.in. popularny zegar typu kominkowego, w czasach PRL jeden z symboli złego gustu. Вardzo mi się wówczas podobał. Ciemnego koloru tarcza wprawiona była w ciężki i gruby korpus ze szkła ołowiowego, czasami barwionego np. na różowo. Wszystko to razem umieszczone było na czarnej bakelitowej podstawie. Na rosyjskiej stronie poświęconej tym zegarom znalazłem dumne stwierdzenie, że w ZSRR produkowano wyłącznie mechanizmy o wysokiej dokładności. Dokładność zegara Majak wg producenta wynosiła ±5 min, nie wiem tylko czy na dobę, czy na tydzień. Mechanizm był siedmiodniowy i źle znosił próby cofnięcia wskazówek, często się wtedy psuł. Zegary te produkowano do czasu upadłości fabryki w 2004 r.

Mido – zegarki przyzwoicie wykonane a niedrogie. Przez potwora Swatch Group (zob.), do którego należy Mido, marka pozycjonowana jest gdzieś w końcowym odcinku ogona. U swych początków Mido oferowało zegarki damskie oraz “automobilowe”, w kształcie przedniej osłony chłodnicy ówczesnych Bugatti, Alfa Romeo, Buicków, Chevroletów, Chryslerów i Rolls-Royce’ów. Robiło to wrażenie.

MB&F – coś, co miało być pracownią projektową pojazdów dla obcych, ale na razie, wobec problemów z dotarciem do klienta i finansowaniem, powstają tylko małe modele.

Montblanc – zob. Richemont.

Pani Sylwia – ekspedientka (pardon, doradca klienta) w sklepie Time Trend w Warszawie. Do sklepu warto wstąpić, nawet jeśli oferta Time Trend nie zrobi na nas wrażenia, bo wtedy prawdopodobnie zrobi je pani Sylwia.

Rado – zaczęło się od krótkich słów. Założyciele nazywali się Fritz, Ernst i Werner Schlup. Później postawili na nietypowe wówczas materiały oraz na marketing, który do dziś mają niezły. Największe wrażenie zrobił na mnie pokaz Rado na Baselworld 2017. Przy głośnej muzyce, w ciemności rozświetlonej kolorowymi laserami, czarnoskóre modelki wykonywały układ choreograficzny zaplanowany w taki sposób, żeby ich biżuteria i elementy strojów błyskały światłem w odpowiednich kolorach. Zegarki czekały sobie dyskretnie w gablotach aż może nimi także ktoś się zainteresuje. W efekcie zupełnie nie pamiętam jakie nowości Rado wtedy prezentowało.

Richemont – (pisane poprawnie, bo Richmont bez e to herbata). Grupa marek luksusowych, nie tylko zegarków, założona w latach ’80 w Szwajcarii przez Afrykanera Johanna Ruperta. pełna nazwa: Compagnie Financière Richemont S.A. Board of Directors prezentuje się na zdjęciach trochę jak Rodzina Addamsów. Firmy wchodzące w skład grupy są ciekawie podzielone na kategorie. A. Lange & Söhne, Baume & Mercier, IWC Schaffhausen, Jaeger-LeCoultre, Panerai, Piaget, Roger Dubuis i Vacheron Constantin to Specialist Watchmakers, ale np. Cartier znajduje się w grupie “domy jubilerskie”, a Montblanc i Watchfinder & Co. figurują jako “inne”. Czym więc właściwie jest zegarek Montblanc, albo coś co możemy kupić przez Watchfinder, dokładnie nie wiadomo.

Unitra Warel – polska firma założona w pechowym miejscu i czasie, w 1937 r. w Warszawie. Po wojnie upaństwowiona, weszła w skład zjednoczenia Unitra produkującego wszystko co elektroniczne i co dało się wyprodukować w kraju, w warunkach starannie zaplanowanego zacofania technologicznego. Warel DW-2005, pierwszy (i jak dotąd jedyny) polski zegarek w kosmosie, miał stalową kopertę, zintegrowaną bransoletę i mechanizm kwarcowy „prawie in-house”. Wprawdzie moduł był własnej produkcji, ale wykorzystywał rezonator kwarcowy firmy SANYO, czyli kluczowy podzespół pochodził z importu. Wyświetlacz na czerwonych diodach zużywał sporo prądu, więc zegarek pokazywał czas tylko wtedy, kiedy trzymało się wciśnięty przycisk na kopercie. Gen. Mirosław Hermaszewski, pierwszy (i jak dotąd jedyny) polski kosmonauta, musiał więc używać obu rąk, żeby odczytać czas. Jego kosmiczne zmagania na orbicie z zegarkiem Unitra Warel miały miejsce latem 1978 r.

 

Lekkość, z jaką potrafisz się posługiwać piórem, klawiaturą, długopisem, czy rylcem (niepotrzebne skreślić), sprawia, że nawet napisaną przez Ciebie instrukcję obsługi odkurzacza przeczytałoby się z zapartym tchem i przyjemnością. Sporo fajnych anegdotycznie podanych informacji, wielkie dzięki. I pozdrowienia dla Pani Sylwii, która zapewne ma wybitne osiągnięcia w marketingu. :) 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

  • Ostatnio przeglądający   0 użytkowników

    Brak zarejestrowanych użytkowników przeglądających tę stronę.

×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę.