Z częścią się oczywiście zgodzę - bo będąc odpowiednio oczytanym w przepisach spokojnie jakiegoś niemądrego sprzedawce można tak jak Ty to zrobiłeś "naprostować" Tylko jeżeli np. ja postawiłbym się w miejscu sprzedawcy to wziąłbym świadków - np. znajomy by potwierdził, że pokazywałem mu zegarek i jak chciałem mu go podać to upadł jeżeli już taki delikwent wpłacił kasę - to od razu zwrócić (mniejsze prawdopodobieństwo, że będzie się o cokolwiek bił - bo najpierw musiałby opłatę sądową wpłacić) Poza tym nie wiem na jakiej podstawie miałbym mu płacić 2x cenę --? Tak samo nie rozumiem, skąd miałbym mu znaleźć drugi zegarek, jeżeli miałbym tylko jeden. A na dobrą sprawę jeszcze prościej chyba by było nic nie mówić tylko nie wydać towaru. Z umowy sprzedaży bo taką zawarlibyśmy wynika tylko zapłacenie ceny i wydanie towaru. Jeżeli ktoś zapłacił cenę a ja nie wydałem mu towaru, "bo mam takie widzi mi się" to gość moim zdaniem może tylko płakać i bić się o to co utracił przez to, że nie kupił ode mnie danego zegarka, cenę jaką zapłacił i nakłady jakie włożył na zawarcie umowy. Ale to tylko moja interpretacja, za bardzo się nie znam E: Na szczęście ja nie ma takich problemów - bo jeżeli już bym coś sprzedawał to nie ważne jakby się zakończyło, byłoby zbyt niezręcznie, żeby komuś odmówić nawet jeżeli ktoś by mi zaproponował 300% więcej. Przy tym przesadny honor w tym kraju raju jeszcze nigdy mi nie pomógł