Nasza Beza doskonale radzi sobie w otoczeniu innych psów, choć jest psią jedynaczką w naszym domu, mając do towarzystwa nas i córki w wieku 3 i 6. Jest z nami już 2 lata. Czasami kusi mnie napisać poradnik, "jak wychować Bull Terriera i nie zwariować". To wyjątkowe stworzenia. Wcześniej w rodzinnym domu był York Terrier, później miałem Mopsa, jeszcze później, już wspólnie mieliśmy Amstaff(icę) i teraz tę.. "białą pierdołę". Jest absolutnie urocza, czy może rozbrajająco czarująca. Dużo z nami "rozmawia" modelując swoje gardłowe pomruczanki do komicznych wręcz "efektów" końcowych. (geny dinozaurów) Wzdycha na potęgę. Głównie w ramach "ulgi", czasami nadziei. Jest ponadprzeciętnie wylewna i uczuciowa. W zasadzie to jest taki ciągle zakochany pies, jakby na miłosnym "haju". Często są z tego komiczne sytuacje, jak nie może się zdecydować na kim się uwalić na kanapie, spoglądając tęskno w stronę drugiego "kanapowca". Wzdycha i w końcu idzie. Przysiądzie się dupskiem, zgniecie ofiarę swych ogromnych uczuć i po chwili jest już rozdarta.. i myśli czy nie wrócić do uprzednio porzuconego kanapowca. Na spacerach też ma dużo do powiedzenia - "gardłuje". Schodząc po schodach musi ziewnąć tak, żeby wszyscy słyszeli. A później, jak zobaczy jakiegoś psa, to zagaduje, "grucha", mówi do mnie, żebyśmy "może tam poszli?". Ale się trzyma. Czasem klepnę w ten zad, i mówię "no idź się przywitaj" to podlatuje, hopsa-hopsa, "bawimy się??" i wraca szybko, siada przy nodze i szczeka 2-3 razy w ramach jakiegoś "ale super co? grzeczna jestem co?. Dobra, bo za dużo, nikt nie przeczyta hehe [emoji6]