W sumie to nawet nie wiem, czy pisać, bo rozstrzał wielki… Ale… 2 tygodnie we Florencji zaowocowały takimi przymiarkami: Fossil Starck Watch - O-ring Digi. Przede wszystkim od dawna chciałem przymierzyć, bo bardzo mi się podoba stylistyka przedmiotów wychodzących spod ręki projektanta Philippe Starck’a. Wykonanie – na pierwszy rzut oka ok, po dokładnym przyjrzeniu się widać mankamenty dyskwalifikujące przy tej cenie zegarek (przede wszystkim zadziorki wewnątrz pierścienia, niewielkie, ale wyczuwalne, przytarcia skóry na bransolecie) . 500 zł za zegarek jakby nie patrzeć designerski i nie najwyższej jakości, to za dużo! Za cenę wyjściową ok. 130 euro można kupić kilka innych, bardziej klasycznych, lepiej zrobionych, naprawdę ładnych, kwarcowych i automatycznych zegarków Fossila. Co prawda już bez nazwiska „Starck”. Design owszem super, ale już nie dla faceta w moim wieku. Na ręku stracił z 50% swojej urody (przynajmniej na moim ręku ). Przymierzałem także wersję na plastikowej „bransolecie” – masakra, miałem wrażenie, że rysuje się pod palcami. Rado – lubię markę za niepowtarzalną stylistykę, za nowe, moim zdaniem świetne, rozwiązania. Można się oczywiście czepiać, „brylancików”, biżuteryjności wyglądu, itd., ale takie właśnie jest Rado. Chociaż oglądane przeze mnie modele były „normalne”. I tak: Rado Centrix – na oko bardzo ładny. Automat, szafir, transparentny dekielek… Na moim chudym nadgarstku wyglądał ok. Cena – jak cena – po dużym rabacie trochę ponad 830 euro. Za Rado, ktoś krzyknie? No cóż, ja wolę Rado od kilku bardziej „reprezentatywnych” szwajcarskich marek. Gdyby jeszcze wykonanie było adekwatne do ceny… Niby na pierwszy rzut oka wszystko w porządku, ale od zegarka za cenę wyjściową ponad 1000 euro mogę chyba oczekiwać większej precyzji przy indeksach godzin! Były najzwyczajniej w świecie krzywo podocinane! Wyglądały jak w Lemansie za 250 zł. Wiem, bo miałem z czym porównać. Za to piękna bransoleta :-) Drugi Centrix – wszystko oki, nie było się czego czepić, gdyby tylko był w wersji ze zwykłymi indeksami zamiast brylancików… Tego mogę zdecydowanie polecić. Cena jakoś podobnie, może troszkę drożej. Fossil (normalne, pod swoją marką) – oglądałem z przyzwyczajenia, bo dla mnie to ciągle kawał porządnie wykonanego zegarka. Przymierzałem kilka, oglądałem kilkanaście. Do wykonania ŻADNEGO nie mogłem się czepić. Przy czym to zegarki niskobudżetowe (90 – 200 euro). Za to ich wykonanie nie ustępuje markom kilka razy droższym i powszechnie na naszym forum szanowanymJ Ten poniżej kosztował ok. 100 euro (bez rabatu póki co, bo to z najnowszej kolekcji) Kto wie, może latem…? Oglądając i przymierzając Paneraie w Officjalnej Officynie Panerai przy Piazza di San Giovanni we Florencji miałem ściśnięte gardło. Z trzech powodów… Po pierwsze, to przeżycie samo w sobie – bo to moim zdaniem najładniejsze zegarki w swojej stylistyce i jedna z moich ulubionych marek tak w ogóle, po drugie – obsługa! Z resztą obsługa to osobny temat. Profesjonalne podejście do klienta, fachowość, oczywiście uprzejmość w każdym punkcie sprzedaży. Czy piło się kawę za 1 euro przy barze, czy przymierzało (z zaznaczeniem na początku rozmowy, że tylko przymierzam i oglądam), czy też wydawało kilkaset euro, podejście sprzedawców było jednakowe. Kurde, każdy sprzedawca za własne pieniądze powinien jechać do Włoch i się uczyć na czym polega handel. Ja, handlowiec od lat, uczę się tam czegoś nowego przy każdym pobycie. Po trzecie – bo nie było mniejszych niż 44 mm a takie na moją chudą łapę pasują jak kareta do wołka. Znaczy moja łapa to ten wołek, tak dla jasności. A teraz fanfary!!! Maleńki sklepik na Ponte Vecchio i przymierzanie Rolexów… Kobieta wiedziała o Rolexach chyba wszystko. Miała z 60 lat. Ten jest dla mnie!!! Rolex Milguss w cenie ok. 3000 euro (po rabacie), ale za jakiś czas, znaczy za kilka lat Tak, on będzie mój… Nie będę tutaj pisał o jakości wykonania, o stylistyce itd. Nie wypada… Później przymierzałem jeszcze Tagi, Vecherony, Millery (może… kiedyś?) Ominąłem Patki – wystawione nie były w moim guście. Na Ponte Vecchio na odcinku 100 m jest takich sklepików kilkanaście. Wszystkie mają autoryzację na sprzedaż, niektóre na naprawy i serwis. Do każdego można wejść (są zamknięte a sprzedawca otwiera, gdy zadzwonimy do drzwi dzwonkiem), przymierzyć, porozmawiać z fachowcem, który doradzi, pokaże i nie będzie miał kwaśnej miny, kiedy podziękujemy bez kupienia. Póki co jest jednak Rolex. Albo sobie wstrzyknę silicon w nadgarstek i kupię Paneraia… Tego...