Dziś miałem przyjemność na pewnego rodzaju "expirjens", który towarzyszył oddaniu mojego 372 do Kruka.
Pierwsza rzecz, lekkie zagubienie - wchodzę sobie w trampeczkach i kurtałce, do tego konkretnie zlany deszczem, bo znalezienie miejsca pod SIlesią to przygoda życia, i mówię, że zegarek chciałem oddać do serwisu.
-"Yyy tak, proszę"
-kładę zegar na blacie
"aaa czy zegarek był u nas kupiony?"
-nie
-"będziemy do niego potrzebowali karty gwarancyjnej.. takiej identyfikacyjnej"
-nie mam, niestety
-"oj to może być problem"
- żaden problem, zegar już był u was w 2019 roku i też nic więcej poza zegarkiem nie było
-"ach tak..."
Później były oględziny, poszukiwania numeru seryjnego i referencji (pomogłem, byłem uprzejmy, absolutnie nie zarozumiały)
Wyobraźcie sobie, że teraz wysyłka tam i z powrotem, to jedyne sześćset. fook me. 6 paczek. No nic.
W sumie było spoko, a miałem też, niezwykłą sposobność przyjrzeniu się, jak sądzę swoistym zalotom dotyczącym zakupu Rolexa - miły pan, najwyraźniej bywalec, wpadł z makaronikami "do kawy", bo coś podobno "się ruszyło" więc prawda, trzeba działać. Może to moja nadinterpretacja, ale trochę już po tym świecie chodzę i raczej się wiele nie mylę.
Zadałem oczywiście pytanie, czy "nadal kupno Rolexa to takie karkołomne zadanie?"
"oj tak, lista na ładnych parę lat".
Jakby ktoś szukał 372 po serwisie, to może, można mnie o to zapytać.