Zegarki z wychwytem szpindlowym są trudniejsze w naprawie niż te produkowane już po rewolucji przemysłowej. Posiadam duży zapas części do "szpindli" i naprawiając je praktycznie każdą część, którą wymieniam lub uzupełniam jej brak w mechanizmie, muszę przerobić lub dopasować. Osobnym tematem jest dorabianie zaczepów łańcuszków galla czy naprawa zerwanych. Myślałem, że taki szpindelek to jest jak budzik, proste toto i mało części ma... nic bardziej mylnego. W każdym mechanizmie widać rękę człowieka, każdy detal jest indywidualnie pasowany i np. niecentryczne otwory to norma. Osie są pochylone względem siebie jak jabłonki w sadzie, otwory łożyskowe poprzesuwane, śrubki każda indywidualnie wykonana przez "sztyfta", więc bywa, że włosy stają dęba gdy się ogląda jak jest to czy owo wystrugane... Ale nic nie zastąpi tego miarowego ( no... średnio- miarowego) klak-klak wielkiego balansu pod zdobionym kokiem... Kochajmy szpindle, bo nie wiem czemu chodzą...