Wg mnie to zależy od czego się zaczęło, twórczości Sapkowskiego i Tolkiena wszystkim się od siebie różnią, tak jak koledzy wyżej napisali, podobne jest to że są miecze i inne rasy. Inni są bohaterowie, inny język, u Tolkiena ujmuje (mnie) bogactwo opisów, różnorodność języków i przede wszystkim spójność całej historii, opisującej stworzenie świata i jego funkcjonowanie. Hobbita i zaraz potem Władcę Pierścieni przeczytałem pod koniec szkoły podstawowej, po jakimś czasie doszedł Silmarillon, potem Niedokończone Opowieści, Dzieci Hurina. I zgadzam się, że te ostatnie to już taka encyklopedia Tolkienowskiego świata. Jego twórczość uważam za moją ulubioną, mimo że przeczytałem / przesłuchałem kilkaset książek.
Odnośnie Wiedźmina, to poznałem go sporo później, na studiach, jako „polskiego Tolkiena”. Od razu chwyciłem za lekturę i… mocno się rozczarowałem. Prostym, czasem chamskim i rubasznym językiem i takim brakiem głębi, a czasem spójności. Mimo to do dziś przeczytałem wszystkie książki z Wiedźminem i ogólnie mogę powiedzieć, że mi się podobały. Co do ekranizacji, pomijając Żebrowskiego, Netflix stanął na wysokości zadania, ale ponieważ nie pamiętam aż tak szczegółowo pentalogii, to oglądam jak coś prawie nowego.
Natomiast po kilkukrotnym przeczytaniu Władcy Pierścieni u Jacksona przeszkadza mi pewne odejście od fabuły (np. brak Toma Bombandila - jakże kluczowej postaci w trylogii!, czy też zmiana opisu ataku na Minas Tirith - „wykorzystanie” umarłych). Niemniej jednak filmem jestem zachwycony, mniej więcej tak wyobrażałem sobie świat Tolkiena, kiedy czytałem książki. Dla mnie Władca mógłby być zrobiony jako 10-odcinkowy serial 😊
Najmniej podobają mi się Pierścienie Władzy, ale też są warte obejrzemia.