Dziś udałem się do W.Kruka z nieukrywaną nadzieją wpisania na listę. Teoretycznie miał być to Yacht Master 40 Slate. Nie udało się, natomiast wyszedłem zadowolony bardziej niż myślałem, ale o tym za chwilkę.
Ogólnie to zawsze kręciły mnie Rolexy. Podchodzę do tematu zegarków w taki sposób, że musi być jakiś punkt w czasie, jakaś znaczy się historia, coś jak Moonwatch i lądowanie na księżycu, (niestety do tej pory nie miałem, bo pewnie nadal bym miał). Jak Panerai i Decima Mas - odważni komandosi w morskich odmętach, pod osłoną nocy, zatapiający duże i cenne okręty przy pomocy (prawie) prowizorki itp. Jako, że lubię Panerai, a Rolex jest częścią tej historii, oraz z uwagi na fakt, że „taki się wydaje niezniszczalny”, pomyślałem sobie „na 50-tkę, będzie jak znalazł”. Na EDC.
Pierwsza wizyta w salonie AD, potwierdziła powszechnie powtarzane opinie, że „oj teraz to niestety nie jest możliwe”, „wszystkie listy zamknięte”, „może coś w złocie” itd. Do przymiarki , na otarcie łez, był Sub w białym złocie i to było by na tyle.
Na zadane na koniec wizyty pytanie „jak się dostać na listę?”, usłyszałem w dużym skrócie, że „wpadać, podpytywać, pisać też można” oczywiście, wszystko to, w bardzo miłej i sympatycznej atmosferze.
Nie czułem się nigdy zbywany, nakierowywany na coś z gabloty obok, ani nic podobnego. Postanowiłem, że jak mam się wyrobić do tej 50-tki, to przekonam się sam, na ile ten diabeł taki straszny i podejmę wyzwanie. Przygoda taka.
Jako, że mój Pam był i nadal jest w serwisie, który zleciłem w tym samym salonie, to był to dla mnie naturalny punkt zaczepienia. Nie planowałem piąć się po szczeblach kolekcjonowania, nie zamierzałem kupować tego, na co są jakieś tam szanse, tylko to co mi się naprawdę spodoba. Kwestie inwestycyjne były naprawdę na bardzo odległym, drugim planie, bo chciałem coś, co będę nosił, co spełni moje oczekiwania tj. wygląd, czytelność, WR, wygodę, jakość, mechanizm i trochę tej historii.
Po kilku wymianach wiadomości dotyczących mojego Panerai oraz ew. zakupu paska, podpytałem na temat możliwości wpisania się na listę, „czy aby coś może się nie zmieniło?”.
Jak można się domyślić „nie za wiele” czyli tyle co nic. Niezrażony tym faktem wskazałem interesujące mnie modele, czyli Sub, GMT, Sea dweller, YM40 i YM42 i co by tu się dało na tą 50-tkę ustrzelić. Sympatyczna Pani z AD postanowiła zadzwonić i porozmawiać. Od słowa do słowa, zostałem zaproszony na spotkanie, w sprawie YM 40.
Trochę się nie udało od razu, bo wpadła wizyta w szpitalu itd. Ale ostatecznie, na dzień przed urlopem pani z AD, wpadłem pogadać o tym YM. Przypomnę, że przy pierwszej wizycie, nie miałem możliwości przymiarki poza Subem z białego złota.
Na stół weszła cisowianka, oraz katalogi Rolexa, miła rozmowa, o moim powrocie do zdrowia i planach urlopowych Sympatycznej Pani, a po wskazaniu w katalogu YM Slate oracz Chocolate, zegarki pojawiły się przede mną.
Coś pięknego. Czekoladowy jest bajeczny. Slate również robi wrażenie. Mój nadgarstek to 18,5. Może jakby ścisnąć to bardziej 18. Ogólnie 186 wzrostu, 86kg wagi – jestem normalnie wyglądający, nie mam „łap” tylko dłonie itd. No, ale toż to była drobinka. Jak wrzuciłem Slate na nadgarstek, to serio zapytałem, czy to aby nie jest 37 i szybko zdjąłem, aby porównać z Czekoladą. Cudne są, świetny profil z boku, przyjemnie leżą na ręce, ale ja najlepiej czuję się w 42+.
No nic, smutek.
Oglądam, przymierzam, rozmawiamy, sprawdzam jak bezel chodzi, a jak ta regulacja zapięcia, wszystko fajnie, ale nie mogę się odnaleźć. I jak tylko ściągałem i leżał na stole, to wow, jaki ładny, a po założeniu na rękę.. aj.. Myślę na głos, że no „może bym się przyzwyczaił”, „może to by trzeba było ponosić” itd. Ale czuję, że to nie ma sensu..
Bańka nadziei pękła.
Sympatyczna Pani przybyła z odsieczą, że może „coś większego?”, może sea dweller, szybkie pytanie do kolegi i już sea dweller ląduje przede mną no i czad! Oczy mi się zaświeciły, zarzuciłem na łapkę i jak w kreskówce, serduszka, gwiazdeczki, fajerwerki jak z czołówki Disneya.
Rozpłynąłem się, siadł jak zły. Czytelność bajka, bezel cudeńko, kontrast jakiś taki zaj.. bisty. Poczułem się jak w domu. Na koniec cmokania, z żalem westchnąłem, że „na te, to też się nie da, prawda?”.
Sympatyczna Pani potwierdziła, że no „nie da się”.
Jęknąłem, wyduszając, że to może jeszcze raz sobie zerknę, jak on to świetnie się prezentuje. (Ogólnie nie wspomniałem, ale rozmawialiśmy też o mechanizmach, nieco o historii modelu i takich tam. To wszystko zajęło może 30-40 minut. Streściłem również z grubsza całą historię Panerai. A ta, wiadomo, ciekawa jest.)
Nagle w tym wszystkim, Sympatyczna Pani powiedziała:
„sekunda, może zapytam kierownika”
„tak, że co ? a no no, jak najbardziej, proszę pytać, pytać proszę, tak, świetny pomysł!” tak chyba na głos nie powiedziałem hehe
No i skończyło się na tym, że „chyba się uda” i „myślę, że się wyrobimy” „widać było od razu, że aż pan rozpromieniał przy tym modelu”.
No powiem szczerze, ucieszyłem się okrutnie, co tu dużo mówić.