Pamiętam jak, jako mały chłopak łowiłem traszki w leśnym stawie... Na jedną dżdżownicę można było złapać całkiem sporo traszek. Wystarczył kawałek sznurka i szpilka, lub cienki gwóźdź. Wyginało się szpilę, lub gwóźdź w kształcie haczyka, przywiązywało się sznurek, zakładało się dżdżownice tak, aby dyndała się na końcu, i siu zestaw do wody. Traszki łapały koniec dżdżownicy i tak mocno się jej trzymały pyskiem, mordką, czy czym one tam mają, że można było je delikatnie wyciągać z wody. A po całej operacji jeszcze dżdżownicę puszczało się wolno... :lol: To były czasy i piękne zabawy... Super masz roślinki. Kawał dobrej roboty