Wszystkie Cartiery są w swoich kategoriach ciekawymi zapachami: Declaration ma w sobie charakterystyczny "gen Elleny" (Jean Claude Ellena - twórca perfum) także jeśli znasz i lubisz np Terre de Hermes czy serię "ogródków" Hermesa będzie Ci się podobać. W otwarciu spora doza kminu rzymskiego kminu przypominająca niektórym woń potu Declaration Essence jest podobny ale pozbawiny niemal nuty kminowej o której powyżej, całość jest bardziej oleista i zwarta, mniej przestrzenna od oryginału. Declaration d'un Soir to jeden z ich nowszych zapachów - nowoczesny wieczorowy zapach z dominującą nutą róży Cartier Pasha to wybór raczej dla starszego Pana - klimaty fougere (czyli paprociowe) z solidną dawką kolendry Seria Eau de... to niczym się nie wyrózniające świeżaczki Must to ciekawy słodziak, czekoladowo anyżkowy w odbiorze Roadster to miętowy, bardzo oryginalny świeżak - trzeba naprawdę lubić miętę, bo kazdy faza rozwoju to mięta przybrana w inne składniki - od wodnej, odświeżającej, po waniliową, słodkawą. Santos to z kolei typowo samczy zapach, dziecko swoich czasów (lata 80.), typowy zapach typu powerhouse Mi podchodzą wszystkie Deklaracje z pozostałymi mam kłopot - Pasha dodaje mi co najmniej 20 lat, Santos bardzo brzydko się zestarzał w porównaniu do innych powerhouse'ów, Eau są mało oryginalne, Must zbyt słodkie, Roadster z uwagi na to, że nie przepadam za miętą odpadł w przebiegach, ale wszystkie to swoich kategoriach dość oryginalne kompozycje. Co do Bvlgari to od lat używam (jeden z moich "signature scent") Bvlgari Pour Homme - dość świeży i elegancki zapach z genialną nutą herbacianą, flankery tej wersji również bardzo przyzwoite. Aqua to bardzo oryginalny świeżak, trudno porównać do czegokolwiek znanego dzięki słonej, wodorostowej nucie. Bvlgari Man to przyzwoite nowoczesne drzewno-wetiwerowe perfumy. Najgorzej z zapachów tej marki wspominam Blv - imbirowe mydliny