Mam czarnego Gentlemana już kilka tygodni, więc czas na pewne przemyślenia i krótkie podsumowanie.
EDC (automat na bransolecie, budżet ok.5k) udało mi się sfinalizować za trzecim razem. Najpierw napaliłem się jak szczerbaty na suchary na Seiko Alpinista Mountain Glacier. Tarcza genialna (do dzisiaj twierdzę, że w kategorii do 5k zł ta tarcza jest jedną z najładniejszych, o ile nie najładniejsza). Ale przymiarka mnie wyleczyła - przy stosunkowo niewielkiej średnicy koperty uszy były za bardzo zagięte do dołu i zamiast oplatać nadgarstek, opierały się na nim. Poza tym bransoleta była bardzo mizernej jakości i były problemy z jej zapięciem. Potem naszło mnie na PRXa, zwłaszcza jak zobaczyłem wersję ice blue (potem też zwróciłem uwagę na zielonego). Ale znowu przymiarka zweryfikowała oczekiwania. Mimo że nie mam gigantycznego nadgarstka, 40mm wydało się zbyt mało. Poza tym (wiem, że narażę się wielu osobom), ale bransoleta wydała mi się taka jakaś licha - cienka, lekka i za bardzo zwężająca się. Ale jednocześnie przymierzyłem czarnego Gentlemana i nagle mi zagrało (kiedyś przymierzałem wersję niebieską i jakoś nie porwała). Ale bardziej skłaniałem się do wersji szarej. I kolejna przymiarka - porównanie i okazało się, że minimalizm i czysta forma wersji czarnej to jest to.
I tak oto wszedłem w jego posiadanie. Pierwsze wrażenie (i nie tylko pierwsze) - zegarek jest bardzo harmonijny, dobrze zwymiarowany, dobrze układa się na nadgarstku, ma odpowiednie proporcje grubości, szerokości lunety, długości uszu, ma odpowiednią wagę. Szlifom nie można nic zarzucić. Koperta jest cała szczotkowana, polerowana jest szeroka luneta i krawędzie pomiędzy poszczególnymi płaszczyznami. I w ogóle i w szczególe wygląda to bardzo dobrze. I tu małe zaskoczenie. Myślałem, że 160g będzie więcej "ważyć", ale chyba jest odpowiedni balans pomiędzy samym zegarkiem a bransoletą. Ta ogólna harmonijność to chyba najmocniejszy punkt zegarka.
Kolejny - to tarcza - jednolicie czarna (gdzieś wyczytałem, że czarna wersja ma szlif słoneczny, jestem chyba ślepy, bo go nie zauważyłem). Srebrne, kilkupłaszczyznowe wskazówki i indeksy powodują, że czytelność jest wzorowa. I tu jest jeden drobny szczegół, na którego do tej pory nie zwracałem uwagi, ale w tym zegarki naprawdę "robi robotę". A mianowicie chodzi mi o okno datownika w kolorze tarczy. Czytelność daty trochę gorsza, ale za to jak to wygląda... Chociaż przydała by się lupka. Co do czytelności - jedno zastrzeżenie - luma niby jest, a jakby jej nie było. Świeci słabo i krótko. Ale za to na piękny jasnoniebieski kolor (żona mówi, że turkusowy). W połączeniu z czernią tarczy i srebrnymi wskazówkami i indeksami - najlepiej wygląda w półmroku.
Szkiełko szafirowe z wewnętrznym antyrefleksem. Widać, że jest, czytelność pod dużymi kątami jest niezła, ale daleko mu efektu "braku szkiełka".
Bransoleta jest solidna, pełne ogniwa i endlinki. Ale.... Ma o wiele za ostre krawędzie. W codziennym użytkowaniu to nie przeszkadza, ale jak się przejedzie po krawędzi opuszkiem palca, to jest niefajne. To co bym zmienił - to poszerzyłbym środkowe ogniwo (wszystkie trzy są równej szerokości) i powinno być ono szczotkowane. Jest polerowane, co wygląda trochę tandetnie. Jeżeli miałaby być polerka, to na bocznych krawędziach (a są szczotkowane). Stal jest solidna. Mimo intensywnie uprawianego "desk divingu" nie zauważyłem na razie żadnych rys. Zapięcie jest OK. Nie przepadam za motylkiem, mam dość reaktywny nadgarstek i nie lubię, jak mnie coś uciska. Skutkiem tego jest, że większość czasu zegarek noszę trochę za luźno. Ale przy takiej pogodzie jak teraz - jest idealnie. Wiem - następny krok to pewna marka, której nazwa zaczyna się literę R, ale pomijając cenę nie jestem pewien, czy jestem gotowy, aby ciągle się za siebie oglądać, czy nie idzie ktoś za mną z maczetą lub siekierą 😁 😉Nie pasuje mi rozmiar 21 mm szerokości między uszami. W zimie lubię nosić zegarek na skórze. Tissot chce chyba wymusić kupno oryginalnych pasków. Ale 450 zł za ori pasek, który jak czytam na forum, jest bardzo wątpliwej jakości, to chyba przesada.
Celowo nie chcę za dużo pisać o mechanizmie. Napisano już o nim chyba wszystko. Odkąd mam rzezczony egzemplarz - nie zatrzymał się, więc nie wiem, czy faktycznie ma 80 godzin rezerwy chodu, ale w jeden weekend odłożyłem go w piątek wieczór do pudełka i w poniedziałek rano wciąż chodził. Jeżeli chodzi o dokładność - jest lepiej niż dobrze. Noszony na ręku przyśpiesza o ok.1-2 sekundy na dobę (ale są też dni, że chodzi w punkt). Odłożony na weekend przyśpieszył o ok.5s. I nie uprawiam żadnych czarów marów z odkładaniem. W dzień go noszę, a na noc normalnie odkładam do pudełka tarczą do góry. I tu naszła mnie gorzka refleksja. Tissot stał się chyba ofiarą swojej pozycji w Swatch Group. Był dobry, jeżeli trzeba było testować nowe rozwiązania (krzemowa sprężyna balansu). Jeżeli rozwiązanie się sprawdziło, to powędrowało do Omeg i Longinesów, a w nowym wypuście Gentlemana jest już tylko Nivachrom. Na marginesie nowe Gentlemany, bez daty,z koszmarną nieregularną dziurą na godz. 12 wyglądają okropnie. Ale przynajmniej mój jest "Silicium".
Trochę się rozpisałem - ale już zmierzam do końca. Zegarek wygląda na solidny. Jest solidny, chociaż jak na razie nie przytrafił mu się żaden dzwon. Zamierzam wziąć go na urlop i wtedy zobaczymy jak spisuje się w warunkach bardziej polowych niż biurowe.
Czy jest to zegarek idealny? Nie. Czy jest godny polecenia? Zdecydowanie tak.
W poprzednim poście nie przeszły zdjęcia, więc dodaję