Jasne, pamiętaj o jednym - zmiękczacz wody to również realne oszczędności i przede wszystkim święty spokój. To jedna z tych inwestycji w nowy dom, która chroni armaturę, AGD, urządzenia grzewcze i instalację przed skutkami twardej wody.
Zmiękczacz potrafi się wręcz zwrócić, a korzyści zobaczysz w wielu miejscach:
1. Mniejsze zużycie energii i ochrona urządzeń grzewczych
Osad z kamienia jest bardzo złym przewodnikiem ciepła. Odkładając się na powierzchniach wymiany ciepła, pogarsza ich efektywność, dlatego twarda woda może z czasem powodować spadek sprawności urządzeń i zwiększenie zużycia energii. Miękka woda ogranicza powstawanie osadów i pomaga utrzymać wymienniki oraz instalację w czystości (mój ojciec tak załatwił Vaillanta o mocy ponad 40 kW, problem rozwiązała stacja).
2. Znacznie mniejsze zużycie detergentów i chemii
W miękkiej wodzie detergenty, mydła i środki piorące działają skuteczniej, dlatego ich dawkę można często istotnie zmniejszyć.
Przy zmiękczonej wodzie ograniczasz też problem osadzania się kamienia, więc znacznie mniej potrzebujesz środków do jego usuwania.
3. Mniej czyszczenia
Zdecydowanie mniej białych zacieków i osadu na kabinie prysznicowej, płytkach, bateriach czy lustrach, zlewie. Jeżeli macie czarną albo błyszczącą chromowaną armaturę, różnica będzie naprawdę widoczna.
Przy miękkiej wodzie osadów jest po prostu zdecydowanie mniej, więc łazienkę dużo łatwiej utrzymać w czystości. W zasadzie wystarczy przetarcie kabiny, bez uciążliwego zmywania białego nalotu.
Jedna ważna rzecz na start:
Po montażu nie ustawiałbym zmiękczacza "na zero". Jak się zdecydujesz, to ustal to z instalatorem, bo ten co nam montował tak własnie ustawił, a to też nie jest dobre (najlepiej wg skali niemieckiej w okolicach 4dH). Daje to bardzo dobrą ochronę przed osadzaniem kamienia, a jednocześnie nie prowadzi do nadmiernego zmiękczenia wody (bo mydła z dłoni nie spłuczesz).