Skoro zostałem zawezwany do tablicy... Miałem w ręku obie tarcze i Staszka i Leszka. Przed renowacją i po renowacji. Nie wchodząc tutaj w dyskusję, czy renowacja była potrzebna, czy nie, chociaż moim zdaniem patrząc na nie przed renowacją, nie było innego wyjścia, ale to jest oczywiście tylko moje zdanie i każdy może mieć inne, stwierdzam, że efekt końcowy jest zdecydowanie ponad przeciętny. Jak dobrze wszyscy wiemy, zdjęcia znacznie uwypuklają wszelkie uchybienia i niedoskonałości, i tak też jest w tym przypadku. Trzymając na żywo tarcze, właściwie nie można mieć o nic pretensji... no może jedynie o to, że ring namalowany został zbyt błyszczącą farbą. Ale z drugiej strony nie mam pojęcia jak wyglądała oryginalna tarcza, jak była nowa. Będąc przy ringu... rozmawiałem z p. Głowackim o technologii renowacji tych konkretnych tarcz. Napisy i indeksy kładzione są oczywiście tampodrukiem, ale sam ring, ze względu na to, że znajduje się na wysokości wypukłych indeksów, malowany jest w całości ręcznie. Inaczej ma się sprawa w przypadku gdy ringi kolorowe są na innej wysokości, lub gdy np indeksy nanoszone są farbą, np w takich Atlaticach Oglądałem pod dużym powiększeniem tarczę Staszkową i powiem szczerze, że mimo iż ręce mam mocno stabilne i sam staram się naprawiać swoje zegarki, to nie podjąłbym się malowania takiego ringu. Farba ma swoje prawa i biorąc pod uwagę napięcia powierzchniowe bądź co bądź dość gęstej substancji (nawet jeśli jest mocno rozcieńczona) to jednak dobre wypełnienie, zwłaszcza miejsc wewnątrz i przy indeksach musi być niezwykle trudne i czasochłonne. Także ukłon w stronę renowatorów którzy podejmują się tego zadania Mi się podoba