W sercu Zielonej Góry, tam, gdzie winnice ustępują miejsca rzemieślniczej precyzji, czas płynie inaczej. Nie mierzy się go tam w bezdusznych impulsach kwarcowego kryształu, lecz w miarowym, hipnotyzującym tykaniu szwajcarskich balansów, które pod okiem polskich mistrzów zyskują duszę. Mimo, że widziałem już sporo, muszę przyznać: Polpora to zjawisko, które wymyka się prostym definicjom. To nie tylko zegarki. To manifest polskiej tożsamości, zamknięty w stalowych k Zobacz pełną treść