Chodzi mi o mechanizm, gdzie do prawdziwych kolekcjonerów dołączyli się okazjonalni łowcy szybkiego i często wirtualnego zarobku tak naprawdę psując rynek.
Tak, jest nadpodaż gotówki. Jednakże skupiona jest w większości w rękach niewielkiego procenta ludzi.
Niestety praktyka pokazuje, że w razie kryzysu pierwszą ofiarą są potrzeby, które nie są niezbędne do normalnego funkcjonowania. A mówiąc prawdę, zegarek vintage nie jest niezbędny, jest pewnego rodzaju "zbytkiem". To który zegarek osiąga jakie ceny decyduje bieżąca moda, która się ciągle zmienia. Preferencje zakupowe młodych adeptów zależą od zegarków prezentowanych w danej chwili przez osoby z autorytetem, co chwilowo szybko winduje ceny - występują okresy booomu a potem uspokojenia, to nie tylko moja obserwacja. Zarobi ten, kto kupował przed modą i sprzedaje teraz, później może być różnie w mojej ocenie. Podobnie na giełdzie, wyszedłeś z pozycji w odpowiednim momencie, ale gdybyś je ponownie otworzył w połowie marca, na szczycie paniki, to oglądałbyś kilkaset procent zysku w 3 miesiące. Wszystko to kwestia kiedy otworzysz pozycję i kiedy ją zamkniesz.
Tak jak już pisałem stałe wzięcie będzie miał jedynie towar rzadki - pod względem stanu zachowania jaki i liczby wyprodukowanych egzemplarzy. Na kryzys dobra jest ziemia, która w razie czego Cię wyżywi i kruszec.
Reasumując zbierajmy nasze zegarki i cieszmy się ich pięknem, a czy to piękne hobby to będzie też inwestycja to dowiemy się po latach. Ja wątpię, ale każdy ma prawo do swojego zdania.