Szczerze mówiąc, to już nie pamiętam kiedy po raz pierwszy usłyszałem o tej marce. To musiało być dawno. Mieli wtedy w ofercie takie dziwne "chronografy" - telemetry, pulsometry, barista, itp. Zaintrygowało mnie to. Zegarki były poza moim zasięgiem. W zeszłym roku wyszła nowość, właśnie ten model. Cena już nie jest taka odrzucająca i po redukcji tego co mam potencjalnie było mnie na niego stać. Na początku mi się nie podobał przez te dziury w tarczy, ale nie dawał mi spokoju i ciągle do niego wracałem. Ostatecznie przekonał mnie ten projekt jako całokształt. Zaryzykowałem i jest.
Ja to już chyba generalnie mam wszystko jeśli chodzi o zegarki głównego nurtu, nic typowego mnie nie emocjonuje. Kolejny Rolex? Bez sensu, wszystkie są podobne do siebie, jedynie LD odstaje i już go mam. Omega? Panerai? Zenith? GS? Miałem albo mam i zero emocji. PP - mam i wystarczy. VC? JLC? Nuda. L&S? O, to może w przyszłości. Może jakiś Moser? Zastanawiałem nad Endeavour Vantablack jako alternatywą, ale zależało mi na ręcznym naciągu.
Fascynuje mnie ostatnio świat mikrobrandów - tam są ciekawe projekty. Właśnie zapisałem się na Yemę Wristmaster w kamuflażu. Niby nic nowego ale - wykończenie całości, mikrorotor, fajne wymiary - to do mnie gada w tym zegarku. No i 1/10 ceny tego powyżej. Będzie w czerwcu. Czekam i to powoduje że pojawiają się emocje (gonienie króliczka).