-
Liczba zawartości
2604 -
Rejestracja
-
Ostatnia wizyta
-
Wygrane w rankingu
2
-
-
Urlop rozpoczęty, więc można było trochę pokręcić. 😎🚴♂️🚴♀️ Wczoraj pękła kolejna mała granica – nasze pierwsze wspólne 150 km. 😊 Nie będę robił z tego Tour de France 😉, ale jestem naprawdę dumny z zony. Jeszcze kilka lat temu takie dystanse wydawały się czymś abstrakcyjnym, a teraz po prostu jedziemy i kolejne bariery gdzieś po drodze znikają. Zrobiłem z tej jazdy krótką, spokojną relację. Bez cyferek, średnich i watów – tym razem bardziej o tym, po co właściwie wsiadamy na te rowery. 😅 Peace of mind. No stress. Just riding together. ❤️ No Stres .MOV
-
Z Canyonem jest w Niemczech podobnie jak z Rose – sprzedaż przede wszystkim bezpośrednia, przez internet. Canyona stacjonarnie można właściwie zobaczyć u nich w siedzibie, Rose jest trochę łatwiej spotkać na żywo, np. w Osnabrück. Canyonów widziałem już sporo i zawsze robiły na mnie dobre wrażenie, ale żadnym osobiście nie jeździłem. Sam kiedyś brałem je pod uwagę, tylko przy rowerze jednak ciężko mi podjąć decyzję bez wcześniejszej jazdy. Z drugiej strony ich filozofia bardzo mi się podoba. Bez salonów i całej sieci pośredników, ograniczona liczba wariantów i kolorów, za to za rozsądne pieniądze dostajesz naprawdę dobry osprzęt. Trochę jak u Henry'ego Forda – wybór jest, pod warunkiem że wybierzesz to, co producent przewidział 😂 I wcale nie uważam tego za wadę. Producent upraszcza sprzedaż i logistykę, oszczędza na pośrednikach i setkach konfiguracji, a klient dostaje uniwersalny, dobrze wyposażony rower w atrakcyjnej cenie. Nie studiowałem ekonomii, ale taki model biznesowy do mnie przemawia 😅
-
@mario1971 jak idą poszukiwania?
-
-
W końcu mogę się trochę pochwalić 😉 W maju razem z żoną przejechaliśmy Alpe–Adria z Salzburga do Grado 🚴♂️🚴♀️ Kilka dni w siodle, Alpy, piękne widoki i masa wspomnień. Jak zwykle – wspólna rowerowa choroba ma się bardzo dobrze 😂 Zostawiam kilka zdjęć, bo one chyba najlepiej opowiedzą resztę. 📸
-
Gdzieś w okolicach Kassel😎
-
A wizualnie który przemawia najbardziej? Ja osobiście wybrał bym Cannondale [emoji2956] Wysłane z iPhone za pomocą Tapatalk
-
U nas problem jest trochę większy — chorujemy rowerowo wspólnie z żoną 😂🚴♂️🚴♀️ Więc budżet na tę chorobę trzeba jeszcze dzielić na dwie osoby 😜 A wiadomo… rower kupiony to dopiero początek wydatków 🤣
-
Mariusz, no i właśnie doszedłeś do momentu, o którym pisałem na początku – temat rzeka 😂 Ale teraz przynajmniej mamy już coś znacznie ważniejszego od tabelki ze specyfikacją: jazdy próbne. Skoro Topstone zrobił na Tobie takie wrażenie komfortem, a Checkpoint SL7 dodatkowo najlepiej „usiadł” Ci rozmiarem, to ja już nie szukałbym kolejnych dziesięciu marek. Zawęziłbym temat do Topstone Carbon 2 / Topstone Carbon 1 / Checkpoint SL6 / SL7 i z tego wybrał. Roubaix jest świetny, ale dla mnie to jednak bardziej endurance/all-road niż gravel. Jeśli chciałeś gravela, Topstone i Checkpoint dają Ci po prostu większe pole manewru. Co do dopłaty 8 tys. — sama elektronika nie jest dla mnie argumentem wartym 8 tys. Ale elektronika + dobre karbonowe koła to już zupełnie inna rozmowa. Carbon 2 za 12,7 tys. jest moim zdaniem kapitalnie wyceniony. GRX 820 2×12 to bardzo dobry napęd i przy dużej ilości asfaltu powiedziałbym nawet, że użytkowo może pasować Ci lepiej niż 1x. Tego roweru naprawdę nie trzeba od razu poprawiać. Tylko musisz odpowiedzieć sobie uczciwie na jedno pytanie: czy kupisz go za 13 tys. i będziesz nim po prostu jeździł, czy za pół roku zaczniesz przeglądać karbonowe koła i AXS? 