Okej, okej - testujcie tylko królika doświadczalnego nie pozbawcie życia - na atom się nie zgadzam ani napalm. Piernik sobie idzie, a jak.. idzie na wadze 1450. Zmieniam na poprzednią i zobaczymy. Ząb koła wychwytowego pada na płaszczyznę prostopadłą, to na bank, a potem skośną. Teoretycznie idzie już dobę pomijając moje wczorajsze praktyki zawodowe na mimochodzie - tfu - mimośrodzie (kto tą nazwę wymyślił). Dzięki Arek za filmik - widać tam dokładnie te fazy wejścia i wyjścia (no proszę jaka jestem - "kapiszi" nawet). Ale ja NIE WIEM JAK WY OGLĄDACIE wychwyt na żywo - niech mnie sprężyna strzeli - z lusterkiem dentystycznym to może się i da ale ja mam lusterka które za nic tam nie wejdą. Jak z góry patrząc określić, jak głęboko zęby spadają na płaszczyznę spoczynkową. Że tak ciut- ciut ma to być. Już widzę ocenę pracy wychwytu w zegarku naręcznym, cud-mjut zabawa, chyba pod mikroskopem.. PS - już nie chce więcej niespodzianek "zatrzymujacych", ja się naprawdę na zegarmistrza nie nadaję, mogę pretetendować w klasie amatorskiej ale to wszystko. Te Wasze zegarmistrzowskie nazwy doprowadzają mnie do rozpaczy, ja nie umiem ich zapamiętać, Matuś jedyna.. A w ogóle diń-dy-bry wszystkim