Fajnie, że jesteś otwarty na nowe, szkoda, że Cię do tego zmusiło bolesne doświadczenie. Ale najważniejszy krok już masz za sobą czyli "chcesz" coś zmienić.
Rozmiarówka generalnie w większości przypadków cały numer większa.
To jest całkowicie nowe doświadczenie więc tu trzeba testować. Ja brałem najczęściej 2-3 rozmiary danego modelu i niepasujące odsyłałem. Pamiętać też nazeży, że luz powinien być większy niż jesteśmy przyzwyczajeni + po jakimś czasie stopa ulega rozprężeniu i lekkiemu rozciągnięciu jak nie jest już ściskana obuwiem.
Bywało, że zamwiałem 12 par w jednym zamówieniu i odsyłałem 11.
To jest największy minus tej zmiany. Ale z perspektywy powiem Ci, że to wcale nie jest minus, bo odpada Ci latanie po sklepach a paczka przychodzi pod nos do domu.
Wybacz ale kompletnie się nie zgodzę z tym co piszesz. Takie buty mają z założenia kształt, który przeszkadza koledze Londek a chodzi o to aby były na starcie szerokie, miękkie (cholewka) i wygodne. Wszystko, nawet niewygodne może się "rozbić" ale nie o to tu chodzi. But ma się dopasować do stopy a nie na odwrót. To co piszesz to jest jakieś kuriozum.
Poniżej kilka zdjęć podejścia do tematu i głównego założenia koncepcji obuwia o którym piszę.
Ja bym to podsumował tak: chcesz chodzić modnie/ładnie czy wygodnie. To jest w gruncie rzeczy bardzo prosta decyzja i tylko dwie drogi do wyboru Trochę mam moralniaka bo przez lata wychwalałem sportowe obuwie znanych marek. Nie wyobrażałem sobie wygodniejszych butów niż te które nosiłem. Przerobiłem tego mnóstwo: New Balance, Adidac, Nike, buty biegowe, na wyjebolitowych piankach, Yeezy i wiele by wymieniać. Dopiero po zmianie zobaczyłem w jakiej nieświadomości żyłem.
Nikogo nie namawiam, prezentuje tylko alternatywne/zdrowsze podejście do obuwia w którym najtrudniejsze jest odpięcie się od czynnika modnie/ładnie/"wygodnie".
Edyta: dodam jeszcze, że pierwsze odczuwalne na plus zmiany zauważyłem po jakiś 4-5 miesiącach noszenia obuwia tego typu. Na samym początku to nie jest prosta i miła droga