Pozwolę sobie odświeżyć temat i podzielić się moimi refleksjami nt. wybranych zapachów 😉.
Tak, cały czas poszukuję mojego zapachowego Graala. Czasami wydaje się, że jestem blisko, ale później zaczynam szukać na nowo. Świat perfum - podobnie jak świat zegarków - ewoluuje. Niestety nie zawsze na lepsze, Czego sam doświadczyłem.
Poniżej wrzucam mój obecny stan półki z zapachami. Bywały okresy, że była bardziej urozmaicona, ale cóż. Poniżej kilka uwag do tego co na półce.
1. Najstarszy jest Paco Rabanne 1 Million. Stoi u mnie już ponad 10 lat i jeszcze go nie zużyłem 😉. Piekielna bestia dla prawdziwych ogoniarzy. Ciągnie się za użytkownikiem, że ho, ho... 😉. Dla mnie zbyt intensywny, Oczywiście wyczuję bestię, gdy przechodzi koło mnie ktoś nim spryskany. Ja go używam do... spryskiwania łazienki, gdy wyjeżdżam na kilka dni. Gdy był świeższy to trzymał dobry tydzień i po powrocie jego zapach - choć słabszy - jeszcze się unosił 😀.
2. Obok niego stoją dwie buteleczki Guerlain L'instant de Guerlain pour Homme (EDP i EDT). Oczywiście bardzo fajne zapachy, jedne z moich ulubionych. Na zimę w sam raz. Ale... zakochałem się w starszej wersji, tej w butelkach z czarnymi bokami i podstawą oraz pakowanej w czarne pudełko. Po prostu magia. Zapach charakterystyczny, do tego świetnie ewoluujący i długo trzymający na skórze. Kupowałem EDP (Eau Extreme), która była kapitalna. Niestety obecna wersja to już nie to. Ogromna szkoda.
3. Creed Silver Mountain. Kiedyś nabyłem próbkę i mnie przekonała. Rzeczywiście można się poczuć jak w górach a do tego odnosiłem wrażenie, że ten zapach jest taki... hmmm... mroźny? Ot taki "Man on the silver Mountain" (najlepiej wersja koncertowa - Dio, Ritchie, Cozy).
4. Chanel Allure Homme. Bardzo ładny zapach, ale nietrwały. Przynajmniej na mojej skórze.
5. Z prawej całe stado próbek, ale nie znalazłem nic zachwycającego.
Przez moją "półkę" przewinęła się cała masa różnych zapachów od najbardziej klasycznych (Boss szary), przez Givenchy (czerwone i niebieskie - oba ok), Azzaro chrome, Issey Miyake (L'Eau d'Issey) itd., aż po mniej znane. Ale jeszcze nie znalazłem swojego graala. Cały czas go szukam. Najbliżej było ze wspomnianym Guerlainem.
Pamiętam kiedyś na jakiejś konferencji usiadł przede mną jakiś starszy facet, który używał kapitalnych perfum. Nie wiem, zapach był jakiś taki wiśniowy. W każdym razie rozwalił mnie. Później szukałem czegoś wiśniowego, ale nie znalazłem. Eksperymenty (np. z Burberry London - nie spodobał mi się) nie powiodły się.
Aha, nie cierpię Fahrenheita.