😅 Bo jeśli znamy odpowiedź i zacznie się: „a może koła… a może elektronika…”, to kupiłbym od razu lepszą wersję. I tutaj pojawia się Checkpoint SL7. Jeśli naprawdę dostaniesz go za około 20 tys., to przy Force XPLR AXS 1×13, karbonowych kołach, IsoSpeed i przede wszystkim geometrii, która już podczas jazdy próbnej Ci podeszła, dla mnie robi się najciekawszą ofertą z całej czwórki. Zresztą sam się właśnie przekonałeś, dlaczego nie lubię kupować roweru wyłącznie na podstawie tabelki. 😉 Kross miał być faworytem, później Topstone zrobił efekt „wow”, a teraz pojawił się Checkpoint. Poczekałbym więc na jutrzejsze dokładne specyfikacje i finalne ceny SL6 oraz SL7. Wtedy można już zrobić tabelkę 1:1 i policzyć, za co dokładnie dopłacasz te 7–8 tys. Bo 20 tys. za rower tylko dlatego, że „jest wyższy model” — nie. Ale 20 tys. za rower, który najlepiej pasuje, ma docelowe koła i docelowy napęd i którego nie będziesz za pół roku przebudowywał — to już potrafię zrozumieć. 😎 Mariusz, swoją drogą miło mi, że finalnie przymierzasz właśnie te rowery, które wcześniej Ci sugerowałem 😉 Widać, że jednak udało się dość dobrze wyczuć kierunek. I jeszcze jedna rzecz — z tym kupowaniem tańszej wersji „bo później sobie dołożę koła, elektronikę, może coś zmienię” trzeba uważać 😂 Bo to nie jest żaden kompromis finansowy. To jest po prostu dalsze pogłębianie choroby rowerowej. Najpierw karbonowe koła, potem AXS, później „skoro już robię upgrade, to może lepsza kaseta”, potem kierownica, siodło, opony… i nagle okazuje się, że rower za 13 tys. kosztował 20, a w garażu leży pół oryginalnej specyfikacji 😅 Dlatego jeśli już teraz czujesz, że i tak będziesz go przebudowywał, to czasem lepiej od razu kupić wersję, przy której przez pierwsze dwa tygodnie nie będziesz siedział wieczorami i szukał części na upgrade 😂 W Twoim przypadku coraz bardziej skłaniałbym się do zasady: albo Carbon 2 / SL6 i świadomie zostawiasz go w spokoju, albo bierzesz SL7 i leczysz chorobę zakupem docelowym. Chociaż znam życie — „docelowy” w rowerach to bardzo niebezpieczne słowo. 😎
-
Mariusz, teraz już wiadomo dużo więcej i moim zdaniem trochę zmienia to kierunek poszukiwań 😉 Przy Twoim sposobie jazdy 3–4 godziny, głównie asfalt i ścieżki, a tylko od czasu do czasu las czy szuter – ja bym się już tak mocno nie upierał przy klasycznym gravelu. Zwłaszcza że u Ciebie głównym ograniczeniem nie są nogi, tylko plecy. Skoro po 50–60 km kondycyjnie jeszcze możesz jechać, a kręgosłup mówi „koniec”, to właśnie komfort i pozycja powinny być kryterium numer jeden. Mam podobny przykład w domu – Kamila jeździ na Trek Domane Gen 3 z IsoSpeed i za nic nie chciałaby go zamienić na bardziej „sportowy” rower. Ten komfort naprawdę robi różnicę. Dlatego zacząłbym od geometrii i ustawienia, a dopiero potem patrzył na osprzęt. Przy 183 cm wzrostu i 88 cm przekroku jesteś w takim miejscu, że zależnie od producenta możesz balansować pomiędzy 56–58 albo ML–L. Tylko nie