Przyszło w końcu to cudo. Nie mam niestety w tej chwili sprawnego aparatu pod ręką, ale towar wygląda jak na focie. Koronka chyba ciut mniej płaska. Oraz zacny napis Shenhua 9584 i kilka bazgrołów innej treści na szkle dekla. Dwa słowa o jakości. Koperta miała być stainless steel. Mocno w to wątpię, bo ślady między uszami wskazują na odlew z szajsmetalu, a nie obróbkę stali. Tak, czy inaczej, jeśli chrom, to dość gruby. Zobaczymy, kiedy zlezie, bo skrobać dla testów nie będę. Bezel i metalowy element dekla wyglądają już na stal (ten ostatni nawet jest tak opisany). Wspomniana koronka i nakręcanie... Korona zakręcana, za mała, nieporęczna, gwint za ciężko chodzi - spory minus, bo musiałem to odkręcać i przestawiać łapiąc przez koszulkę. Koronka działa tylko w jednym położeniu - do przodu zmiana czasu, do tyłu dokręcanie. Dziwny patent. I raczej marny. Werk wykończony - jak za ten szmal - przyzwoicie. Widać, że drogie to to nie było, ale oczy nie bolą. Z puszki go nie zrobili. Na "płytkach" i na rotorze paseczki, jakieś diamenciki, niebieskie śrubeczki... Oczywiście odstaje to od werku Parnisa "portugalczyka", ale cena jest kilkukrotnie niższa, więc można się było tego spodziewać. Wykończenie koperty - na pierwszy rzut oka bez zastrzeżeń. Oczywiście z wierzchu, bo jak się popatrzy między uszy, to widać cięcie kosztów i wspomniane ślady domniemanego odlewu. Ale tam, gdzie przy noszeniu widać - jest ok. Razi za to wykończenie dekla od środka (a właściwie jego brak), bo widać brzydki, nieoszlifowany metal, kiedy się spojrzy od góry. Koperta od wewnątrz też nie powala, ale nie rzuca się w oczy, więc to można darować. Pasek to aligator z fabryki opon, co było do przewidzenia. Koperta jest dobrze wyprofilowana, leży dobrze na chudej (przyzwyczajonej do vintage) łapie, mimo całkiem sporych rozmiarów (~42 mm b/k, ~48 L2L). Obawiałem się wygody odczytu czasu w zegarku bez tarczy, ale jest ok. Minuty na wewnętrznym ringu i godziny na bezelu załatwiają sprawę. Na wskazówkach jest nawet jakaś luma, ale jak tak patrzę, to symboliczna. Na 5 minut świecenia. To też było do przewidzenia. Oczywiście ciężko mi, po kilku godzinach, mówić o technikaliach. Czasu na razie nie zgubił. Nie stanął. Nakręcałem praktycznie tylko ruchem ręki, więc automat działa. Potestuję, to napiszę jak to dalej będzie wyglądać. Foty też postaram się jakieś wrzucić, ale problem z aparatem mógł nie być przejściowy, że tak to ujmę, więc nic nie obiecam. A przyjemność z noszenia? Na ten moment duża. Zegarek ma ciekawy design, inspirowany Corumem, ale bez chamskiej zżynyki. Oczywiście trąci ciut "bazarową bogatością" przez diamenciki i wykończenie na wysoki połysk, ale do garnituru i na poważne okazje tego nosić nie zamierzam.