Ja kupiłem jak mój miał 8 lat i przez 5 lat też tylko olej zmieniałem i raz żarówke. Po czym w ciagu 2 lat czarna seria: alternator (powrót na lawecie), 2 miesiące później przewód hamulcowy pękł i podczas jazdy straciłem płyn na szczęście w mieście więc bez dużych prędkości ale ostatni kilometr to już hamowałem ręcznym przed światłami bo pedał mi wpadł w podłogę, odebrałem auto, przejechałem 10 kilometrów wracam do auta a tutaj płyn pod autem, tym razem zaworek przy pompie płynu chłodniczego, potem planowana wymiana sprzęgła, za chwile auto kręci ale nie odpala i znowu laweta, powód to czujnik położenia wału (jaja jak berety bo parking podziemny w biurowcu na poziomie minus dwa z mega stromym zjazdem i wyjazdem i laweta nie wjedzie, byłem wyciągany Mitsubishi L200 na linie) Powoli zbierałem się za robienie rozrządu no to wcześniej rozsypało się turbo i znowu powrót do mechanika w kłębach dymu. Zregenerowałem i powiedziałem sobie pass bo ile można? W międzyczasie oczywiscie "pierdołki" typu końcówki drążków, sprężyny, poduszka pod skrzynią biegów, pasek osprzętu, akumulator itd itp. A i sprzedałem go za tyle że nawet nie wiem czy mi się zwróciło to co w niego wsadziłem przez te 2 lata, wolałem nie liczyć