trzymałbym się ślepo tabelki. Czasami przy problemach z plecami lepiej sprawdza się wyższy przód i bardziej wyprostowana pozycja. Można to osiągnąć większym rozmiarem, ale większa rama jest też zwykle dłuższa, więc nie zawsze będzie to dobre rozwiązanie. Równie dobrze może się okazać, że lepsza będzie 56 z wyżej ustawioną kierownicą i krótszym mostkiem. Dlatego patrzyłbym bardziej na stack i reach niż na samą cyfrę na ramie. I w Twoim przypadku naprawdę polecałbym bike fitting przed zakupem – najlepiej u kogoś, kto ma doświadczenie z osobami mającymi problemy z kręgosłupem. Nie po to, żeby ustawić Ci pozycję jak zawodnikowi, tylko właśnie odwrotnie: tak, żebyś mógł pojechać 3–4 godziny bez ciągłego szukania pozycji na siodle. Jeżeli chodzi o sprzęt, to: Elektronika? Moim zdaniem kompletnie niepotrzebna. Fajna rzecz, ale przy rekreacyjnej jeździe nie da Ci niczego, co poprawi komfort. Karbon? Tu już powiedziałbym: warto rozważyć. Nie przez wagę, tylko dlatego, że dobrze zaprojektowana karbonowa rama i sztyca potrafią bardzo fajnie filtrować drobne drgania. Opony? Celowałbym w około 38–40 mm, tubeless, raczej szybki all-road albo semi-slick niż agresywny gravelowy klocek. Dzięki tubeless można zejść z ciśnieniem i to potrafi zrobić dla komfortu więcej niż bardzo drogi osprzęt. Napęd? Przy większości tras po asfalcie osobiście bardziej widzę u Ciebie 2x niż 1x. Mniejsze skoki między przełożeniami i łatwiej znaleźć sobie wygodny rytm jazdy. A jeśli chodzi o konkretne rowery, to po tym, co napisałeś, moja lista wyglądałaby tak: 1. Specialized Roubaix SL8 Bardzo ciekawy kierunek dla Ciebie. Komfortowa geometria, Future Shock z przodu, możliwość założenia szerokich opon. Na asfalcie nadal będzie szybki i lekki w prowadzeniu, ale dziury, kiepska ścieżka czy szuter nie będą tragedią. 2. Cannondale Topstone Carbon Jeśli ma być trochę więcej lasu i szutru, to bardzo mocna propozycja. KingPin z tyłu daje dodatkową pracę ramy i właśnie przy problemach z komfortem może mieć sens. Nie potrzebujesz przy tym żadnej wersji z AXS – zwykły mechaniczny GRX spokojnie wystarczy. 3. Trek Domane Też koniecznie do jazdy próbnej. To bardziej endurance/all-road niż klasyczny gravel, ale przy Twoim zastosowaniu właśnie o to chodzi. 4. Kross Esker I absolutnie go nie skreślam. Wręcz przeciwnie – jeżeli po Bianchi, Cannondale i innych rowerach właśnie na Eskerze czułeś się najlepiej, to jest bardzo ważna informacja. Rower może mieć najlepszy katalogowy osprzęt świata, ale jeśli geometria Ci nie leży, po dwóch godzinach przestaje mieć to znaczenie. 5. Rose Backroad Nadal świetny stosunek ceny do tego, co dostajesz, tylko po Twoim opisie jazdy nie jestem pewien, czy wykorzystasz jego bardziej gravelowe możliwości. Canyon też warto obejrzeć, ale raczej nie szedłbym w mocno terenowego Grizla tylko dlatego, że na ramie napisano „gravel”. W Twoim przypadku powiedziałbym wręcz: najpierw pozycja i geometria, potem opony i komfort ramy, a dopiero na końcu grupa napędowa. Ja bym teraz zrobił jazdy próbne na Roubaix, Topstone, Domane i Eskerze i dopiero wtedy zawężał temat. Bo jeżeli na jednym po 50 km plecy powiedzą „jedziemy dalej”, a na drugim po 30 km zaczniesz się wiercić na siodle, to wybór będzie w zasadzie dokonany.
