Wiele razy jak kupowałem samochód, to przechodziłem podobną drogę do kolegi LSE. Oznaczało to dużo przejechanych km, stracony czas na umawianie się, jazdy i rozmowy a potem pogłębiająca się frustracja że to ciągle nie to. Wlasnie zmieniłem auto i byłoby jak zwykle, gdybym w pewnym momencie nie powiedział sobie, że szkoda mojego życia na to. Są rzeczy ważniejsze, a auto i tak krótko trzymam. Kupiłem koło domu, bez napinki, bez wypieków na twarzy i jak na razie jest ok.