59 [Poznań] Jeszcze raz zapuszczamy się w okolice centrum, tym razem do Parku Wilsona do Palmiarni. Jeśli macie własne bazy danych, to zmieńcie koniecznie Pomarańczarnię na Palmiarnię, gdyż właśnie tak a nie inaczej nazywa się ten obiekt. Kiedyś zegar stał tutaj przed wejściem do Palmiarni, ale został zniszczony i dopiero niedawno Urząd Miasta postanowił go odrestaurować. W necie znalazłem raport, z którego wynika, że naprawa kosztowała Miasto 14 500 zł - to naprawdę kupa kasy. Tym bardziej dziwi fakt, że we wszystkich cyfrach zegara widać nawiercone otwory, jakby ktoś z nazbyt wielkim entuzjazmem chwycił się za wiertarkę Pierwszego dnia otrzymaliśmy informację, że teraz zegar stoi w środku w hallu, ale na czas zimy został gdzieś przeniesiony i nikt nie wie gdzie. W niedzielę jednak okazało się, że zegarek stoi w szatni tuż obok wejścia, pod wielką osłoną z pleksi (stąd niechciane refleksy od lamp) w obawie przed działaniem wandali. Podobno zegar ma zostać wystawiony ponownie na widok dopiero wtedy, gdy wykonana zostanie jego replika. Czyli de facto to właśnie kopia stanie na zewnątrz. Pierwotnie został wykonany w 1929 r. przez firmę Gerlach z Warszawy, o czym mówi wielki napis z przodu zegarka. Na Gnomonie zaś widnieje data 1974 i nazwa PoWoGaz - to prawdopodobnie firma, która go zrobiła lub sfinansowała rekonstrukcję. A tak ten zegarek wyglądał kiedyś: Na pierwszy rzut oka widać, że miał o wiele większy gnomon - ten dzisiejszy ma połowę jego wielkości.