-
Skoro już wróciłem do rowerowych tematów, to pochwalę się również swoim nowym nabytkiem. 😉 Wybór zajął mi dobre pół roku i wcale nie był oczywisty. Na liście przewijało się naprawdę sporo rowerów: BMC, Cannondale SuperSix EVO, SuperX, Cervélo Caledonia-5, Specialized Tarmac SL8, Wilier… Był moment, kiedy wydawało mi się, że już dokładnie wiem, czego chcę, po czym zaczynałem wszystko od początku. 😂 Ostatecznie wygrał rower, którego początkowo właściwie nie brałem pod uwagę — Cannondale Synapse. Chciałem czegoś szybkiego, ale nie typowej wyścigówki. Roweru, na którym można zrobić 100–150 km po asfalcie, a następnego dnia bez większych kompleksów zjechać na szuter. Do tego zależało mi na elektronicznym napędzie SRAM Force AXS, karbonowych kołach i ogólnie konfiguracji, której za chwilę nie będę chciał przebudować od początku. Oczywiście długo w seryjnej konfiguracji nie wytrzymał. 😅 Po pierwszych kilometrach: opony urosły do 40 mm, dzięki czemu z endurance zrobił się prawie gravel, założyłem mostek 100 mm, kierownicę opuściłem o około 20 mm, żeby pozycja zrobiła się trochę bardziej sportowa. I chyba właśnie to najbardziej podoba mi się w Synapsie. Nie jest najlepszy w jednej konkretnej kategorii, ale jest cholernie dobry w bardzo wielu. Na asfalcie potrafi być naprawdę szybki, na długiej trasie nie zabija pleców, a po zmianie opon szutrowa droga przestała oznaczać zawracanie. 😎 Po całym tym półrocznym kombinowaniu wyszedł więc zupełnie nieoczywisty wybór, ale na razie dokładnie taki, jakiego szukałem. A miała być przecież tylko nowa szosa… 😂🚴♂️
-
18 lat małżeństwa 😌
-
Mariusz, temat rzeka 😅 Dawno mnie tu nie było, bo ostatnio praktycznie cały wolny czas pochłaniają mi rower i praca 🙃, ale akurat w gravela trochę się ostatnio wgryzłem. Ja bym zaczął nie od pytania „jaka marka?”, tylko „jaki gravel ma z tego być?”. Bo pod jednym słowem „gravel” mamy dziś rowery od prawie szosowych wyścigówek po maszyny, które niewiele ustępują MTB. Najpierw odpowiedziałbym sobie na kilka pytań: – ile będzie asfaltu, a ile prawdziwego szutru/lasu? – bardziej szybkość czy komfort na 4–6 godzin jazdy? – opona 40, 45 czy może nawet 50 mm? – napęd 1x czy 2x? – mechanika czy elektronika? – karbon czy aluminium? – czy potrzebne są mocowania pod pół domu na bikepacking? 😅 Ciebie jakoś nie widzę z trzema torbami, namiotem i garnkiem przykręconym do widelca 😂, więc ilość uchwytów nie byłaby dla mnie argumentem numer jeden. Podobnie nie budowałbym tego roweru pod ściganie czy ustawki. Jeśli budżet jest faktycznie elastyczny, osobiście poszedłbym już w karbon. Elektroniczna grupa też jest bardzo przyjemnym dodatkiem – SRAM AXS albo Shimano Di2 – chociaż oczywiście nie jest konieczna do szczęścia. Z napędem zastanowiłbym się bardziej. 1x jest genialnie prosty i świetny w terenie, ale jeśli zamierzasz robić sporo asfaltu i dłuższych tras, 2x nadal ma swoje zalety, przede wszystkim mniejsze skoki pomiędzy przełożeniami. Z marek zdecydowanie obejrzałbym Rose Backroad. Moim zdaniem Rose ma teraz jeden z najlepszych stosunków ceny do tego, co faktycznie dostajesz. Z Canyona: Grizl, jeśli ma być wygodniej i bardziej terenowo, Grail, jeśli bardziej sportowo i szybko. Ale… Jeżeli po Bianchi, Cannondale i Krossie właśnie na Eskerze czułeś się najlepiej, to Krossa absolutnie bym nie skreślał. Wręcz przeciwnie. Rower może mieć karbonowe koła, elektronikę i napis premium na ramie, ale jak geometria Ci nie leży, to po 100 km cała ta specyfikacja przestaje mieć znaczenie. A poza tym Kross? Polska marka, trochę patriotyzmu nie zaszkodzi 🇵🇱😅 Przy większym budżecie można też spojrzeć na wyższe Eskery – Kross ma już karbon i elektroniczny SRAM, więc można temat pociągnąć znacznie dalej niż 5.0 ULT.RA. I najważniejsze: fajnie, że chcesz się przesiąść na gravela, a nie od razu szukasz elektryka 😂 Elektrykę możemy ewentualnie zostawić w przerzutce. 😉 Napisz jeszcze: wzrost + przekrok, mniej więcej proporcje asfalt/szuter i jakie dystanse najczęściej robisz. Wtedy zamiast wrzucać Ci 20 rowerów, spróbujemy wybrać 3 konkretne modele, które naprawdę mają dla Ciebie sens. 😉
-
Ja jednak zaczął bym od zakupu kasku, a później okulary. Fotochromatyczne są naprawdę przydatne. Osobiście polecam https://albaoptics.cc/alba-optics-showroom/ Który model to kwestia gustu. Polecam, świetne szkła, doskonała jakość, wiele uniwersalnych modeli, które sprawdza się na rowerze, w górach i w mieście.
