Na bank jest w tym kurtuazja - i powinna być. Poprawność polityczna wobec klienta to podstawa komunikacji. Wiadomo, że celem takich deklaracji jest łagodzenie niezadowolenia, i tu sam bym robił co się da. Gdyby pisali, że u nich panują najwyższe standardy w branży i surowa kontrola jakości, a ten smutny przypadek jest absolutnie odosobniony, to wtedy bym parsknął. Sam pracuję w fabryce, która jest częścią dużej grupy. Reklamacji od klientów nie da się ukryć. Nikomu by to do głowy nie przyszło. Trzeba analizować, ustalać przyczyny, ograniczać skutki i wprowadzać działania prewencyjne. Oni tego nie uszminkują, bo każdy zwrot to koszty, choćby transportu. A te nie zmieniają się magicznie w księgowości. Cywilizowane firmy mają wskaźniki na każdą okazję. A kwestie jakościowe to w większości coś, na co naprawdę się patrzy. Nadal uważam, że z mojego przypadku będzie jakiś pożytek na przyszłość. Owszem eskalując gdzie się da, dbałem głównie o swój interes. Ale „skrzywienie zawodowe” pozwala mi wierzyć, że o takich rzeczach się ot tak, nie zapomina, tylko coś kurde trza z tym zrobić. Wysłane z iPhone za pomocą Tapatalk