Skocz do zawartości
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki, które zawierają...
Szukaj wyników w...
kotylozaur

Właśnie obejrzałem film...

Rekomendowane odpowiedzi

Takie polskie kino historyczne to ja rozumiem. Pomysł, dramaturgia, realizm, czarny humor, czerpanie z najlepszych wzorów, doskonałe aktorstwo.

 

 

8105986_1.3.jpg

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Obejrzałem w końcu „Queer” z Danielem Craigiem. O Sodomo i Gomoro!  :D;) 
Ale serio: niezłe kadry, dużo palenia papierosów, chlania, ćpania, rzygania i patrzenia w dal, ludzie chodzą spoceni po pokoju przez 12 minut, a potem "bunga bunga". Muzyka (bardzo fajna, zarówno oryginalny soundtrack, jak i zestaw wykorzystanych piosenek) mówi widzowi: „UWAGA, TO JEST GŁĘBOKIE”. Tylko, że już w trakcie seansu (a po filmie jeszcze bardziej człowiek się zastanawia, co właściwie jest tu takie "głębokie".  ;) 
Craig gra bardzo dobrze. Naprawdę. Momentami wręcz brutalnie naturalnie i bez bondowskiej pozy. Łatwo mu pewnie nie było, ale - kto wie - może liczył na jakieś statuetki. Tylko że sam film jest umiarkowanie przekonujący w samej treści. Bardziej „stan” niż jakaś historia.

W nieco chuligańskim podsumowaniu ktoś napisał: „Film starego pedała o starym pedale zrobiony na podstawie książki ‘Pedał’ starego pedała”. I esencjonalnie jest to sama prawda. :D 

Luca Guadagnino pewnie liczył na powtórkę z „Tamtych dni, tamtych nocy”. Przy „Call Me by Your Name” ten cały styl jeszcze działał. Była młodość, wakacyjna nostalgia, Włochy, emocjonalne napięcie i poczucie, że pod tym pięknym obrazkiem coś mocniej pulsuje. W „Queer” mam już momentami wrażenie, że zostaje głównie sama estetyka i atmosfera. Jakby reżysera bardziej interesowało światło wpadające przez okno niż to, co dzieje się między ludźmi.
A może po prostu jestem starzejącym się heterykiem i nic nie rozumiem.  :) 

 

 

 


WARTO POMAGAĆhttps://www.siepomaga.pl

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
W dniu 2.05.2015 o 01:26, Edmund Exley napisał(-a):

Wreszcie udało mi się obejrzeć coś, na co długo polowałem - amerykańską "Cenę strachu":

 

I nie rozumiem, dlaczego ten film został tak chłodno przyjęty?! Bo to bardzo dobre kino, dosłownie od pierwszej do ostaniej sekundy (tak! Nie minuty, ale sekundy) trzyma w napięciu, a końcowe napisy wcale go nie wygaszają. Brutalny, dobrze zagrany (Roy Scheider :)  ), ze świetną muzyką Tangerine Dream, może nie tak "przestrzenną" i zapadającą w pamięć, jak w "Złodzieju", ale i tak na najwyższym poziomie. Wszystko takie, jakie powinno być, łącznie z surowością opowiadania, typową dla lat 70.

 

Francuskiego klasycznego pierwowzoru jeszcze nie widziałem, ciężko dotrzeć do najpełniejszej wersji, więc postaram się obejrzeć chociaż tę dwugodzinną. Ale amerykański film - moim zdaniem jako samoistne dzieło wypada świetnie.

 

Wybaczcie, że cytuję post sprzed 11 lat, w dodatku... swój własny :) Ale oto obejrzałem mój film weekendu - czyli oczywiście francuską "Cenę strachu". Trochę czasu mi to więc zajęło, jak widać. Obejrzałem wersję dwuipółgodzinną. I cóż, pierwszych 30 minut rzeczywiście można by skondensować do 7-10 minut. A może nawet w ogóle zacząć od 30 minuty, zwłaszcza, że o bohaterach i tak wiemy znacznie mniej niż w wersji wyreżyserowanej przez Williama Friedkina. Ale to, co zaczyna się od 30. minuty, to istny filmowy taran. Nie dziwię się, że legenda tego filmu jest wciąż żywa i do dziś tak wielu do niego wraca. Ciekawe, czy Camus, a zwłaszcza Malraux wypowiadali się gdzieś na temat tego filmu - bo jest tu wiele z ducha powieści tego drugiego. A do amerykańskiej wersji postaram się za jakiś czas wrócić - 11 lat temu bardzo mi się podobała.

 

Poza tym:

- "Krajobraz po bitwie" - chyba najbardziej ponury film Wajdy. Ciekawy dźwiękowo, muzycznie i wizualnie. Absurd świata tuż po wojennej katastrofie. I chyba jedyny film, jaki widziałem, którego napisy końcowe są... namalowane na wagonach, co ma oczywiście mocne uzasadnienie. To Wajda z najlepszego czasu swej twórczości, więc warto znać.

- "Bez wyjścia" - rzadko oglądam kino koreańskie, i w ogóle azjatyckie. "Służąca" i "Podejrzana" tego reżysera podobały mi się bardziej, tu już jest więcej takiego typowego dziwnego azjatyckiego odjazdu, ale nie żałuję. Bohater nosi Timexa (w "Podejrzanej", jeśli dobrze pamiętam, ważny był Rolex). Co ciekawe, adaptację tej samej powieści zrobił 20 lat temu Costa-Gavras.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
1 godzinę temu, Sławol napisał(-a):

Donald Gibb, 71 lat.

 

699962098_1446773197465488_3303536219987

 

NTFhOTMxYTUnCjlnYgNsIGRSbT0kWmJ2M0p1dmJOfG0-W3pgYh4nOCMaKiQiVikmMxguIz1WPjhpCT89Yg5_eyIBPCQhGTd7IwUtMSlXdmciWXhseRpjMCILKnl5Snpha1EpYX9Vf2BxCXplLEF9ZSQJbSk.jpeg

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Muszę przyznać, że film w kilku momentach mnie rozbawił. 


"Człowiek tyle jest wart, ile warte są sprawy, którymi się zajmuje." Marek Aureliusz

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

  • Ostatnio przeglądający   0 użytkowników

    Brak zarejestrowanych użytkowników przeglądających tę stronę.

×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę.